Reklama

Elektryki na celowniku fiskusa. Koniec darmowej jazdy po drogach

Samochody elektryczne miały być biletem do tańszej eksploatacji, ale ten rozdział właśnie się kończy. W USA i Europie rusza dyskusja o tym, jak finansować drogi w świecie bez podatków od paliwa – a rachunek coraz częściej trafia do właścicieli EV.
Lucid Air

Lucid Air

Foto: Materiały prasowe

W Stanach Zjednoczonych zaczyna się właśnie jedna z najważniejszych debat dla przyszłości elektromobilności – tym razem wcale nie o technologii, ale o pieniądzach. Nowe propozycje Kongresu dotyczące opłat dla właścicieli samochodów elektrycznych są tylko wierzchołkiem znacznie większego problemu: jak finansować drogi w świecie, w którym nie wszyscy kierowcy potrzebują już paliwa.

Czytaj więcej

Nowe BMW i3 wraca do korzeni i wybiega w przyszłość jednocześnie

USA przeciera szlak. Nawet 1000 dol. za elektryka

Jak wynika z informacji Reutersa, amerykański Kongres przygotowuje nową ustawę infrastrukturalną wartą nawet 500-550 mld dol.. Jednym z jej elementów mają być opłaty dla użytkowników samochodów elektrycznych, ponieważ – w przeciwieństwie do kierowców aut spalinowych – nie płacą oni podatków zawartych w paliwie. To one od dekad finansują utrzymanie dróg.

Federalny podatek od paliwa w USA nie był podnoszony od ponad 30 lat, a jego realna wartość – po uwzględnieniu inflacji – znacząco spadła. W efekcie system już dziś jest niewydolny i wymaga dopłat z budżetu państwa.

Politycznie najłatwiejszym rozwiązaniem okazuje się więc sięgnięcie po nową grupę użytkowników – właścicieli EV. W grze są roczne opłaty rzędu 200-250 dol., a w niektórych propozycjach pada nawet kwota 1000 dol., tyle że płatnych jednorazowo.

Reklama
Reklama
Lucid Gravity

Lucid Gravity

Foto: Materiały prasowe

Elektryki płacą więcej niż spalinowe? Paradoks systemu

Problem w tym, że te kwoty są wyraźnie wyższe niż kwoty dla kierowców aut spalinowych. Przeciętny Amerykanin płaci około 88-95 dol. rocznie (325-351 zł) w federalnym podatku paliwowym, co oznacza, że właściciele EV mogliby płacić nawet 2-3 razy więcej. Argumenty o tym, że samochody elektryczne są cięższe, więc mocniej zużywają drogi, akurat za oceanem nie mają racji bytu. Wielkie pick-upy są zazwyczaj spalinowe…

Choć na poziomie federalnym to dopiero projekt, w praktyce taki system już w Stanach Zjednoczonych działa. Opłaty dla samochodów elektrycznych wprowadziło już kilkadziesiąt stanów.

W wielu przypadkach są to stałe, roczne dopłaty do rejestracji – często na poziomie 200-250 dol., a w skrajnych przypadkach więcej. W Teksasie kierowca EV płaci 200 dol. rocznie plus opłatę początkową, w Pensylwanii wprowadzono opłatę 250 dol. od 2026 r., a inne stany systematycznie podnoszą te stawki.

Czytaj więcej

Denza Z9GT – 5 minut ładowania i możesz ruszać w drogę

Opłata za kilometr – najbardziej sprawiedliwy model?

Część stanów idzie jednak w bardziej zaawansowane rozwiązania. Oregon czy Utah testują system opłat „za kilometr”, czyli powiązanych z faktycznym użytkowaniem dróg. To model, który wielu ekspertów uważa za docelowy – bardziej sprawiedliwy niż ryczałtowe opłaty, bo przecież im więcej jeździ dany kierowca, tym mocniej „zużywa” drogi.

Reklama
Reklama

Podobne opłaty zaczynają być wprowadzane również w Europie. W Wielkiej Brytanii samochody elektryczne przez lata były zwolnione z podatków drogowych, ale to się już skończyło. Od 2026 r. EV zostały objęte standardowym podatkiem VED, a rząd zapowiada także system opłat za przejechany dystans – około 3 pensów za milę od 2028 r..

Wraz ze wzrostem liczby elektryków państwa zaczynają szukać sposobów na odzyskanie utraconych wpływów z paliw. W wielu krajach Europy istnieją już systemy opłat drogowych zależnych od przebiegu, choć dotyczą głównie ciężarówek. W dłuższej perspektywie ich rozszerzenie na samochody osobowe – niezależnie od napędu – wydaje się tylko kwestią czasu.

Lucid Air

Lucid Air

Foto: Materiały prasowe

Polityka kontra transformacja. Czy to spowolni elektromobilność?

Cała sprawa ma jeszcze wymiar polityczny. W USA opłaty dla aut elektrycznych pojawiają się równolegle z ograniczaniem dopłat i ulg podatkowych, co – według części analityków – spowalnia transformację. Obecna administracja federalna raczej nie uchodzi za przychylną EV – pomimo znajomości prezydenta z Elonem Muskiem.

Czytaj więcej

Nowa hybryda Horse Powertrain spala 3,3 l/100 km i może jeździć na ekopaliwie

Przyszłość: płacisz za to, ile jeździsz

Z drugiej strony argument o „sprawiedliwości systemu” nie jest pozbawiony sensu. Samochody elektryczne faktycznie korzystają z infrastruktury drogowej, a obecny model finansowania – oparty na podatkach zawartych w litrze paliwa – przestaje działać.

Reklama
Reklama

Co dalej? Najbardziej prawdopodobny scenariusz na kolejne lata to odejście od podatków związanych z paliwem na rzecz opłat zależnych od prawdziwego korzystania z dróg – czyli od liczby przejechanych kilometrów. To rozwiązanie neutralne technologicznie, które obejmie zarówno auta spalinowe, jak i elektryczne.

Na prąd
NASA pomagała Ferrari ujarzmić przyspieszenie w elektrycznym Luce
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Bank Pekao przyjął Plan Dekarbonizacji
Na prąd
Nowe Alpine będzie elektryczne, ale marka nie zamyka drzwi dla silników spalinowych
Na prąd
Globalna sprzedaż aut elektrycznych hamuje. Europa rośnie, USA i Chiny zwalniają
Na prąd
Denza Z9GT – 5 minut ładowania i możesz ruszać w drogę
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama