Reklama

Koniec systemu start-stop? Co postanowili amerykańscy prawodawcy

Decyzja amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska została w mediach sprowadzona do jednego hasła: „koniec systemu start-stop”. W rzeczywistości chodzi o coś znacznie większego. Administracja Donalda Trumpa rozpoczęła demontaż kluczowych regulacji klimatycznych z czasów Baracka Obamy, co może trwale zmienić kierunek rozwoju amerykańskiej motoryzacji i wpłynąć na globalny rynek.

Publikacja: 23.02.2026 05:00

Wyłącznik systemu start-stop w samochodach BMW

Wyłącznik systemu start-stop w samochodach BMW

Foto: Szczepan Mroczek

Amerykańska EPA (Environmental Protection Agency – Agencja Ochrony Środowiska) ogłosiła pakiet działań deregulacyjnych, który sama określa jako „największą deregulację w historii USA”. Jego sednem jest uchylenie tzw. Endangerment Finding z 2009 r. – formalnego ustalenia tego, że gazy cieplarniane, w tym dwutlenek węgla, stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego i środowiska. To właśnie ten dokument był przez ostatnie kilkanaście lat podstawą prawną dla federalnych norm ograniczających emisję CO₂ z samochodów, elektrowni i sektora energetycznego.

Czytaj więcej

Nowa hybryda Horse Powertrain spala 3,3 l/100 km i może jeździć na ekopaliwie

EPA uchyla fundament regulacji emisji CO₂

Jak informuje Reuters, wraz z uchyleniem tej podstawy EPA wycofuje się z federalnych standardów emisji gazów cieplarnianych dla pojazdów, wprowadzonych w kolejnych latach na mocy Clean Air Act. Takie regulacje kształtowały strategie producentów, wymuszały rozwój napędów niskoemisyjnych i stanowiły jedno z głównych narzędzi przyspieszających (wciąż nie tak szybką, jak w Europie) elektryfikację rynku w USA.

System start-stop stał się symbolem tej zmiany, ponieważ był jednym z rozwiązań premiowanych w ramach tzw. off-cycle credits – mechanizmu przyznającego producentom dodatkowe „punkty” za technologie ograniczające zużycie paliwa w realnych warunkach jazdy. Wraz z wygaszeniem tego systemu zachęt presja na stosowanie takich rozwiązań słabnie. Być może układ gaszący silnik na postoju w niektórych modelach zniknie lub będzie trzeba go włączyć, a nie wyłączyć. Ale start-stop jest tu jedynie elementem większej układanki.

Czytaj więcej

Ferrari przyspiesza: pięć premier w 2026 roku i rekordowe premie dla pracowników
Reklama
Reklama

Argument kosztów kontra klimat

Kluczowe jest to, że administracja federalna odchodzi od założenia, iż redukcja emisji CO₂ z transportu jest obowiązkiem wynikającym z zagrożenia dla zdrowia publicznego. EPA podkreśla przy tym, że nowe działania nie obejmują przepisów dotyczących klasycznych zanieczyszczeń powietrza, takich jak tlenki azotu czy cząstki stałe. Deregulacja dotyczy wyłącznie gazów cieplarnianych.

Według danych przywoływanych przez Reutersa i Associated Press emisje gazów cieplarnianych w USA spadły w latach 2005–2020 o około 10 proc., a w sektorze energetycznym o 27 proc. Relatywnie surowe normy dla aut były jednym z elementów tej układanki. Administracja Trumpa argumentuje jednak, że regulacje generowały „ukryte koszty” dla konsumentów i ograniczały wybór rynkowy. W komunikatach EPA pojawia się szacunek mówiący o potencjalnej redukcji kosztu zakupu samochodu nawet o 2400 dolarów (8600 zł) w wyniku deregulacji.

Czytaj więcej

Elon Musk zmienia zabawki, a Tesla oddaje pole konkurencji

Motoryzacja między rynkiem federalnym a globalnym

Branża motoryzacyjna znajduje się teraz w niejednoznacznej sytuacji. Z jednej strony łagodniejsze normy oznaczają większą swobodę w konstruowaniu aut i potencjalne oszczędności. Z drugiej – wielu producentów działa globalnie i projektuje samochody pod kątem rynków o ostrzejszych przepisach, takich jak Unia Europejska czy Kalifornia, która prowadzi własną politykę klimatyczną. Tworzenie osobnych konfiguracji specjalnie pod rynek federalny USA może paradoksalnie okazać się kosztowne i nieopłacalne.

Czytaj więcej

Główny inżynier Volvo: Większy akumulator auta elektrycznego to ślepa uliczka

Rynek aut elektrycznych i kredyty emisyjne pod presją

Deregulacja wpływa również w pośredni sposób na rynek pojazdów elektrycznych. Federalne standardy emisji były jednym z czynników wspierających system handlu kredytami emisyjnymi, z którego korzystali producenci sprzedający duże wolumeny aut bezemisyjnych. Jeżeli presja regulacyjna słabnie, zmienia się także znaczenie tych mechanizmów finansowych – czyli np. Tesla, czerpiąca z handlu kredytami emisyjnymi duże zyski, straci dużo pieniędzy.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

LPG napędza sprzedaż Dacii – 58 proc. aut z fabryczną instalacją gazową w 2025 roku

Spór trafi do Sądu Najwyższego?

Decyzja EPA zapowiada również serię sporów sądowych. Organizacje ekologiczne już wcześniej sygnalizowały, że cofnięcie Endangerment Finding będzie kwestionowane w sądach federalnych. Reuters wskazuje, że sprawa może trafić aż do Sądu Najwyższego, co oznacza wieloletni okres pewnego rodzaju regulacyjnego zawieszenia.

Dopiero się okaże, czy producenci rzeczywiście zmienią swoje strategie, czy raczej utrzymają dotychczasowy kurs z uwagi na globalne trendy i inwestycje w elektromobilność, które już poczynili. Jedno jest pewne: decyzja EPA to dużo więcej niż „koniec systemu start-stop”, który wcale z samochodów zniknąć nie musi.

Tu i Teraz
Wielki powrót diesla. Stellantis zmienia kurs i stawia na silniki wysokoprężne
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Tu i Teraz
Toyota inwestuje w Wałbrzychu w nową fabrykę. 20 tys. samochodów rocznie.
Tu i Teraz
EMP z 4,5 mld zł z KPO. Przełomowe porozumienie dla inwestycji w Jaworznie
Tu i Teraz
Volkswagen tnie koszty. Zamknięcia fabryk i 60 mld euro oszczędności
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama