fot. Marlene Awaad/Bloomberg

Miniony rok obfitował w wiele ważnych premier. Niektóre z nowości na razie mogliśmy oglądać przez szybkę, bo na rynku pojawią się w 2019 r., z kolei inne, które oficjalnie weszły do sprzedaży, formalnie poznaliśmy nieco wcześniej, bo motoryzacyjny kalendarz rządzi się swoimi prawami. Oto druga część subiektywnej listy wartych uwagi aut, które w 2018 r. znalazły się w salonach lub już do nich jadą.

Z niecierpliwością czekamy na nowe modele, ale przecież jeszcze nie do końca oswoiliśmy się z tymi, które pojawiły się w ubiegłym roku, ba – niektóre z nich jeszcze nie zdążyły dotrzeć do naszych salonów. Przyjrzyjmy się zatem kolejnym premierowym samochodom, z którymi mieliśmy przyjemność spotkać się w 2018 r.

CZYTAJ TAKŻE: 20 godnych uwagi modeli, które pojawiły się w 2018 r. (od Alpine do Jeepa, czyli część pierwsza)

11. Kia Ceed

Znakomite zawieszenie, kuszące pakiety wyposażenia, sporo innowacji, ale bez niepotrzebnych kombinacji przy sprawdzonym modelu – trzecia generacja modelu Kia Ceed to z pewnością jedna z ciekawszych ubiegłorocznych propozycji dla osób zainteresowanych kompaktem. Ceed numer 3 – tak, tak, z dotychczasowej nazwy modelu „wypadł” apostrof, o którym nie pamiętali zapewne nawet właściciele Cee’da – zaczyna swoją rynkową karierę jako pięciodrzwiowy hatchback i kombi, likwidując wersję trzydrzwiową. Podobną politykę zastosował Ford w przypadku Focusa. Pracując nad trzecią generacją Ceeda, najbardziej europejskiego z wszystkich modeli koreańskiej marki, projektanci skupili się na dopracowaniu stylistyki, komfortu oraz dynamiki i osiągów auta, które ma już swoją historię i swoje rynkowe sukcesy. Generacyjna zmiana zaczęła się od „cywilnych wersji” modelu – jednostki napędowe kończą się na 140-konnym silniku benzynowym 1,4 T-GDI i 136-konnym dieslu 1,6 CRDi. Mamy za to dobre wyposażenie podstawowe i siedmioletnią gwarancję, do której marka przyzwyczaiła już swoich klientów. Do tego godne najwyższej pochwały właściwości jezdne.

Pierwszy Ceed debiutował w 2007 r. jako samochód przygotowany od A do Z pod gusta Europejczyków. Drugą odsłonę zobaczyliśmy w 2012 r., kolejną – w 2018 r. Za projekt odpowiadał Gregory Guillaume, szef designu na Europę oraz Peter Schreyer, szef designu marki Kia na świecie. W wypadku nowego Ceeda celem stylistów było przeniesienie proporcji nadwozia i sportowego, pełnego emocji designu Stingera do modelu mniejszych rozmiarów i o innym rodzaju nadwozia. Ta próba, choć wydawałoby się, karkołomna, przyniosła ciekawe efekty. Ale to nie ostatnie designerskie słowo marki – w tym roku bliżej poznamy kolejny model z gamy Ceeda – pierwsze w klasie kompaktów kombi w nadwoziu typu shooting brake, czyli Kię Proceed. Pierwsze jazdy już w styczniu, więc z pewnością niebawem będziemy się mogli podzielić wrażeniami. Cennik Ceeda zaczyna się od 62 tys. zł za pięciodrzwiowego hatchbacka ze sprawdzonym  silnikiem 1,4 MPI o mocy 100 KM. (fot. Kia)

12. Lexus ES

Aż się prosiło, by wskazać limuzynę LS, która, choć debiutowała w 2017 r., w sprzedaży w Polsce pojawiła się na początku 2018 r. Ale – po zastanowieniu – uznaliśmy, że zdecydowanie ciekawsza  jest jednak siódma generacja modelu ES, produkowana od 2018 r., która trafiła wreszcie do Europy. Znany do tej pory głównie z amerykańskiego rynku model ES to bezpośredni konkurent BMW serii 5, Mercedesa E, czy Audi A6. Nadejście Lexusa ES oznacza koniec dla oferowanego z kolei na Starym Kontynencie modelu GS. Obydwie limuzyny są zbytnio do siebie podobne. Nowy ES jest czymś w rodzaju mniejszej wersji flagowej limuzyny LS co pokazuje, że Lexus chce w przyszłości chce położyć jeszcze większy nacisk na luksus. Nie ma być jednak wytwornie i mdło, tylko ciekawie i inaczej. Główny stylista tego modelu Yasuo Kajino, który do tej pory był odpowiedzialny za wygląd m.in. Lexusa RC czy konceptu LF-C2 określił stylizację limuzyny jako „prowokacyjną elegancję”.

Limuzyna jest oferowana w Polsce w jednej wersji silnikowej – jako ES 300h. To kombinacja 4 cylindrowego silnika benzynowego o pojemności 2,5 litra i silnika elektrycznego. Zaskakuje nieco niewielka moc zespołu napędowego – 218 KM, ale jeszcze bardziej fakt, że przekazywana jest na przednie koła. Auto od początku powstawało z myślą o wepchnięciu się w niemiecko-szwedzkie „towarzystwo wzajemnej adoracji” (Audi, BMW, Mercedes i Volvo), które zdominowało segment menadżerski w Europie. Rozsądnie skalkulowana cena – 204,9 tys. zł za podstawową wersję Elegance, a może nawet bardziej 279,9 tys. zł za topową Omotenashi, która jest właściwie dziełem kompletnym, może sprawić, że coś na tej półce może się zmienić. (fot. Lexus)

13. Mazda 6

Można bez żadnej przesady powiedzieć, że 2018 r. był rokiem Mazdy. Najpierw głęboki lifting „szóstki”, którą zresztą zdecydowaliśmy się uczynić jedną z bohaterek tego zestawienia, potem modyfikacja mniejszego z SUV-ów, czyli CX-3 i kultowej MX-5, a na koniec największa niespodzianka, czyli premiera zupełnie nowej Mazdy 3. To przełomowy samochód dla tej marki, ale ponieważ na razie mieliśmy okazję jedynie ją obejrzeć, ten cukiereczek poczeka na listę premier 2019 r.

Tymczasem wróćmy zatem do trzeciej generacji Mazdy 6, która doczekała się w 2018 r. drugiej, poważnej modernizacji. Jedną z ciekawszych ruchów, dowodzących dążeniu marki ku segmentowi premium, jest nowa, najbogatsza wersja wyposażenia SkyDream. Topowa wersja oferuje skórzaną tapicerkę Nappa w brązowym kolorze, nastrojowe oświetlenie LED oraz elementy wnętrza wykończone zamszem i drewnem Sen, które w japońskiej tradycji wykorzystuje się do budowy instrumentów muzycznych czy produkcji mebli. Obecna kuracja odmładzająca przyniosła m.in. przeprojektowaną maskę, która nawiązuje do modelu CX-5 oraz dołożyła cały pakiet rozwiązań z serii Skyactiv, poprawiających dynamikę jazdy, podnoszących sztywność nadwozia czy modyfikujących pracę układu. Skuteczniej wyciszono także wnętrze, które zostało zresztą gruntownie i bardzo atrakcyjnie przeprojektowane.

Jak na Mazdę przystało, w ofercie nie ma downsisingowych silników o pojemności średniej wielkości garnka. Nowa „szóstka” dostępna jest z trzema jednostkami benzynowymi i dwoma silnikami diesla. Podstawowy napęd ma dwa litry pojemności i 145 KM. Jego mocniejsza wersja ma taką samą pojemność i 165 KM, a topowy silnik 2,5 litra i 194 KM mocy. Obydwa oferowane diesla mają 2,2 litra pojemności, a ich moc to 150 i 184 KM. Cennik Mazdy 6 startuje od 98,9 tys. zł (2,0 145 KM), za nadwozie czterodrzwiowe i kombi trzeba zapłacić tyle samo. (fot. moto.rp.pl/Wojciech Romański)

14. Mercedes klasy G

Długo się zastanawialiśmy, czy wyróżnić na naszej liście nową klasę A, z którą, dzięki wprowadzonemu nowemu systemowi informacyjno-rozrywkowemu MBUX, czyli Mercedes-Benz User Experience, można nawet porozmawiać (co ciekawe, MBUX zadebiutował właśnie w klasie A i w… dostawczym Sprinterze), klasę C, czy też… no właśnie, nową klasę G, legendę legend, która po 40 latach od debiutu wciąż jest cudownie kanciasta i żadnej strony, mimo modyfikacji, nie przepoczwarzyła się w ugrzecznionego SUV-a. To, co Mercedes zrobił z „gelendą” jest benchmarkiem tego, jak można unowocześniać samochód nie odbierając mu nic z legendy, na którą pracował latami. Dokładnie od lutego 1979 r., kiedy auto miało swoją premierę.

Obecna generacja Mercedesa G zadebiutowała na targach w Detroit w styczniu 2018 r. Jest nieco dłuższa, nieco szersza, może się także głębiej zapuścić w wodę, bo zwiększona została głębokość brodzenia (766 mm), z punktu widzenia dzielności terenowej istotne jest także zwiększenie kąta natarcia (31 st.) i zejścia (30 st.). Wciąż mamy reduktor i trzy dyferencjały, choć teraz ich praca jest wspomagana elektronicznie. W ramowej konstrukcji pojazdu oraz mechanicznym napędzie z blokadami dyferencjałów nie dokonano specjalnych zmian, choć sama rama ma nowy kształt i jest zdecydowanie lżejsza. Całkowicie zmodyfikowano za to zawieszenie, choć Mercedes nie poszedł w unowocześnianiu tak daleko, by zaoferować w klasie G zawieszenie pneumatyczne. Z zewnątrz najbardziej rzucające się w oczy elementy nowego modelu to zmodyfikowana atrapa chłodnicy oraz zderzaki, które nieco się gdzieniegdzie zaobliły, a także oświetlenie wykorzystujące technologię LED. Za to we wnętrzu zmieniło się nieomal wszystko. G to nieomal klasa S, którą pozbawiono ograniczeń. W tej chwili gama silnikowa sprowadza się do dwóch benzynowych opcji – to G500 i G63 AMG, czyli 4-litrowe V8 w wersji light o mocy 422 KM i hard dającej z siebie 585 KM, ale już w tym roku ma się pojawić bardziej przystępna opcja, bo teraz cennik startuje od 540,5 tys. zł. Swoją drogą, ileż inżynierowie ze Stuttgartu musieli się nakombinować, żeby to potężne, kwadratowe pudełko przeszło z sukcesem choćby przez testy zderzeniowe… (fot. moto.rp.pl/Martin Śliwa)

15. Nissan Leaf 2

Nissan w spektakularny sposób dyskontuje sukces pierwszej generacji Leafa, która zadebiutowała jesienią 2009 roku, a na rynku pojawiła się w 2010 r. Przez siedem lat klienci kupili ponad 280 tys. sztuk tego skonstruowanego od podstaw elektryka. Co ciekawe, nazwa Leaf to nie jakaś marketingowa fantazja, ale poważnie brzmiący skrót od Leading Environmentally-friendly Affordable Family car. Tak jak poprzednik, również nowy model, który wszedł do sprzedaży w 2018 r. został od początku zaprojektowany jako samochód wyłącznie o napędzie elektrycznym. Leaf numer dwa ma silnik o mocy 150 kM i momencie obrotowym 320 Nm. Według danych producenta nowy Leaf ma zasięg 270 km w cyklu mieszanym i ok. 400 km w mieście, co stawia go w gronie najsensowniejszych dostępnych na rynku elektryków. Oczywiście w praktyce są one mniejsze, ale japońskim kompaktem z bateriami o pojemności 40 kWh udaje przejechać po mieście ponad 300 km bez ładowania. Z pewnością w kategoriach pojazdów zeroemisyjnych to jedna z ciekawszych, „budżetowych” premier, choć oczywiście w przypadku elektryków do kwestii cen trzeba podchodzić inaczej niż przy samochodach z napędem konwencjonalnym. Za podstawową wersję Leafa trzeba zapłacić 153 tys. zł. (fot. moto.rp.pl/Martin Śliwa)

16. Peugeot 508/508 SW

W koncernie PSA to Peugeot, poza DS-em, który jakoś wciąż próbuje się odnaleźć, ma być marką która odzwierciedla designerską pasję Francuzów. Nowa 508 jest dopełnieniem stylu, który wyznaczyły wcześniejsze 3008 i 5008 – jest trochę szalona, ciekawa, wyróżniająca się z zewnątrz, ale przede wszystkim w środku, w którym oczywiście odnajdziemy małą kierownicę, charakterystyczną dla ostatnich modeli spod znaku lwa, i umieszczony nad nią zestaw zegarów. To znak współczesnego Peugeota, przez co nie sposób pomylić kokpitu z żadnym innym. Model w obu odsłonach, i limuzyny, i kombi (SW)  przeistoczył się z auta, które nie wywoływało najmniejszych emocji – takie właśnie było poprzednie wcielenie, które świat ujrzał w 2010 r., zastępując jednocześnie model 407 i 607 – w jeden z najładniejszych samochodów na rynku. Ale ma być nie tylko pięknie i elegancko, ale i bardzo nowocześnie i bezpiecznie, stąd w 508 debiutują systemy, których wcześniej marka nie oferowała, m.in. system Night Vision, który w ciemności dzięki kamerze na podczerwień pozwala bezpieczniej podróżować w nocy. W topowej wersji First Edition mamy dekoracyjne wstawki z drewna Zebrano, tapicerkę z Alcantary i czarnej skóry Sellier z miedzianymi przeszyciami. Francuzi chcą mierzyć zdecydowanie wyżej, niż są. Czy ta sztuczka się uda, to się okaże, ale trzeba przyznać, że naprawdę się starają.

Do słupka B kombi jest identyczne z nową limuzyną. Dalej zaczynają się cuda. Jak przekonuje producent to auto ze stylem coupe, a zarazem nawiązujące do shooting brake. I faktycznie wygląda to świetnie, choć ma swoją cenę - bagażnik wersji SW pomieści 530 litrów. To o 30 litrów mniej niż w poprzedniej wersji, ale nowe kombi jest o kilka centymetrów krótsze m.in. po to, by lepiej jeździć i lepiej wyglądać. W obu wersjach nadwoziowych mamy do dyspozycji trzy silniki diesla (130 KM, 160 KM, 180 KM) i dwie jednostki benzynowe (180 KM i 225 KM). Za najtańszego hatchbacka z silnikiem 1,5 BlueHDi i manualną, sześciostopniową skrzynią biegów trzeba zapłacić aż 123,9 tys. zł. Sporo. (fot. moto.rp.pl/Wojciech Romański)

17. Skoda Fabia

Ha, to był tylko lifting i to niezbyt głęboki – powiedzą sceptycy. Niby tak, ale ten model jest jednym z najważniejszych dla marki, obok Octavii i wszelkie zmiany są ważne dla rynku. Wystarczy powiedzieć, że w Polsce Fabia jest numerem jeden w rankingu samochodów kupowanych przez osoby prywatne (według danych firmy Samar nabywców w tej grupie znalazły 6453 sztuki małej Skody) i numerem 2 w zestawieniu zakupów firmowych (13226 szt), co łącznie daje jej drugie miejsce na rynku, zaraz po… Octavii. Dlatego żadną miarą nie można jej lekceważyć. Zresztą na prawdziwą nowość  przyjdzie nam poczekać wcale nie tak długo – wyznaczająca nowy kierunek Skody mała Scala pojawi się na rynku już w tym roku.

Wróćmy do Fabii. Fakt, rewolucji nie ma. Co najwyżej kilka drobnych poprawek i nowinek. Fabia otrzymała przednie reflektory i tylne światła w technologii LED. Pojawiły się nowe wzory felg, nieco zmieniono wygląd zderzaków, doszły nowe kolory nadwozia. We wnętrzu pojawił się większy ekran dotykowy (6,5 cala), ulepszone siedzenia, z tyłu doszły dwa dodatkowe złącza USB. Do tego kilka nie oferowanych dotąd w Fabii asystentów jazdy (np. system Blind Spot czyli wykrywanie auta w martwej strefie). Podstawową jednostką napędową jest silnik o pojemności 1,0 litra i mocy 75 KM. Zresztą wszystkie silniki mają taką samą pojemność. Różnią się jedynie ilością koni mechanicznych, te mocniejsze mają 95 i 110 KM. I na razie tyle. Przy okazji liftingu wypadły oba dostępne dotąd diesle. Mimo wyższej niż dotychczas cenie – za podstawową wersję Active 1,0 75 KM trzeba zapłacić 45 tys. zł (promocyjna 41,5 tys.) mała Skoda powinna dalej być rynkowym hitem. (fot. moto.rp.pl/Martin Śliwa)

18. Suzuki Jimny

Chcesz kupić nowego Suzuki Jimny? Wszystko wskazuje na to, że musisz poczekać do 2020 r. – według nieoficjalnych informacji europejski „przydział” tej małej, acz niezmiernie dzielnej terenówki, która w polskich salonach pojawi się lada dzień, został już dawno wyprzedany. Ale trudno się dziwić, skoro była to jedna z najbardziej oczekiwanych premier ubiegłego roku. Mały, kanciasty, terenowy - prosta sylwetka już dzisiaj wydaje się ponadczasowa. Karoseria ma 3645 mm długości, kąt natarcia wynosi 37 stopni, kąt rampowy 28 stopni, kąt zejścia 49 stopni, a prześwit 210 mm. Idealne dane dla auta terenowego. Do tego masa własna wynosi jedyne 1090 kg.

Mało powstaje dzisiaj takich aut, które są zbudowane w prosty sposób, bez żadnych udziwnień. Jimny ma coś, czego brakuje coraz większej liczbie nowych modeli – jest wyrazisty i nic nie udaje. Nie podszywa się pod rodzinne auto, którym można zjechać z utwardzonej drogi. Jest po prostu małą terenówką z prawdziwego zdarzenia, jedną z ostatnich, jakie jeszcze pozostały w ofercie firm, zafascynowanych popularnością SUV-ów czy crossoverów. Rzadki okaz ginącego gatunku. Poczynając od swojego protoplasty zaprezentowanego w 1969 roku Jimny przez wszystkie trzy generacje był wierny swoim zasadom. Również najnowsza poszła w kierunku wyznaczonym przez poprzedników. Auto zbudowane jest na ramie typu drabinowego, ma z tyłu sztywny most i napęd Allgrip Pro z dołączaną tylną osią wraz ze skrzynią redukującą. Z nowości wykorzystywanych w terenie pojawił się asystent zjazdu i podjazdu na wzniesienie. Europejska wersja napędzana jest czterocylindrowym silnikiem o pojemności 1,5 litra i mocy 102 KM. I to w zupełności wystarczy. Jednostka może współpracować z manualną, pięciobiegową lub – za dopłatą – z czterobiegowym automatem. Jimny dostępny jest w trzech wersjach wyposażenia – Comfort, Premium i XLED. Bazowy model kosztuje 67 900 zł. (fot. moto.rp.pl/Wojciech Romański)

19. Volkswagen Touareg

Imponujący. Napakowany innowacyjnymi rozwiązaniami. Elegancki. Ultrakomfortowy, a do tego znakomity trakcyjnie. No dobrze, wystarczy. Trzecia generacja Touarega została zbudowana na tej samej platformie MLB, którą wykorzystuje Audi Q7 czy Porsche Cayenne. W stosunku do poprzednika jest dłuższy o 77 mm (4878 mm), o 44 mm szerszy (1984 mm), za to o 7 mm niższy (1702 mm). Rozstaw osi pozostał taki, jak poprzednio – 2894 mm. Flagowego SUV-a z przodu nie sposób pomylić z inną marką – atrapa, kształt reflektorów, to typowy, nowy styl Volkswagena, znany z mniejszych przełajowców. Z kolei z tyłu można dopatrzeć się pewnych podobieństw do Audi, zwłaszcza pod względem kształtu lamp. Generalnie, jak na blisko pięciometrowe, masywne auto Touareg rysuje się całkiem zgrabnie i kusi szorstką, niemiecką urodą.

System zarządzania samochodem w najbogatszej wersji to dwa ekrany – jeden, 12-calowy zastępuje tradycyjne zegary, drugi, o przekątnej aż 15 cali znalazł się na środkowej konsoli, zajmując ją praktycznie w całości. To póki co największy ekran – poza tymi z Tesli – montowany w seryjnym samochodzie. Wśród licznych innowacji m.in. znalazł się Pakiet Zawieszenia Professional, czyli połączenie pneumatycznego zawieszenia 4-Corner, skrętnych tylnych kół oraz aktywnych stabilizatorów regulowanych elektromechanicznie, który praktycznie eliminują przechyły nadwozia, np. na zakrętach. W połączeniu z pakietem Off-road, dodającym m.in. pięć trybów jazdy poza utwardzoną nawierzchnią Touareg może stać się nieomal dzielną terenówką. Wbrew trendom Touareg wszedł do sprzedaży w Europie z trzylitrowym turbodieslem V6 o mocy 286 KM i jego słabszą wersją o mocy 231 KM. Jednostek benzynowych póki co nie ma. Cennik startuje od 256,3 tys. zł, ale patrząc na ceny dodatków spokojnie można z ceną dobić do 500 tys. zł. Czy przekona tych, którzy takich pieniędzy raczej nie wydaliby na Volkswagena? Koncern najwyraźniej chce odczarować znaczek VW, by mógł zaistnieć w towarzystwie marek luksusowych. A my mu w tym sekundujemy. (fot. moto.rp.pl/Wojciech Romański)

20. Volvo V60

O V60, nawet gdyby nie było żadnego innego powodu, a przecież jest ich bardzo wiele, trzeba wspomnieć w tym zestawieniu także dlatego, że jeśli wierzyć zapowiedziom producenta, to ostatni model, a właściwie linia modelowa, bo rzecz dotyczy także V60 Cross Country, która ma pod maską diesla. A konkretnie jedną z dwóch dwulitrowych, czterocylindrowych jednostek wysokoprężnych o mocy 150 i 190 KM, bo legendarne pięciocylindrowe D5 odeszło już jakiś czas temu. Zresztą i tu zastosowano już politykę zniechęcania, bo najmocniejszego diesla 2,0 235 KM już w mniejszym kombi nie ma. A szkoda, bo byłby tu jak najbardziej na miejscu. Chcesz więcej, idź w benzynę (dwulitrowe silniki o mocy 254 KM i 310 KM), a najlepiej w hybrydę, bo tylko opcja 2,0 Twin Engine da ci 390 KM mocy. Dlaczego aż tyle o silnikach? No właśnie dlatego, że w limuzynie S60, która pojawi się na europejskim rynku w tym roku, ta gama jednostek będzie wyglądać inaczej. Niech się zatem utrwali to, co jeszcze jest. Kolejność premier, serwowanych przez Volvo w przypadku linii 60 odzwierciedla rynkowe trendy. Najpierw SUV XC 60, potem kombi V60, bo ten rodzaj nadwozia zwłaszcza w Europie ma się wciąż świetnie, a dopiero na końcu sedan, który w tej klasie będzie miał na Starym Kontynencie zwojuje zdecydowanie mniej.

V60 to wciąż to samo sprytnie i bardzo ładnie zaprojektowane pudełko, co w przypadku V90, ale o bardziej ludzkich rozmiarach. Przez to wyglądają jeszcze lepiej, niż większy brat. Jest komfortowe, eleganckie, we wnętrzu surowe ale dopracowane do ostatniego szczegółu. Jak na szwedzki produkt przystało, kombi jest wypakowane po uszy systemami podnoszącymi bezpieczeństwo i wspomagającymi kierowcę, a także tymi, które umilają mu życie. W sumie, to piękne auto do spokojnego i paskudnie wygodnego pokonywania kilometrów, w którym bezpieczeństwo postawiono wyżej nad sportowymi emocjami. Nie łudźmy się, nawet najmocniejszy silnik w Volvo bardziej służy do tego, by np. szybko i bezstresowo wyprzedzać, niż poczuć dreszcz emocji. Czy to źle? Bynajmniej. To stanowi wręcz o sile marki, która dla spragnionych wrażeń już wkrótce pokaże pierwsze modele z submarki Polestar. A do siebie przyciąga tych, którym zależy na pewności i sile spokoju. Nawet jeśli muszą za to zapłacić co najmniej 187,8 tys. zł (D3 MT6)… (fot. moto.rp.pl/Wojciech Romański)

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Range Rover SV Coupe: Najdroższy SUV na polskim rynku

To będzie najdroższy SUV na polskim rynku. Range Rover SV Coupe, który zostanie wyprodukowane ...

Gdy zwykłe auta znikną z miast…

Napęd elektryczny czy ogniwo paliwowe? Mimo emocji, jakie budzą te dyskusje, koncerny motoryzacyjne wybiegają ...

Renault Megane R.S,

Najmocniejsza wersja Renault Megane wyceniona

Pierwsza generacja Megane R.S. pojawiła się w 2004 roku. Miała 225 KM mocy i ...

2019 r.: ruszą przetargi na budowę 435 km szybkich dróg

Blisko 20 mld zł mają kosztować szybkie drogi, na budowę których w 2019 r. ...

Jeep Renegade: W błoto na trzech cylindrach

Zmuszony przez nowe regulacje, Jeep zastosował w najmniejszym Renegade 3-cylindrowe silniki benzynowe. Ale zmian ...

Smart odjeżdża do Chin

Produkcja miejskiego smarta okazała się zbyt dużym obciążeniem dla Daimlera. Do pomocy w dalszym ...