W najbliższych dniach skierowane zostaną do prac rządu zmiany w projekcie ustawy o ruchu drogowym oraz ustawy o elektromobilności dotyczące urządzeń transportu osobistego (UTO) przygotowane przez resort infrastruktury. E-hulajnogi będą traktowane jak pojazdy. Czy nowe przepisy mogą wpłynąć na rynek ubezpieczeń?
Groźne jeździki
Według zapowiedzi ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka hulajnogi z napędem elektrycznym prawnie traktowane będą jak rowery, a ich użytkownicy będą mieli te same prawa i obowiązki co rowerzyści. Zaproponowane zmiany, to wynik fali rosnącego zainteresowania przejazdami tego typu urządzeniami, a co za tym idzie wzrostem liczby wypadków.
fot. Wojciech Romański
Poruszający się UTO nierzadko nie kontrolują jednośladu przy wysokiej prędkości (do 25 km/h) czy dynamicznym przyspieszaniu
W Polsce brak statystyk obrazujących skalę problemu, ale jak podaje Polska Izba Ubezpieczeń w raporcie „Nowa miejska mobilność. Co oznacza dla ubezpieczeń?” – w 2018 roku w Stanach Zjednoczonych miało miejsce ok. 1,5 tys. wypadków z poważnymi (tj. wymagającymi hospitalizacji) urazami, w których uczestnikami byli użytkownicy elektrycznych hulajnóg. Między styczniem a kwietniem 2019 r. we Francji zginęło pięciu użytkowników e-hulajnóg, również w Polsce głośno ostatnio było o nastolatku, który w centrum Warszawy, jadąc po chodniku zderzył się z pieszą, która w konsekwencji trafiła do szpitala.
CZYTAJ TAKŻE: OC na e-rowery? Pomysł na razie do zamrażarki
Według operatorów platform w minionym roku zrealizowano ok. 30 mln przejazdów, co oznacza, że w tym czasie wydarzyło się około 50 poważnych wypadków w przeliczeniu na każdy milion przejazdów. Dla porównania, w przypadku rowerów były to około dwa poważne urazy na milion przejazdów.
Brawura i brak wyobraźni
E-hulajnogi dostępne są w Polsce od kilku miesięcy i wiele osób korzysta z nich po raz pierwszy, nie znając zasad użytkowania tego sprzętu. Poruszający się UTO nierzadko nie kontrolują jednośladu przy wysokiej prędkości (do 25 km/h) czy dynamicznym przyspieszeniu. Wpadają na pomysły jazdy w tandemie, czy przy jednoczesnym obsługiwaniu smartfona. Sami piesi również nie są przyzwyczajeni do obecności nowych środków transportu na chodnikach. Skutkiem tego są najczęściej złamania i pęknięcia kości, urazy głowy oraz skaleczenia, stłuczenia i zwichnięcia.
Problem, jak mają po mieście poruszać się elektryczne hulajnogi dotyczy całej Europy, m.in. w Paryżu / fot. Anita Pouchard Serra/Bloomberg
E-hulajnogi z chodników jednak nie znikną. – Będą mogły się po nich poruszać, gdy nie będzie drogi dla rowerów i dopuszczalna prędkość na drodze obok chodnika będzie wyższa niż 30 kilometrów na godzinę – tłumaczy Rafał Weber, wiceminister infrastruktury. A takich dróg mamy jednak w Polsce większość.
CZYTAJ TAKŻE: Daimler i BMW wykładają 1 mld euro i wjeżdżają także do Polski. To początek rewolucji
Po chodniku czy po ulicy? Elektryczna hulajnoga pod siedzibą firmy ingot w Warszawie / fot. Piotr Malecki/Bloomberg
Według AXA nowe regulacje nie mają większego wpływu na ubezpieczenia. – Wystarczy ubezpieczenie OC w życiu prywatnym, które jest na tyle uniwersalne, że również użytkownicy e-hulajnóg mogą z niego korzystać – tłumaczy Anna Dyga, kierownik Zespołu Ubezpieczeń Majątkowych w PZU. – Sęk w tym, że takie ubezpieczenie ma tylko co piąty Polak i dyskusja wokół zmian w prawie dotyczącym użytkowania e-hulajnóg to dobry moment na zwiększenie świadomości, że takie ubezpieczenie jest bardzo potrzebne – dodaje Ilona Tomaszewska, dyrektor departamentu rozwoju produktów w AXA.
Nie ma obowiązku jeżdżenia na hulajnogach w kaskach. Jednak co bardziej świadomi użytkownicy ich używają, poruszając się po ulicach, w tym przypadku w Madrycie / fot. Angel Navarrete/Bloomberg
OC chroni jego posiadacza, gdy ten wyrządzi szkodę osobie trzeciej. W sytuacji, gdy kierujący jednośladem sam poniesie uszczerbek na zdrowiu, pomocne będzie indywidualne ubezpieczenie NNW. Wprowadzenie dodatkowych regulacji w sprawie UTO pozwoli ubezpieczycielom na doprecyzowanie odpowiedzialności za wypadki i szkody, które spowodują ich użytkownicy.
Rynek wymusi zmiany
Nowe ryzyko daje potencjał rozwoju ubezpieczeń dla użytkowników indywidualnych, ale i otwiera nowe możliwości firmom, czyli właścicielom i wynajmujących mobilny sprzęt w przestrzeni miejskiej. Ci drudzy mogą chcieć się chronić przed stratami wynikającymi z aktów wandalizmu i zniszczeń ich sprzętu, albo żądań zadośćuczynienia w przypadku wypadku spowodowanego przez fabryczne wady ich środka lokomocji.
CZYTAJ TAKŻE: Hive łączy siły z mytaxi i rusza z hulajnogami w Warszawie
Obserwując reakcję ubezpieczycieli, można przypuszczać, że szansę na rozwój dostaną startupy ubezpieczeniowe. Być może wzorem rynków zagranicznych i np. indyjskiego startupu Toffee, który zapewnia ubezpieczenie dla dojeżdżających do pracy na wszystkich rodzajach środków transportu, pokrywając koszty leczenia, oraz NNW zaczną konkurować z towarzystwami mobilną ofertą sprzedawaną w mechanizmie usage-based insurance, czyli opłata podstawowa plus opłata za kilometr lub czas przejazdu. [G]
OPINIA | Łukasz Kuliszewicz, ekspert Polskiej Izby Ubezpieczeń
Łukasz Kulisiewicz, ekspert Polska Izba Ubezpieczeń
Biorąc pod uwagę, że coraz więcej osób, zwłaszcza z pokolenia Z, oczekuje prostych i elastycznych rozwiązań, to możliwe, że powstaną produkty oferujące ochronę „na żądanie”. Uruchamiane np. w momencie rozpoczęcia korzystania z UTO i tylko na czas jazdy. Albo zryczałtowane ubezpieczenia chroniące nas w jakimś określonym czasie, np. tylko w ciągu dnia pracy albo wyłącznie na konkretnym obszarze. Istotny tu będzie też sposób dystrybucji: sprzedaż może odbywać się za pomocą aplikacji umożliwiającej zakup ubezpieczenia bez względu na to, z którego serwisu wynajmującego się korzysta.