Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie nowe metody pomiaru emisji spalin zostaną wprowadzone i jaki będzie ich wpływ na pojazdy z modyfikacjami układu wydechowego?
- W jaki sposób dane zbierane przez pojazd staną się kluczowym elementem weryfikacji jego stanu technicznego?
- Jak powstanie europejskiej bazy danych wpłynie na transparentność historii pojazdów i ograniczy nieuczciwe praktyki transgraniczne?
- Czy zmieni się częstotliwość przeprowadzania obowiązkowych badań technicznych i kogo dotyczą te modyfikacje?
- Jak proponowane zmiany unijne mają wyeliminować dysproporcje w skuteczności przeglądów technicznych w Europie?
- Kto odczuje największe skutki tych regulacji i kiedy można spodziewać się ich wprowadzenia w życie?
Przegląd techniczny samochodu w Polsce wzbudza dużo emocji zarówno wśród kierowców, jak i wśród diagnostów. Ci drudzy długo walczyli – w końcu skutecznie – o podwyższenie cen za badania. Ci pierwsi czasami uskarżają się na zbytnią skrupulatność pracowników SKP. Nie zmienia to faktu, że badanie techniczne często bywa tylko formalnością, a nie realnym sprawdzeniem tego, w jakiej kondycji jest samochód. Dane mówią same za siebie: w 2025 r. wykonano w Polsce blisko 22 mln badań technicznych, a wynik negatywny uzyskało zaledwie 2,1 proc. aut. Dla porównania, w Niemczech odsetek ten sięga nawet 15 proc.
Trudno uwierzyć, że polskie samochody są aż siedmiokrotnie częściej sprawne. I właśnie tę różnicę Unia Europejska chce zlikwidować.
W ramach proponowanych zmian ta najważniejsza dotyczy sposobu badania emisji spalin. Obecne urządzenia pomiarowe stosowane na stacjach kontroli pojazdów mierzą jedynie stopień zadymienia spalin. W przypadku nowoczesnych diesli – szczególnie z normą Euro 5 i wyższą – taka metoda jest praktycznie nieskuteczna.
Czytaj więcej
Chiński rynek motoryzacyjny przestaje być odbiorcą technologii – dziś sam wyznacza kierunki rozwoju. Audi, prezentując model E7X, udowadnia, że jes...
Nowe metody pomiaru emisji – koniec „niewidzialnych” diesli
Dlatego mają zostać zastąpione licznikami cząstek stałych. To urządzenia, które nie „patrzą” na dym, tylko liczą faktyczną liczbę szkodliwych cząstek emitowanych przez silnik. W praktyce oznacza to jedno: samochód z wyciętym lub niesprawnym filtrem DPF (albo GPF w benzynie) zostanie wykryty natychmiast.
To fundamentalna zmiana, bo dziś wiele takich aut przechodzi przegląd bez problemu, a problem wycinania filtrów wciąż istnieje. To w Polsce zjawisko powszechne, choć trudne do dokładnego oszacowania. Powód jest prosty: koszty. Regeneracja czy wymiana filtra może kosztować od kilkuset do kilku tysięcy złotych, co przy starszych autach często przekracza ich wartość.
Efekt jest jednak poważny – samochód bez DPF emituje wielokrotnie więcej szkodliwych cząstek, niż przewidują normy. W miastach przekłada się to bezpośrednio na jakość powietrza.
Nowe przepisy mają ten problem uciąć. Jeśli brak filtra zostanie wykryty, auto nie przejdzie przeglądu – i będzie wymagało przywrócenia do stanu zgodnego z homologacją. Często trafi więc zapewne na złom.
Zmiany przepisów dotyczących przeglądów rejestracyjnych samochodów
Europejska baza danych pojazdów – koniec cofania liczników?
Drugim filarem reformy jest wykorzystanie danych zbieranych przez sam samochód. Od kilku lat wszystkie nowe auta w UE wyposażone są w systemy OBFCM, które monitorują rzeczywiste zużycie paliwa, energii, przebieg czy styl jazdy.
Dotąd dane te trafiały głównie do producentów i instytucji unijnych. Teraz mają być dostępne także podczas przeglądu. Diagnosta, podłączając się do auta, zobaczy historię jego pracy. Jeśli parametry będą odbiegać od normy lub wskazywać na ingerencję w oprogramowanie – pojazd trafi na dokładniejszą kontrolę.
To oznacza koniec prostych modyfikacji silnika, które dziś często pozostają niewidoczne, i możliwy kres „chiptuningu”.
Reforma zakłada również zmianę harmonogramu badań technicznych. Po pierwszym przeglądzie po czterech latach kolejne miałyby być wykonywane co dwa lata, aż do osiągnięcia 10 lat przez pojazd. Później – już co roku. Właściciele młodych aut będą się więc stawiać na SKP nieco rzadziej.
Co jeszcze się zmieni? Jednym z najbardziej przełomowych elementów ma być europejska baza danych badań technicznych. System połączy stacje diagnostyczne w całej UE, umożliwiając sprawdzenie historii pojazdu niezależnie od kraju.
To szczególnie ważne dla Polski, która jest jednym z największych rynków importu aut używanych. Według szacunków Komisji Europejskiej nawet 30–50 proc. samochodów w handlu transgranicznym może mieć zmieniony przebieg. Wspólna baza znacząco ograniczyłaby ten proceder.
Czytaj więcej
Chińskie marki dynamicznie zwiększają swój udział w polskim rynku nowych samochodów. Jednak za imponującymi wynikami sprzedaży kryje się temat, o k...
Kto straci, a kto zyska na nowych przepisach?
Jeśli przepisy wejdą w życie w proponowanym kształcie, zmieni się nie tylko sam przegląd, ale i podejście do utrzymania samochodu. „Podbijanie dowodu” przestanie być możliwe w obecnej formie, a auta niespełniające norm będą realnie eliminowane z ruchu – przynajmniej do czasu naprawy.
Najbardziej odczują to właściciele diesli z usuniętym DPF, ale zmiany dotkną praktycznie wszystkich. Z drugiej strony skorzystają kupujący auta używane, którzy zyskają dostęp do wiarygodnej historii pojazdu.
Kiedy zmiany wejdą w życie? Prace nad reformą trwają na poziomie Parlamentu Europejskiego. Jeśli proces legislacyjny przebiegnie zgodnie z planem, nowe przepisy mogą zostać przyjęte jeszcze w tym roku. Państwa członkowskie będą miały następnie około 18–24 miesięcy na ich wdrożenie. Czyli: nowe, znacznie bardziej restrykcyjne przeglądy mogą stać się rzeczywistością w ciągu najbliższych 2–3 lat. Ciekawe, ile będą wtedy kosztować.