Jeździliśmy pierwszym w historii SUV-em Ferrari. Jest najmocniejszy i najdroższy

To pierwsze w historii czterodrzwiowe Ferrari i pierwszy model tej marki z podniesionym zawieszeniem. Purosangue jest nie tylko najmocniejszym i najlepiej prowadzącym się „SUV-em” na świecie, ale również najdroższym.

Publikacja: 09.03.2023 12:47

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

Foto: mat. prasowe

Siedzę za kierownicą Purosangue i nie wiem czego mam się spodziewać po tym samochodzie. Władze firmy twierdzą, że to jest prawdziwe Ferrari. Wystarczyło pokonać tylko kilka kilometrów alpejskich serpentyn, by się z tym zgodzić. Wychylam prawą stopę i czuję potężny i błyskawiczny zastrzyk energii, która płynie od mocarnego V12 o pojemności 6,5 litra. Okoliczne doliny wypełnia charakterystyczny pogłos wypełniony wyciem wysokoobrotowego silnika, a ja pomimo całej tej szarej codzienności mam wrażenie, że zdobywam szczyt tego świata. Tak, to jest Ferrari z krwi i kości. Ferrari Porosangue łamie zasady, którym marka była wierna od lat. Oferuje czworo drzwi i cztery pełnoprawne, niezależne fotele. Z drugiej strony z wielką odwagą schlebia tradycji Ferrari. Ma pod maską rasowe V12 oraz prowadzi się ze zwinnością za jaką tęsknią najdroższe SUV-y świata. Nie wiemy jak wiele osób przewróci się w grobie na jego widok, ale wiemy, że Purosangue wywróciło świat luksusowych SUV-ów do góry nogami. To najbardziej sportowy SUV na świecie.

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

Kiedy postawisz Lamborghini Urusa koło Ferrari Porosangue to błyskawicznie nasuwa się porównanie byka do rumaka. Nie tylko dynamika linii, ale również proporcje tych dwóch samochodów odzwierciedlają sylwetki zwierząt, które mają w herbach. Już sam profil zdradza, że silnik V8 Urusa wisi przed przednią osią, tymczasem w Purosangue V12 upakowano centralnie za przednią osią, a skrzynię przeniesiono do tyłu (transaxle). Mimo napędu na 4 koła widać wyraźnie, że w Ferrari rządzą tylne, większe od przednich, 23-calowe koła. Purosangue może pochwalić się idealnym rozłożeniem masy pomiędzy osiami (49/51 % - przód/tył). Pomimo powiększonego do 18,5 cm prześwitu i obszernego wnętrza Ferrari udało się zachować muskularną sylwetkę coupe. To dzieło sztuki stworzone przez Flavio Manzoniego. Czerpie z tradycji, ale jednocześnie jest rewolucyjnie świeże i wykorzystuje zdobycze wyścigowej aerodynamiki, ukrytej pod jędrnymi kształtami. Purosangue w unikalny sposób łączy przeszłość z przyszłością.

Czytaj więcej

Ferrari nie zna pojęcia kryzys. Rekordowe zyski włoskiej marki
Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

Ferrari Purosangue bazuje na architekturze GTC4Lusso. Z tego samochodu zaczerpnęło silnik i układ napędu na cztery koła. Ale obydwa mechanizmy zostały solidnie przeprojektowane. W przypadku silnika V12 inżynierowie skupili się na podniesieniu momentu przy niskich obrotach, by skompensować stosunkowo dużą jak na Ferrari i niewielką jak na mocarnego SUV-a masę - 2033 kg. Zawieszenie firmy Multimatic posiada innowacyjne rozwiązanie. Są to sterowane elektronicznie amortyzatory, które dynamicznie regulują wysokość zawieszenia i jednocześnie zastępują stabilizatory. Zawieszenie podłączone jest do centralnego mózgu, który zawiaduje wszystkimi mechanizmami sterowanymi elektronicznie. Na długiej liście najbardziej zaawansowanych zdobyczy techniki znajdują się: silnik V12, dwusprzęgłowa skrzynia biegów, napęd na 4 koła z aktywnymi mechanizmami różnicowymi, układ kierowniczy, układ hamulcowy „by-wire”, cztery skrętne koła (tylne regulowane niezależnie), ABS EVO oraz układ kontroli przyczepności. Mam nadzieję, że wymieniłem wszystkie. Centralny mózg błyskawicznie koordynuje działanie wszystkich podzespołów, a dzięki trybom jazdy nadaje Purosangue zróżnicowany charakter w zależności od potrzeb i warunków.

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

W czasie kiedy sportowe marki poddają się presji ekologicznym trendom i wprowadzają wersje elektryczne, Ferrari czerpie z tego co najbardziej emocjonalne w historii motoryzacji. Purosangue nie tylko nie korzysta z układu hybrydowego, ale nie ma nawet turbosprężarek. Nie zdecydowano się również na kastrowanie cylindrów. Pod maską Purosangue pracuje rasowe wolnossące V12 o mocy 725 KM generowanej przy 7750 obr./min i momencie 716 Nm (6250 Nm). To jedyny luksusowy SUV na rynku z silnikiem wolnossącym. Może Enzo nieco szerzej otworzy oczy na widok Ferrari z podniesionym zawieszeniem, ale w pewnością doceni, że inżynierowie na poważnie potraktowali stwierdzenie, że sercem samochodu jest silnik. To nie jedyne skojarzenie najnowszego SUV-a Ferrari ze światem istot żywych (również duchem). Nazwa Purosangue oznacza przecież „czystą krew”, jędrne kształty wprost nawiązują do ciała, a intensywne emocje starają się przekonać, że to auto ma duszę. Ferrari nie chce wrzucać Purosangue do dziś coraz bardziej obszernego worka z napisem SUV. Wyraźnie widać, jakie są tego powody. Ferrari podkreśla, że nie ma samochodu podobnego do Pourosangue. Ale nie zmienia to faktu, że Purosangue na rynku będzie konkurowało z SUV-ami. Ma zwiększony prześwit i wyraźnie zaznaczone błotniki, ale nie jest zaprojektowane do tego, by zmagać się z trudnym terenem. Nie ma trybów jazdy terenowej, a jego karoseria nie jest przygotowana do taplania się w błocie. Z pewnością nie zapuści się tam gdzie poradzi sobie Porsche Cayenne, czy Bentley Bentayga. Ferrari Purosangue jest samochodem zaprojektowanym do jazdy po asfalcie.

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

Nie mniej oryginalny i rasowy od stylizacji zewnętrznej jest środek Purosangue. Ton narzuca tu Dual Cockpit. Inżynierowie Ferrari chcieli, by kierowca podzielił się wrażeniami z pasażerem siedzącym z przodu i dlatego ma on przed sobą duży ekran i dostęp do informacji o parametrach samochodu. Purosangue nie ma centralnego ekranu multimediów i nie ma też systemu nawigacji. Trasę wyznaczamy po połączeniu się ze smartfonem za pomocą Android Auto lub Apple CarPlay. Charakteru bynajmniej nie brakuje. Siedzę nisko, tuż nad podłogą, pozycja za kierownicą jest idealna, mam przed sobą długą maskę z fantazyjnie wyoblonymi błotnikami, a wnętrze wypełnione jest zapachem skóry i alcantary. Z przodu miejsca nie brakuje, a bagażnik oferuje 473 litry. Do tyłu zapraszają mnie otwierane pod wiatr drzwi. Dodają ekskluzywnego charakteru, ale dla inżynierów Ferrari ważniejszy był fakt, że dzięki nim udało się przy zachowaniu praktyczności skrócić rozstaw osi. Dzięki temu Purosangue jest jeszcze bardziej zwinne. Z tyłu Purosangue oferuje wystarczająco miejsca dla dwóch rosłych osób. Inżynierowie najwyraźniej chcieli, by kierowca podzielił się wrażeniami również z pasażerami siedzącymi z tyłu, bo tylne fotele są twardsze i sprawiają wrażenie jeszcze bardziej sportowych od przednich. Bez dwóch zdań brakuje możliwości wyboru opcjonalnych foteli tylnych o wyższym komforcie jazdy.

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

Irytuje również kierownica z dotykowymi przyciskami. Próbuje oderwać moją uwagę od tego co w przypadku Ferrari jest najważniejsze, czyli od drogi. W samochodzie o mocy 725 KM, który rozpędza się do setki w 3,3 sekundy każdy ułamek sekundy uwagi ma znaczenie. W Purosangue debiutuje nowa poprawiona kierownica Ferrari z dotykowymi przyciskami. Ma wyżłobienia pozwalające wyczuć pola odpowiedzialne za konkretne funkcje oraz nowe oprogramowanie, ale to nie załatwia sprawy. W Ferrari chciałbym poczuć wyraźne klikniecie przycisku kiedy budzę do życia rasowe, potężne, unikalne, mocarne, wolnossące, piękne V12. Pora poluzować cugle. Jesteśmy w okolicy Pinzolo we włoskiej części Alp. Wokół wiją się malowniczo położone i wymagające drogi. Szybko nabieram zaufania do Purosangue i z przyjemnością sięgam do Manettino, by wybrać tryb Sport. Mimo drogi częściowo mokrej i pokrytej śniegiem nie boję się wykorzystywać potencjału pięknie brzmiącego i naturalnie rozwijającego moc silnika. Dziś V12 zapewnia ekskluzywność najwyższego stopnia i wrażenia jeżące włosy na głowie. Mimo, że prowadzę samochód o podwyższonym zawieszeniu wciąż doświadczam ogromnej przyjemności z pokonywania zakrętów. Napęd na przednie koła wspomaga tylne do 4 biegu, czyli do 190 km/h. Mimo napędu 4x4, wyraźnie czuć, że głównym zadaniem przednich kół pozostaje skręcanie. Podsterowność niemal nie występuje. Nawet jeśli nieumiejętnie wejdziesz w zakręt, elektronika kontrolująca przyczepność, aktywne dyferencjały oraz skrętne tylne koła (podczas jazdy wychylają maksymalnie o 1 stopień) sprawią, że nikt tego nie zauważy, a samochód przeniesie odpowiedzialność za pokonanie zakrętu na potężne 23-calowe tylne koła o rozmiarze opon 315/30.

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

Purosangue układa się w zakrętach jak rasowe coupe i wygląda spektakularnie w ruchu. Żaden inny SUV nie jest tak zwinny i nie dostarcza takiej przyjemności z jazdy. Dodaję gazu przy wyjściu z zakrętu tył się przyjemnie uślizguje, ale Purosangue wcale nie straszy. Ferrari potrafi jak mało która firma z pomocą centralnego komputera i zaawansowanych mechanizmów kontrolować potężną moc. Jego zachowanie nawet na granicy przyczepności jest przewidywalne i naturalne, a sterowanie precyzyjne. Samochód słucha kierowcy nawet w podbramkowych momentach. Aktywne zawieszenie świetnie stabilizuje samochód podczas hamowania i w zakrętach, dzięki czemu tuszuje wyżej położony środek ciężkości. Dzieje się to w sposób naturalny i kierowca wciąż dzięki celowo dopuszczonym niewielkim przechyłom ma dokładne informacje o tym co dzieje się z autem. Precyzyjne sterowanie, zaawansowany układ jezdny i dobra komunikacja kierowca/maszyna powodują, że tym samochodem możesz jechać szybko nawet jeśli nie znacie się jeszcze zbyt dobrze. A powszechnie wiadomo jak trudne jest precyzyjne dostrojenie tak zaawansowanych mechanizmów. Jedynie masa przekraczająca 2 tony zdradza geny SUV-a.

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

Ile pali Purosangue podczas szybkiej jazdy? Według cyklu WLTP 17,3 l/100 km. Nie mogliśmy tego zweryfikować ponieważ komputer nie przekazuje tak nieistotnych dla właścicieli Ferrari danych. Z naszych obliczeń wynika, że Purosangue spala 100 l (pojemność zbiornika paliwa) na ponad 4 godziny pełnej emocji jazdy. Ferrari Purosangue dzięki unikalnej przyjemności z prowadzenia w świecie SUV-ów oraz dzięki znakomicie dopracowanej konstrukcji daje wrażenie obcowania z wyjątkową maszyną. Jeśli dorzucicie do tego spektakularny wygląd to możecie cieszyć się tym co w życiu najważniejsze, czyli przeżywaniem wyjątkowych chwil. Ferrari postawiło poprzeczkę wysoko. Purosangue jest najbardziej sportowym SUV-em na Ziemi, ale też najdroższym. Kosztuje 2 mln 155 tys. zł. Na drugim końcu skali sport-komfort znajduje kolejny w rankingu najdroższych SUV-ów - Rolls- Royce Cullinan, który kosztuje 2 mln 140 tys. zł. Oczywiście w obydwu przypadkach mamy do czynienia z podstawowymi wersjami. Realna cena zakupu dobrze wyposażonej wersji będzie się zbliżała do 3 mln zł.

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

Ferrari podkreśla, że niezależnie od popularności pierwszego SUV-a tej marki, Purosangue będzie stanowić nie więcej niż 20 proc. produkcji. Oznacza to, że każdego roku na drogi całego świata wyjedzie niewiele ponad 3 tys. egzemplarzy Purosangue. Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że Ferrari zebrało już co najmniej 6 tys. zamówień. Ograniczona produkcja oraz fakt, że nie ma drugiego SUV-a na rynku, który pod względem wrażeń zza kierownicy i prowadzenia może się zbliżyć do Purosangue z pewnością rozgrzeje klientów Ferrari do czerwoności.

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

Ferrari Purosangue

Ferrari Purosangue

mat. prasowe

Czytaj więcej

Lamborghini pozostanie przy wolnossącym silniku V12
Ten pierwszy raz
Skoda Superb Combi: Praktycznie bez wad
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Ten pierwszy raz
Suzuki Swift: Magia dnia wczorajszego
Ten pierwszy raz
Skoda Scala i Kamiq: auta dla ludu stały się dziś wygodne, nowoczesne i... drogie
Ten pierwszy raz
BMW X2: Dla tych młodych duchem
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Ten pierwszy raz
Nowe Audi S3: Hot hatch jak za starych dobrych czasów