Jest lato? Są remonty. W każdym bloku jest rodzina, która sobie robi dłuższe wakacje i na ten czas zaprasza ekipę do zrobienia „generalki” swojego mieszkania. Jeśli od szóstej rano słychać wizg wiertarek to znak, że na osiedlu pojawili się fachowcy. Trzeba jednak być wyrozumiałym dla sąsiadów. Może niebawem to ja będę im fundował podobne atrakcje… Po co o tym wspominam? Wraz z przebyciem do pracy rozmaitych fachowców, na parkingu przed domem zagęściło się od bardzo charakterystycznych pojazdów. Wśród nich wyróżniała się Dacia. Była (chwilowo) moja i znacznie młodsza od reszty. No i jeszcze miała na bokach napisy ukazujące ją jako idealny pojazd dla montera, hydraulika czy remontowca.

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

Od pierwowzoru różni się zabudową warsztatową, wykonaną przez współpracującą z koncernem Renault firmę Carpol. Z zewnątrz jest nie do odróżnienia od tysięcy innych Dacii poruszających się na naszych drogach. Ta sama stylistyka. Niespecjalnie porywająca, czysta funkcjonalność, zero przejmowania się modą. Bo przecież nie o modę tu chodzi. Ważne jest zupełnie co innego. Zanim więc zaczniemy przypatrywać się temu, jak się Dacia zachowuje na drodze, czy też jakimi materiałami wykończono wnętrze, zajmijmy się… pieniędzmi.

CZYTAJ TAKŻE: Opel Vivaro Furgon Izoterma Gruau: Niestraszny mu mróz czy upały

Zakup mobilnego warsztatu to przecież inwestycja. Trzeba więc na ten pojazd popatrzeć nie jak kierowca, a jak przedsiębiorca i zadać sobie najważniejsze pytanie: czy to się opłaca? Liczymy. Doker z 90-konnym dieslem kosztuje niewiele ponad 47 tys. zł. Zamówiona w Carpolu zabudowa to kolejnych 8 tys. Interesują nas oczywiście ceny netto, bo VAT sobie i tak będzie tu można odliczyć w pełnej wysokości. Jak zwykle rumuńsko – francuski pojazd okazuje się tu być wyjątkowo mało kosztowną propozycją. Do tego mamy silnik, który spożywa zupełnie symboliczne ilości paliwa. Nawet ostro traktowany nie powinien żądać więcej ropy, niż w oficjalnie podawanej przez producenta tabelce. Cztery – pięć litrów na 100 km to absolutnie realny wynik.

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

Pod maską znajduje się bowiem stary i sprawdzony silnik diesla o pojemności 1,5 litra i mocy 90 KM. Jego największą zaletą jest brak apetytu na paliwo. Zatankowany jedzie, jedzie, jedzie i jedzie, a wskaźnik pojemności baku nawet nie chce drgnąć. Przez pewien czas myślałem, że się po prostu zepsuł. Ale nie. W końcu – po prawie 180 km zszedł o jedną kreskę. Dla człowieka przyzwyczajonego, że podawane przez producentów statystyki spalania zwykle mocno rozmijają się z prawdą, podróż Dacią jest prawdziwym szokiem. Nie ma nawet znaczenia, czy jedziemy po zakorkowanym mieście, czy gnamy autostradą. Można piłować silnik na wysokich obrotach i nic. Diesel Dokkera nie chce jeść ropy i już.

CZYTAJ TAKŻE: Volkswagen e-Crafter: Ekologia (na razie) się ceni

Radość przy dystrybutorze ma też swoją cenę. Teoretycznie patrząc, nie jest to specjalnie szybki pojazd. Do 100 km/h przyspiesza w 13,3 sekundy i nie pojedzie więcej niż 163 km/h. To nie są liczby, które by budziły entuzjazm kierowcy. Mimo to Dokker jeździ zaskakująco dobrze. Do miejskich i nieco wyższych nawet całkiem sprawnie przyspiesza. Nieźle trzyma się drogi – nawet jeżeli nie obciążymy mu tyłu. Pięciobiegowa skrzynia manualna jest precyzyjna i nie sposób mieć do niej jakichkolwiek uwag. Może tylko wspomaganie kierownicy działa odrobinę zbyt lekko, choć nie aż tak, żeby to naprawdę przeszkadzało – nie w tego typu pojeździe. Zawieszenie można określić jako raczej twarde. I wciąż nie mogę się zdecydować, czy to dobrze, czy źle. Na plus – mam całkiem dużą przyjemność z jazdy tym samochodem po zakrętach. Na minus – przecież nie do tego ten pojazd służy, a każdy garb czy nierówność na drodze jest wyraźnie odczuwalny. Do pełni komfortu brakuje jeszcze jednej rzeczy – lepszego wygłuszenia. Nie chodzi nawet o dźwięk silnika, bo on jest na akceptowalnym poziomie. Za to z przestrzeni ładunkowej non stop dobiegają ostre dźwięki, gdy szafki podskakują na wybojach.

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

Właśnie. Szafki. To przecież główny element programu. To co zamienia zwykłego dostawczaka w mobilny warsztat, przewidziany dla hydraulików, elektryków i ekip remontowych. Z zewnętrz trudno poznać, że cokolwiek w pojeździe zostało zmienione. Wykonanie tej konkretnej zabudowy nie wiążę się z jakąkolwiek ingerencją w konstrukcję auta. Wszystkie dodatki i modyfikacje są schowane wewnątrz ładowni. Oczywiście najważniejszym elementem jest sporych rozmiarów regał na narzędzia. Estetyczny, pojemny i solidnie wykonany.

CZYTAJ TAKŻE: Isuzu D-Max Fury 1,9 Ddi: Robociarski styl

Podłogę ładowni wyłożono czarną matą antypoślizgową, w którą dodatkowo wmontowano uchwyty do mocowania towaru. Bo mimo zabudowy, w dalszym ciągu jest to samochód, który może sporo przewieść. Szafka zabiera trochę miejsca, ale prawie nie zmienia ładowności Dokkera. Ta bowiem zmniejsza się zaledwie z 750 na 713 kilogramów. Tak wygląda tył, a przód?

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

Wnętrze samochodowej części jest wręcz prymitywne. Można poczuć się jak w latach 90. Nie chodzi tu nawet o fakt, że zostało wyłożone wyłącznie twardymi plastikami – to oczywiste i nikt nie może mieć o to najmniejszych pretensji. W samochodach użytkowych tak jest i już. Mają być przede wszystkie łatwe do utrzymania w czystości. Tu co innego budzi moją nostalgię i przypomina mi o latach mojej motoryzacyjnej młodości. To wyposażenia, a właściwie jego brak. Jednofunkcyjna kierownica służy jedynie do skręcania kół. W sumie jedynymi dodatkami są elektrycznie sterowane szyby i lusterka oraz manualna klimatyzacja. Jest też radio. Gra, bo gra – tyle można o nim powiedzieć. Jest też niezwykle mało intuicyjne w obsłudze. Na samym środku ma wielkie pokrętło – każdy logicznie myślący człowiek uzna, że służy do zmiany poziomu głośności. Ale nie. To ręczne strojenie stacji. Dobre słowo trzeba za to powiedzieć o jakości spasowania. Testowy Dokker ma już za sobą prawie dwa lata służby jako auto prasowe. W tym czasie zmieniał kierowców niezliczoną ilość razy i był ostro traktowany przez ludzi, którzy za wszelką cenę w krótkim czasie muszą do granic sprawdzić samochód. Mimo tego, nie ma w nim najmniejszych śladów przetarcia czy zużycia. Nic też nie skrzypi i nie trzeszczy. Naprawdę solidna robota.

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

Dacia ma kilka słabych punktów. Osiągi nie są wybitne, a wyposażenie multimedialne odbiega od obecnych standardów. Ale to nie są ważne rzeczy w tym pojeździe. „Patrząc” portfelem, w ogóle nie ma nad czym się zastanawiać. Dokker jest tani, oszczędny i solidnie wykonany. Tak samo jak wykonana przez Carpol modyfikacja. Jako samochód jest dobry za swoją cenę, ale jako narzędzie pracy jest po prostu wybitny.

Dacia Dokker 1,5 DCI 90 KM z zabudową warsztatową Carpol

Wymiary (długość, szerokość, wysokość mm)4360/1750/1810
Rozstaw osi (mm) 2810
Silnik4 cylindrowy wysokoprężny 1461 ccm
Moc 90 KM (66 kW) przy 3750 obr/min
Maks. moment obrotowy200 Nm przy 1750 obr/min
Prędkość maks. (km/h)163
Przyspieszenie 0-100 km/h w s. 13,3
Zużycie paliwa (dane producenta, miasto/trasa/mieszany) l/100 km według cyklu NEDC4,0/4,1/4,1
maksymalna ładowność (kg)600
cena od (nadwozie plus zabudowa)47.295 zł + zabudowa 7.900 zł netto
""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl

""

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

moto.rp.pl