Reklama

Lamborghini rezygnuje z EV. „Wściekły byk” bez V8 i V12 nie przekonał klientów

Czy supersamochód może być cichy jak aplikacja do medytacji? Lamborghini właśnie uznało, że w jego przypadku – raczej nie. Włoska marka oficjalnie wycofuje się z planów wprowadzenia w pełni elektrycznego modelu. Powód jest brutalnie prosty: klienci nie chcą „rozgniewanego byka”, który zamiast ryku V12 oferuje szum opon.

Publikacja: 25.02.2026 05:00

Lamborghini Lanzador

Lamborghini Lanzador

Foto: Materiały prasowe

Jeszcze trzy lata temu producent zapowiadał elektryczną ofensywę. W 2023 r. pokazano koncepcyjnego Lamborghini Lanzador – czteromiejscowe GT na prąd, które miało trafić do produkcji w 2028 r.. Później premierę przesunięto na 2029 r. Dziś wiadomo już, że projekt został całkowicie skasowany. Prezes marki, Stephan Winkelmann, w rozmowie z „The Sunday Times” przyznał wprost: zainteresowanie elektrycznym Lamborghini jest „bliskie zeru”. A to w segmencie, w którym decyzje zakupowe podejmuje się sercem, a nie kalkulatorem emisji CO₂, jest argumentem ostatecznym.

Czytaj więcej

Nowe Audi RS5 – 639 KM, napęd plug-in i system Dynamic Torque Control

Decyzja nie zapadła z dnia na dzień. Przez ponad rok trwały analizy, konsultacje z dealerami i rozmowy z klientami. Ostatecznie pod koniec 2025 r. uznano, że pełna elektryfikacja byłaby – cytując prezesa – kosztownym hobby i finansową nieodpowiedzialnością wobec akcjonariuszy oraz pracowników.

Lamborghini Lanzador

Lamborghini Lanzador

Foto: Materiały prasowe

Hybryda zamiast baterii – kompromis z charakterem

To nie oznacza, że Lamborghini ignoruje regulacje i trendy. Zamiast auta na samych bateriach marka postawi na hybrydy plug-in. Produkcyjna wersja Lanzadora ma otrzymać właśnie taki napęd. Podobnie kolejna generacja Lamborghini Urus.

Reklama
Reklama

W opinii Winkelmanna samochody elektryczne nie zapewniają „emocjonalnego połączenia” z kierowcą. A w świecie supersamochodów emocje są walutą twardszą niż platyna. Hybryda plug-in ma być rozsądnym kompromisem: pozwoli spełnić normy emisji, a jednocześnie zachować to, co w Lamborghini najważniejsze – mechaniczne serce i akustyczny spektakl.

Lamborghini Temerario

Lamborghini Temerario

Foto: Materiały prasowe

A Ferrari? Idzie pod prąd

W tym samym czasie Ferrari przygotowuje się do premiery swojego pierwszego modelu elektrycznego – Ferrari Luce. Różnica polega na tym, że Ferrari od lat mistrzowsko zarządza popytem poprzez swój program „warunkowania” klientów. Dostęp do najbardziej pożądanych kąsków bywa uzależniony od wcześniejszych zakupów mniej ekskluzywnych modeli. W tak skonstruowanym ekosystemie łatwiej przeforsować nawet najbardziej radykalną nowość.

Czy elektryczne Ferrari zostanie zaakceptowane? Przekonamy się niebawem. Na razie jednak to Lamborghini jasno stawia sprawę: dopóki hybrydy pozwalają spełnić normy emisji, pełna elektryfikacja nie jest koniecznością, lecz ryzykowną inwestycją.

W świecie supersamochodów cisza wciąż nie brzmi wystarczająco drogo.

Czytaj więcej

Lamborghini z rekordem - wulgarne samochody kuszą bogatych coraz bardziej
Tu i Teraz
Wojna podbija ceny. Samochody w Rosji droższe niż w Niemczech i USA
Tu i Teraz
Volkswagen wraca do korzeni. Andreas Mindt przejmuje design całej Grupy
Tu i Teraz
Koniec systemu start-stop? Co postanowili amerykańscy prawodawcy
Tu i Teraz
Wielki powrót diesla. Stellantis zmienia kurs i stawia na silniki wysokoprężne
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama