Zmiana kierunku następuje w momencie, gdy sprzedaż aut elektrycznych nie spełnia wcześniejszych oczekiwań, a europejscy regulatorzy łagodzą tempo zaostrzania norm emisyjnych, dając silnikom spalinowym więcej czasu na funkcjonowanie w ofercie producentów. Równocześnie w Stanach Zjednoczonych – kluczowym rynku dla koncernu Stellantis, do którego należą takie marki, jak Jeep, Dodge, RAM czy Chrysler – administracja Donalda Trumpa wycofuje się z części przepisów dotyczących norm emisji spalin, co również wpływa na globalne decyzje włodarzy wielkich, motoryzacyjnych firm.

Opel Astra

Opel Astra

Foto: Materiały prasowe

Diesel wraca do modeli Peugeota, Opla i DS

Według ustaleń Reutersa, Stellantis rozpoczął w Europie przywracanie silników wysokoprężnych m.in. w modelach takich jak Peugeot 308, DS 4 oraz w wybranych samochodach użytkowych i osobowych typu van. Wśród modeli, w których diesle pojawiają się ponownie lub są utrzymywane w produkcji, znajdują się także Opel Astra, Opel Combo, Peugeot Rifter, Citroën Berlingo, a także DS7, Alfa Romeo Tonale, Stelvio i Giulia.

Alfa Romeo Giulia 2.2 JTD

Alfa Romeo Giulia 2.2 JTD

Foto: Szczepan Mroczek

Sami przedstawiciele firmy w rozmowie z Reutersem potwierdzają zmianę podejścia. „Zdecydowaliśmy się utrzymać silniki diesla w naszym portfolio produktowym, a w niektórych przypadkach rozszerzyć ofertę napędową” – przekazał koncern. Stellantis uzasadnia to wprost popytem: „Chcemy generować zyski, dlatego koncentrujemy się na tym, na co jest zapotrzebowanie klientów”.

To zauważalna korekta wobec tego, co deklarowano wcześniej. Jeszcze niedawno Stellantis zapowiadał, że do 2030 r. samochody w pełni elektryczne mają stanowić 100 proc. sprzedaży koncernu w Europie oraz 50 proc. w USA. Ale rzeczywistość rynkowa okazała się bardziej złożona.

Z danych przywoływanych przez Reutersa wynika, że w 2025 r. samochody z silnikiem diesla odpowiadały za 7,7 proc. nowych rejestracji w Europie, podczas gdy auta w pełni elektryczne stanowiły 19,5 proc. Jeszcze dekadę temu udział diesla przekraczał 50 proc. rynku, jednak po aferze Dieselgate segment systematycznie tracił na znaczeniu.

Wielu producentów zrezygnowało z diesli w autach osobowych, ograniczając je do wybranych modeli użytkowych lub SUV-ów. Stellantis również znacząco zmniejszył ofertę modeli wysokoprężnych – w ciągu pięciu lat liczba dostępnych modeli spadła z kilkudziesięciu do zaledwie kilku.

Czytaj więcej

Elektryczna rewolucja hamuje. Stellantis tnie miliardy, a branża zmienia kurs

Chińska konkurencja omija segment wysokoprężny

Jednocześnie w segmencie „dieslowskim” praktycznie nie istnieją rosnące w każdym innym obszarze rynku marki chińskie. Firmy z Państwa Środka koncentrują się głównie na samochodach elektrycznych i hybrydach plug-in, ewentualnie na pojazdach benzynowych. To daje europejskim producentom przewagę konkurencyjną. Diesel pozwala też na uzyskanie większej marży i bywa tańszy w produkcji niż samochód w pełni elektryczny i w obecnej formie nie obciąża środowiska znacząco bardziej od napędów benzynowych. Fakt, że inni producenci raczej wycofują motory na olej napędowy, też daje przewagę Stellantisowi. W końcu klienci na diesla zawsze się znajdą.

Czytaj więcej

EMP z 4,5 mld zł z KPO. Przełomowe porozumienie dla inwestycji w Jaworznie

Elastyczność zamiast pełnej elektryfikacji

Chris Knapman, dyrektor redakcji CarGurus UK, cytowany przez Reutersa, ocenia, że Stellantis „wyłamuje się z trendu” wygaszania diesla. Jednocześnie podkreśla, że nowoczesne wysokoprężne silniki wciąż mają uzasadnienie w przypadku klientów pokonujących długie dystanse lub potrzebujących większego momentu obrotowego, np. do holowania.

„Wielki powrót diesla” następuje w trudnym dla koncernu momencie. Sprzedaż Stellantis w Europie spadła o 3,9 proc. w 2025 r. i o 7,3 proc. rok wcześniej. W ubiegłym tygodniu firma ogłosiła odpisy i obciążenia o łącznej wartości 22,2 mld euro w związku z korektą planów elektryfikacyjnych, co sprowadziło kurs akcji do najniższego poziomu od momentu powstania grupy w 2021 r. z połączenia Fiat Chrysler Automobiles i PSA.

Czytaj więcej

Mercedes-AMG GLC 53: sześć cylindrów wraca do gry

Stellantis już wcześniej podejmował decyzje świadczące o odejściu od pełnej elektryfikacji gamy. W USA przywrócono do oferty m.in. silnik V8 Hemi, a w Europie Fiat 500 otrzymał obok wersji elektrycznej także odmianę mild hybrid. Obecny ruch w Europie oznacza krok w tę samą stronę. Efekt to większa elastyczność i powrót do napędów spalinowych tam, gdzie istnieje na nie popyt. Tempo transformacji na napędy elektryczne zostało przeszacowane. Popyt na EV w Europie, choć rośnie, nie osiągnął poziomu, który uzasadniałby szybkie wygaszanie napędów konwencjonalnych w całej gamie modelowej.

Coraz więcej koncernów rewiduje swoje plany i stawia na „wielotorowy” rozwój. A diesel, który przez lata był symbolem „brudnego napędu”, wraca jako narzędzie walki o klienta i o zyski. Przynajmniej jak na razie.