Jakie pojazdy jako pierwsze realnie i legalnie pojadą bez kierowcy? Wcale niekoniecznie będą to auta osobowe. O wiele bardziej możliwe, że autonomiczne staną się autobusy i ciężarówki. Ważny krok w tej sprawie dokonał się właśnie w Norwegii.

Czytaj więcej

Spóźniony, ale dobrze przygotowany – Kia Seltos wchodzi do Europy

Koniec testów – czas na realny transport publiczny

Tamtejsza Administracja Dróg Publicznych wydała zgodę operatorom Vy i Kolumbus na prowadzenie regularnych przewozów pasażerskich z wykorzystaniem autonomicznego autobusu bez obecności kierowcy bezpieczeństwa. To istotna zmiana, bo do tej pory nawet najbardziej zaawansowane projekty tego typu wymagały obecności osoby nadzorującej w pojeździe.

Wdrożenie opiera się na elektrycznym autobusie Karsan e-ATAK, wyposażonym w system autonomicznej jazdy opracowany przez firmę ADASTEC. Całość wspiera platforma zarządzania flotą xFlow, rozwijana przez Applied Autonomy. To właśnie połączenie autonomii pojazdu z systemem zdalnego nadzoru jest kluczowe dla tego projektu.

Autobus nie jest nowością w Stavanger, gdzie funkcjonuje w sieci transportu publicznego już od 2024 roku, a pierwsze testy rozpoczęły się jeszcze w 2022 roku. Nowa decyzja regulatora oznacza jednak przejście na kolejny etap – z operacji nadzorowanych do w pełni bezzałogowych przejazdów w kontrolowanym środowisku miejskim.

Czytaj więcej

Połącznie GT3 i cabrio - herezja Porsche, która zyska nowych wyznawców

Kluczową rolę odgrywa tu platforma xFlow, która pełni funkcję centralnego systemu zarządzania flotą. Umożliwia ona bieżące monitorowanie pojazdów oraz zdalne zarządzanie ich pracą. Operator nie znajduje się w autobusie, lecz w centrum kontrolnym, skąd może jednocześnie nadzorować kilka pojazdów.

System pozwala nie tylko na kontrolę ruchu, ale także na interakcję z pasażerami. To oznacza, że sytuacje wymagające reakcji – od informacji dla podróżnych po zdarzenia awaryjne – mogą być obsługiwane zdalnie. To ogromna zmiana względem klasycznego modelu transportu publicznego, w którym kierowca pełni jednocześnie rolę operatora i osoby kontaktowej dla pasażerów.

Czytaj więcej

Volkswagen ID. Buzz AD: Prawdziwa rewolucja w motoryzacji właśnie się zaczyna

Zdalny nadzór zamiast kierowcy

Jak podkreśla Olav Madland, CEO Applied Autonomy, wdrożenie takiego rozwiązania ma znaczenie nie tylko technologiczne, ale też ekonomiczne. „Nasza technologia pozwala jednemu operatorowi zdalnie wspierać i nadzorować wiele pojazdów jednocześnie. To daje realną możliwość utrzymania, a nawet rozszerzenia siatki połączeń w miejscach, gdzie brakuje kierowców” – wskazuje. Dodaje przy tym, że przejście od prowadzenia pojazdu do zarządzania flotą może znacząco obniżyć koszty operacyjne i zwiększyć efektywność transportu publicznego. Oczywiście na klawiaturę aż cisną się teksty o „zabieraniu pracy ludziom”. Tyle że rzeczywistością branży transportowej coraz częściej są braki kadrowe utrudniające lub wręcz uniemożliwiające działalność. Nie ma chętnych do pracy, więc… niejako nie ma jej komu zabierać.

Producent autobusu, firma Karsan, już wcześniej zapowiadał, że celem jest pełne wdrożenie operacji bez kierowcy w trzecim kwartale 2026 roku. Jednocześnie trwają prace nad uzyskaniem homologacji dla tego typu pojazdów na szerszą skalę, co planowane jest na 2027 rok.

W tym samym czasie równolegle rozwijane są podobne technologie w segmencie samochodów osobowych, choć ich wdrażanie przebiega wolniej. Przykładem jest Tesla, której system Full Self-Driving w wersji „Supervised” uzyskał pierwszą zgodę regulatora w Europie – w Holandii. System może sterować, przyspieszać i hamować zarówno w ruchu miejskim, jak i na autostradach, ale nadal wymaga stałego nadzoru kierowcy. Jak podkreślił tamtejszy regulator RDW, „prawidłowe korzystanie z tego systemu wspomagania kierowcy przyczynia się do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego”, jednocześnie zaznaczając, że europejska wersja oprogramowania różni się od tej stosowanej w USA i podlega bardziej rygorystycznym wymaganiom.

Samochód autonomiczny Waymo

Samochód autonomiczny Waymo

Foto: AdobeStock

Kiedy będziemy korzystać z samochodów autonomicznych

Transport autonomiczny zmieni styl naszego życia. Dlatego tak ważne pozostaje pytanie, kiedy będziemy z niego korzystać.

W transporcie publicznym, gdzie trasy są powtarzalne i łatwiejsze do kontrolowania, możliwe jest już wdrażanie pojazdów całkowicie pozbawionych kierowcy. Autobusy poruszają się w ograniczonym, dobrze zbadanym obszarze i z ograniczoną prędkością. Więc w tym sektorze chyba najszybciej zobaczymy pojazdy pozbawione kierowców.

W USA już od kilku lat działają autonomiczne taksówki w miastach, a w Europie VW pracuje nad wdrożeniem takiego systemu, który ma być wprowadzony w fazie testowej już w tym roku. ID. Buzz, wyposażony w zaawansowane systemy sensorów i kamer wspieranych przez sztuczną inteligencję, już dziś potrafi całkiem sprawnie poruszać się bez udziału kierowcy, o czym mieliśmy okazję przekonać się na ulicach Monachium. Pojazd stanowi część ekosystemu opracowanego przez MOIA, spółkę zależną Volkswagena, specjalizującą się w usługach mobilnych.

Jednak do powszechnego korzystania z samochodów autonomicznych droga jeszcze daleka. Przeszkodą jest ogromna ilość danych do przetworzenia w szybkim tempie, która obecnie dodatkowo jest ograniczona możliwościami przesyłu sieci bezprzewodowych. W samochodach prywatnych technologia nadal pozostaje na poziomie zaawansowanego wsparcia, a nie pełnej autonomii.

Czytaj więcej

Koniec pobłażania dla aut bez DPF. Nadchodzą zmiany w przeglądach technicznych

Jak podkreśla Clement Nouvel z firmy Valeo, wprowadzenie w pełni autonomicznych samochodów do sprzedaży zajmie nam dekady i ciężko ocenić dokładnie, kiedy to będzie możliwe. Bardziej precyzyjny jest Ned Curic, ojciec głosowego systemu Alexa (Amazon), który obecnie pełni funkcję dyrektora ds. technologii (Chief Technology Officer) w koncernie Stellantis. Curic szacuje, że samochody autonomiczne, które będą mogły przemieszczać się swobodnie w dowolne miejsce na Ziemi bez udziału człowieka jako kierowcy, nie pojawią się na drogach przed rokiem 2050. Nie zmienia to faktu, że samochody autonomiczne będą systematycznie podbijać drogi. Najpierw rozgoszczą się w centrach miast i na autostradach. W metropoliach będą poruszać się z niską prędkością po dobrze znanej i przygotowanej przestrzeni. Na autostradach będą mogły podróżować wcześniej, a to dlatego, że drogi szybkiego ruchu są stosunkowo mało skomplikowanym środowiskiem.