fot. Jasper Juinen/Bloomberg

Miniony rok obfitował w wiele ważnych premier. Niektóre z nowości na razie mogliśmy oglądać przez szybkę, bo na rynku pojawią się w 2019 r., z kolei inne, które oficjalnie weszły do sprzedaży, formalnie poznaliśmy nieco wcześniej, bo motoryzacyjny kalendarz rządzi się swoimi prawami. Oto subiektywna lista wartych uwagi aut, które w 2018 r. znalazły się w salonach lub już do nich jadą.

Założyliśmy, że na listę najważniejszych, zdaniem redakcji, premier 2018 r. mogą trafić samochody, które są już w sprzedaży, a jeśli jeszcze nie, to mają już oficjalne, polskie cenniki, a my mieliśmy okazję sprawdzić, jak jeżdżą. Budując to podsumowanie nie sięgamy też na top topów, choć oczywiście trzeba zauważyć takie spektakularne wydarzenia, jak debiut pierwszego SUV-a Rolls Royce’a, czyli Cullinana, nowa generacja Bentleya Continentala GT czy też wprowadzenie do sprzedaży Lamborghini Urusa, na którego zresztą, mimo ceny z sześcioma zerami z tyłu, popyt w Polsce w zdecydowany sposób przekroczył liczbę dostępnych egzemplarzy. Te, i inne hiperluksusowe czy ultrasportowe maszyny tworzą motoryzacyjny Olimp, ale nie one zapełniają nasze ulice (choć jak się na nich pojawią, wszyscy się oglądają).

RollS Royce Cullinan / fot. RR

Zatem, wzdychając oczywiście głęboko, spójrzmy nieco niżej. Bo tam też jest naprawdę ciekawie, a przy okazji nie trzeba rozstrzygać tak poważnych dylematów jak ten, czy z barku wygodniej się korzysta w Rolls Royce Phantomie czy Bentleyu Mulsanne, co z punktu widzenia użytkownika tylnego, rozkładanego na wiele sposobów kapitańskiego fotela z podnóżkiem ma oczywiście znaczenie kapitalne. To zresztą też sprawdziliśmy w ubiegłym roku. Otóż z kwestią ergonomiczności barku zdecydowanie lepiej poradził sobie Bentley, choć ładniejszą, rżniętą karafkę oferuje Rolls. I dlatego z czystym sumieniem, jak mawiał kiedyś jeden z redaktorów „Rzeczpospolitej”, możemy zejść na ziemię.

Jedna uwaga. Mimo kilku ważnych debiutów, 2018 r. był jeszcze zdecydowanie bardziej spalinowy niż elektryczny. Jednak premiery Mercedesa EQC czy Audi e-tron pokazują, że już wszyscy biorą się na poważnie za napędy alternatywne. W 2019 r. takich modeli zdecydowanie przybędzie, a w 2020 r. można spodziewać się wręcz ich wysypu. Na razie wśród tej dwudziestki konwencjonalne silniki są górą. Nacieszmy się tą chwilą.

1
Alpine A110

Alpine to „ożywiona” przez Renault marka, którą w 1955 r. założył jeden z francuskich dealerów Renault, Jean Rédélé z Dieppe. W lutym 2016 r. w Monte Carlo Carlos Ghosn, szef Grupy Renault zaprezentował model Alpine Vision, zapowiadając jednocześnie relaunch marki w 2017 r. Wersja produkcyjna nowego samochodu, nosząca historyczną nazwę A110, została oficjalnie pokazana podczas 87 Salonu Samochodowego w Genewie w 2017 r. Podczas kolejnej Genewy marka zaprezentowała seryjny model tego pięknego, sportowego coupé w wersji Pure i Légende. A110 ma aluminiową konstrukcję, silnik 1,8 l o mocy 252 KM umieszczony centralnie oraz przednie i tylne zawieszenie z podwójnymi wahaczami trójkątnymi. Ceny wersji Pure (z lewej) zaczynają się od 234 tys. zł, a Légende, ukłon w stronę pierwowzoru, jakim był model A110 Berlinette 1600S – od 256 tys. zł. Polska była jednym z 13 krajów na świecie, w których w 2018 r. ruszyła oficjalna sprzedaż Alpine. (fot. Renault)

2
Audi A6/A6 Avant

W Audi w 2018 r. rozwiązał się worek z premierami.  Elektryczny SUV e-tron, Q3 i Q8, A1 Sportback i A6 jako limuzyna i kombi. W dobie ekologicznej poprawności na miano premiery roku tej marki zasługiwałby e-tron, ale po pierwsze my nie jesteśmy aż tak poprawni, po drugie formalnie do Polski e-tron jeszcze nie dotarł. Zastanawialiśmy się także nad Q8, pierwszym SUV-em marki który nie wygląda jak prosto ciosany czołg, ale ostatecznie wybór padł na jedno z najważniejszych aut w gamie marki z Ingolstadt, czyli limuzynę A6, która przeszła przeobrażenie podobne do tego, jakiemu wcześniej poddano flagowe A8. Zmodyfikowane nadwozie zostało wypełnione technologicznymi innowacjami, od wykorzystującego dwa ekrany systemu MMI touch response, zastępującego większość przycisków funkcyjnych, poprzez licznych asystentów kierowcy odwołujących się do sztucznej inteligencji, umożliwiających jazdę półautomatyczną, aż po silniki z technologią mild hybrid. Może A6 nie wywołuje żywszego bicia serca, ale z pewnością to wymarzony samochód dla technokraty zafascynowanego innowacjami i pragnącego komfortu z lekko sportową nutą. Nie można też zapomnieć o legendarnym już napędzie quattro. Ostatecznie hasło Audi to „Przewaga dzięki technice”…

Audi A6 jest obecnie dostępne z silnikiem benzynowym 2,0 (245 KM) lub dwoma dieslami 2,0 (204 KM) lub 3,0 (286 KM). Ceny limuzyny zaczynają się od 209,5 tys. zł, a wersji Avant (kombi) od 221,2 tys. zł. (fot. moto.rp.pl/iven.bambot)

3
BMW 8

No tak, BMW w 2018 r. także nie ułatwiało zadania. W kolejce ustawiły się wszak pokazane na początku 2018 r. BMW X2, druga generacja X4 i czwarta generacja X5, nowa odsłona serii 3 i nowa seria 8 oraz monstrum o nazwie X7, o największych nerkach wśród wszystkich modeli marki. A i to przecież tylko część z tego, co Bawarczycy wypuścili w ubiegłym roku na rynek. Ale skoro BMW z kolei zapewnia, że daje nam „Radość z jazdy”, zdecydowaliśmy się uznać za premierę roku nową klasę 8. Choć oznaczeniem nawiązuje do produkowanej w latach 1989 – 1999 kultowej dziś „ósemki” o kodzie E31, to jednak bliżej mu do „szóstki”, której produkcja została zakończona. Jednak nowa seria 8 za wszelką cenę stara się odcinać od takich prostych porównań. To model przepięknie narysowany, o idealnych proporcjach rasowego coupé, w którym jednocześnie BMW upakowało wszystkie swoje technologiczne nowości. Mocniejszy z dostępnych silników, V8 o pojemności 4,4 l i mocy 530 KM  potrafi rozpędzić M850i do setki w 3,7 s., co czyni z tego coupé prawdziwego potwora, jednocześnie zaś zmodyfikowany napęd xDrive i skrętna tylna oś dbają o to, by pomóc kierowcy w walce z mocą. I to jest zresztą największy kłopot z tym samochodem. Nie do końca wiadomo, czy bardziej chce być sportowym demonem, czy mocnym, ale przede wszystkim luksusowym Gran Tourismo, jak Lexus LC.

Nie zmienia się faktu, że klasa 8 jest po prostu piękna. Cennik wersji 840d xDrive z trzylitrowym silnikiem wysokoprężnym o mocy 320 KM zaczyna się od 476 tys. zł, zaś M850i xDrive od 589,5 tys. zł. Uwaga. Niebawem ósemka nadjedzie także jako kabrio i w lecie 2019 r. może być najgorętszym modelem sezonu. (fot. moto.rp.pl/Wojciech Romański)

4
Cupra Ateca

Seat, kierując się hasłem „Innowacja, Energia, Emocja” postanowił wydzielić najmocniejsze modele w osobną submarkę Cupra i w 2018 r. zaprezentował pierwszy pojazd z przedziwnym logo na masce – SUV Cupra Ateca. Wyróżnia go agresywniejsza stylizacja niż w przypadku „cywilnej” Ateki, 19-calowe felgi w kolorze czarnym lub miedzianym czy sportowe, kubełkowe fotele. Jednak clou to dwulitrowy, czterocylindrowy silnik o mocy 300 KM, przekazujący moc na 4 koła. W połączeniu z siedmiobiegowa przekładnią DSG rozpędza do setki ten teoretycznie rekreacyjny pojazd w 5,2 s. Na razie to jedyny model oznaczony jako Cupra, ale czekamy na następne. Paradoksalnie ten krok może sprawić, że Seat zyska szansę, by znów stać się wyrazisty. Póki co, mimo naprawdę niezłych modeli, jest najbardziej nijaką marką w portfolio Grupy VAG. Cennik modelu Cupra Ateca  zaczyna się od kwoty 191 tys. zł. (fot. Seat)

5
DS7 Crossback

Istniejąca od 2014 r. jako odrębny byt w ramach koncernu PSA marka w założeniu zarezerwowana dla najbardziej luksusowych pojazdów w grupie, wciąż nie może się odnaleźć. Miała to zmienić premiera pierwszego, opracowanego już jako DS modelu, czyli, a jakże, SUV-a DS7 Crossback. Pokazany w 2017 r. na rynku pojawił się w ubiegłym roku. Wysmakowany SUV, lokujący się pomiędzy pojazdami klasy kompaktowej a niższej średniej zwraca na siebie uwagę, w środku każdy doceni bardzo wysoką jakość wykonania, choć… pewnym problemem może okazać zdecydowana przewaga designu nad funkcjonalnością. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że na osoby marzące o samochodach będących benchmarkiem ergonomii  czeka cała paleta niemieckich SUV-ów, ale, jak powiedział mi jeden ze znajomych prezesów, bardzo zainteresowany motoryzacją (a do tej grupy celowej kieruje się DS), jest tego designu „o jedną warstwę za dużo”. „Siódemka” stawia na komfort, a nie na sportowe emocje, póki co oferuje tylko napęd na przednie koła, gama silników benzynowych zaczyna się od zupełnie nieprzystającego do tego auta benzynowego 1,2 Pure Tech o mocy 130 KM, a kończy na 1,6 Pure Tech 225 KM, napędzającym wszystkie topowe maszyny koncernu PSA. Można także wybierać spośród dwóch diesli Blu HDi – 1,5 130 KM i 2,0 177 KM. Cennik zaczyna się od 124,9 tys. zł.

Zobaczymy, jak będą wyglądały dalsze losy marki, bo na razie nie notuje wielkich sukcesów. Po czterech latach istnienia ma w ofercie – oprócz DS7 Crossbacka jedynie archaiczny już model DS3. W tym roku spodziewany jest kolejny, mały SUV DS3 Crossback. Czy to wystarczy, by DS, projekt wart wszak uwagi, wytrzymał rynkową konkurencję? (fot. moto.rp.pl/Wojciech Romański)

6
Ford Focus

To była jedna z najważniejszych premier ubiegłego roku w segmencie aut kompaktowych, obok nowej Kii Ceed. Czym zaskakuje czwarta generacja jednego z najlepiej sprzedających się na świecie aut segmentu C? Na pewno znów została narysowana odważniej (szczególnie dobre wrażenie robi przód z mocno wyeksponowaną atrapą chłodnicy i nowymi reflektorami), z tyłu, podobnie jak w Fieście, pojawiły się poziome światła. Z zewnątrz auto na pewno dużo zyskało w stosunku do poprzedniej wersji. Ale to, co ma wyróżniać nowego Forda, to szeroka gama różnych wersji modelu, choć opartych tylko o dwa rodzaje nadwozia – pięciodrzwiowego hatchbacka i kombi. Trzydwiówki nie przewidziano w ogóle, a sedan nie trafi na nasz rynek z racji niewielkiego zainteresowania poprzednimi generacjami Focusa z kufrem. Mamy więc model bazowy w trzech poziomach wyposażenia, po raz pierwszy w Focusie luksusową wersję Vignale, jest oczywiście ST-Line z usportowionym zawieszeniem obniżonym o 10 mm oraz – nowość – powiedzmy że uterenowiona Active, podniesiona o 30 mm. Co ciekawe, Ford tym razem rozmnożył także oferowane zawieszenia - samochody z silnikami o mniejszych mocach są dostępne z belką skrętną, mocniejsze są wyposażone z tyłu w zawieszenie wielowahaczowe (standard w kombi), a dodatkowo – także po raz pierwszy w kompaktowym Fordzie – pojawiło się adaptacyjne zawieszenie CCD, dostępne jako opcja (wyłącznie w hatchbackach). Trochę to wszystko skomplikowane.

Ale największy smaczek to decyzja Forda, by w przypadku jednostek benzynowych oferować wyłącznie silniki trzycylindrowe. Odważny eksperyment, trzeba przyznać. Podstawową jednostką jest litrowy (!) EcoBoost o mocach 85 KM, 100 KM i 125 KM, kolejny poziom gwarantuje motor 1,5 dający z siebie 150 KM lub 182 KM. Do tego dochodzą diesle EcoBlue – 1,5 95 KM i 120 KM oraz 2,0 (wreszcie jakaś normalna pojemność) o mocy 150 KM. Możliwości skonfigurowania Focusa zatem nie brakuje. Ale, choć z pewnością wciąż będzie jednym z popularniejszych kompaktów, to jednak nie jest to auto wywołujące efekt WOW!, jak pierwsza czy druga generacja. Szkoda. Cennik zaczyna się od 64,4 tys. zł. (na zdjęciu wersja ST Line, fot. Ford)

7
Ford Mustang

Wciąż jest dziki, narwany, bezczelny, wciąż to najtańsza opcja zakupu V8 na rynku, wciąż to legenda, choć przy każdej zmianie generacyjnej część purystów się burzy, że tym razem to już nie to. A jednak…  Siódma generacja była pierwszą sprzedawaną oficjalnie w Europie, ósma ma więc już przetarty szlak. Najwięcej zmian wprowadzono z przodu, nowe światła i zmodyfikowany  pas przedni mogą się podobać – można powiedzieć, że auto patrzy na konkurentów spode łba i z pewnym politowaniem, co w gruncie rzeczy doskonale oddaje charakter Mustanga. Jedna z największych zmian we wnętrzu to zastąpienie klasycznych zegarów wielofunkcyjnym, 12-calowym ekranem, wspierającym m.in. zarządzanie trybami jazdy - „normal”, „sport”, „sport+” i „race” i nowymi „drag strip” i „my mustang”. Choć nieco obawiałem się tej modyfikacji przyznaję, że się udała. Pod maską oczywiście fenomenalne, pięciolitrowe V8 o mocy podniesionej o blisko 30 KM do 450 KM (GT) lub 460 KM (Bullit), alternatywnie 290-konny, czterocylindrowy, „grzeczny” EcoBoost o pojemności 2,3 l (niestety, WLTP zdusiło jego moc z 317 KM). Nowością jest to, że można je skonfigurować z wprowadzonym wraz z liftingiem, 10-biegowym automatem. Choć brzmi to nieco absurdalnie, także w tej skrzyni drzemie dzikość i chwała za to inżynierom Forda.

Wspomnieliśmy o tym, że to najtańsze V8 na rynku. Ale zacznijmy od EcoBoosta – wersja coupe z tym silnikiem kosztuje bazowo 170,3 tys. zł (MT6), a kabrio – 187,3 tys. zł (MT6). Z kolei V8 to wydatek odpowiednio 195,3 tys zł (MT6 coupe), 204,3 tys. (AT10, coupe) lub 216,6 tys. zł (MT6, Bullit). Naprawdę warto. (fot. moto.rp.pl/Wojciech Romański)

8
Hyundai Kona Electric

No i nadchodzi czas na elektryki. Kona Electric to pierwszy SUV z napędem EV dostępny na europejskim rynku, aczkolwiek w tym roku przybędzie mu konkurencji. To także jedno z pierwszych aut w segmencie, nazwijmy go, popularnym, które oferuje bardzo przyzwoite zasięgi – w zależności od pojemności akumulatorów wynoszą od 300 (29,2 kWh) do 470 km (64 kWh). Oczywiście to dane, które deklaruje producent. Ale jeździliśmy już mocniejszą wersją elektrycznej Kony i… okazuje się, że nawet w zimie, kiedy z oczywistych powodów akumulatory dają z siebie mniej – auto jest w stanie pokonać ok. 390 km, a to już wynik co najmniej przyzwoity. SUV jest dynamiczny – 395 Nm momentu obrotowego dostarczanego przez elektryczny układ o mocy 204 KM pozwala na rozpędzenie do setki  obudowanych samochodem akumulatorów w ciągu 7,6 sekundy (wersja z mocniejszym zestawem baterii). Prędkość maksymalna to 167 km/h.

SUV Hyundaia pokazuje, że nadchodzi czas samochodów elektrycznych, którymi można się będzie poruszać nie tylko dookoła komina, jak niegdyś określało się krótkie podróże. Można nim na jednym ładowaniu dotrzeć z Warszawy do Krakowa, Gdańska czy Wrocławia. Czy to już przełom? Jeszcze nie, ale wyraźny krok w stronę podniesienia funkcjonalności elektryków. Model niebawem trafi do sprzedaży w Polsce, ale jego cena nie jest jeszcze znana. W Niemczech cennik zaczyna się od 34,6 tys. euro. (fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski)

9
Jaguar I-Pace

To pierwszy luksusowy elektryczny samochód  oficjalnie dostępny na naszym rynku (Tesla wciąż nie ma w Polsce oficjalnego przedstawicielstwa). I-Pace to pokaz nie tylko możliwości technologicznych, ale i stylistycznych brytyjskiego-hinduskiego koncernu. Samochód, który jest ciekawą hybrydą hatchbacka i crossovera, jest wyposażone w najpotężniejsze jak dotąd wśród europejskich elektryków baterie litowo-jonowe o pojemności 90 kWh. I na cóż to pozwala? Teoretycznie na pokonanie blisko pięciuset kilometrów. Ale przecież jest to samochód o zacięciu sportowym, więc nie o emerycką jazdę na jak najdłuższym dystansie tu chodzi. A wtedy praktyczny zasięg spada do ok. 250-270 km. Mało? Ale jak przyjemnie - pod maską znalazł się silnik o mocy 400 KM i maksymalnym momencie obrotowym 348 Nm, który rozpędza to potężne wagowo auto (2,3 tony) do setki w ciągu 4,8 sekundy i pozwala mu jechać z prędkością do 200 km/h. Żeby było zabawniej, I-Pace to także niezły „dostawczak” – bagażnik o regularnym kształcie ma w 5-osobowej konfiguracji aż 656 litrów, nieomal tyle co Skoda Superb w wersji kombi. Szacunek.

W przypadku tak potężnych baterii jest jednak problem z ładowaniem. „Dystrybutor” o mocy 100 kW pozwoliłby naładować Jaguara do pełna w niecałą godzinę (standardowo szybkie ładowarki w Polsce mają dziś moc 40-50 kW). W domu ładowarka naścienna prądu zmiennego (7 kW) potrzebowałyby na to 13 godzin. A jeśli mamy tylko zwykłe gniazdko? To mamy problem, bo możemy korzystać z elektrycznego kota co drugi dzień, bowiem w takim przypadku „tankowanie” I-Pace’a do pełna zajmie do 40 godzin. Dramat. Jak na elektryczny luksus przystało, tanio nie jest. Cennik I-Pace’a startuje od 354,9 tys. zł. (fot. Jaguar)

10
Jeep Wrangler

Jeep w ubiegłym roku wprowadził sporo zmian w swojej ofercie. W sprzedaży pojawił się potężny Grand Cherokee Trackhawk z silnikiem o mocy 700 KM, poważne modyfikacje przeszły modele Renegade i Cherokee. Ale i tak najwięcej emocji budzi czwarta już generacja ikony samochodów terenowych, czyli Wranglera. Na szczęście nikt nic nie popsuł. Jest wszystko to, co w tym aucie musi być – okrągłe lampy (od teraz LED-owe), charakterystyczny grill, kanciasta sylwetka. Nowy wygląda nieomal tak jak stary, któremu zafundowano porządny detailing. Nikt nic nie kombinował też pod karoserią. Przynajmniej jeśli chodzi o napęd. Został udoskonalony, ale wciąż jest rama, sztywne mosty i prawdziwe 4×4. Unowocześniono też wnętrze, zachowując przy tym charakter poprzednika. Więcej zmian mamy w silnikach. W Europie zniknął silnik V6 o pojemności 3,6 litra, zamiast niego pojawił się silnik czterocylindrowy, turbodoładowany o pojemności 2,0 litra, za to o takiej samej mocy jak w V6 (272 KM), za to z wyższym momentem obrotowym (400 Nm, wcześniej 347 Nm). Diesel pozostał, ale sam silnik również się zmienił. 2,8 CRD został skreślony, a w jego miejsce wszedł 200-konny 2,2 MulitiJet. Wszystkie wersje silnikowe współpracują z ośmiobiegowym automatem.

Jak podkreślają przedstawiciele marki, dzięki liftingowi Wrangler stał się nieco bardziej codzienny, nie tracąc przy tym ani trochę z charakteru twardego wszędołaza. Stał się też nieco bardziej przyjazny – np. demontaż sztywnego dachu, który poprzednio wymagał poważnej ekwilibrystyki, dziś da się przeprowadzić w 20 minut siłami dwóch osób. Jednak za tę większą uniwersalność trzeba też więcej zapłacić. Trzydrzwiowy poprzednik startował od 160,1 tys. zł, a pięciodrzwiowy Unlimited – od 202,9 tys. zł. Obecnie cennik najtańszej, trzydrzwiowej wersji zaczyna się od 201,9 tys. zł, zaś Unlimited – od 219,1 zł. Na pancernego Rubicona 3d trzeba przygotować co najmniej 220,3 tys. zł, a luksusową Saharę 3d 235,3 tys. zł. Odświeżenie legendy okazało się kosztowne dla klientów. (fot. moto.rp.pl/Wojciech Romański)

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Carlos Ghosn może wyjść na święta

Sąd w Tokio nie przedłużył aresztu dla byłego szefa Nissana i nadal prezesa francuskiego ...

Pikes Peak 2018: To od teraz góra Volkswagena. Padł nowy rekord

Volkswagen pokonał wszystkich i ustanowił nowy rekord. Lekki karbonowy, elektryczny VW I.D. R pokonał ...

Mercedes zwiększył przewagę nad BMW

Mercedes – Benz w pierwszym półroczu powiększył przewagę w sprzedaży luksusowych samochodów nad lokalnymi ...

Elektryczne Volkswageny mają być tańsze od Tesli

Dla rodziny I.D. koncern Volkswagena zbudował nową platformę MEB. Już w 2019 roku pojawią ...

Pierwszy oficjalny teaser produkcyjnego modelu Kia ProCeed

Nowa Kia ProCeed: Odkrywanie tajemnicy

Nowa Kia ProCeed, której pierwszy szkic został właśnie ujawniony, łączy dynamiczne, pięciodrzwiowe nadwozie typu ...

Lorinser Mercedes-Maybach: Oferta dla niewielu

Wydawać by się mogło, że Mercedes-Maybach to już szczyt luksusu. Więcej się nie da. ...