Donald Trump ogłosił, że Unia Europejska ma czas do 4 lipca na realizację porozumienia handlowego zawartego z USA w Turnberry w Szkocji. W przeciwnym razie amerykańska administracja ma podnieść cła na towary z UE do „znacznie wyższych poziomów”. Decyzja została przekazana po rozmowie telefonicznej z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, którą to rozmowę Trump określił jako bardzo dobrą.
To istotna zmiana wobec wcześniejszych zapowiedzi. Jeszcze kilka dni temu prezydent USA groził podniesieniem ceł na samochody osobowe i ciężarowe z Unii Europejskiej z obecnych 15 proc. do 25 proc. już w tym tygodniu. Teraz ten scenariusz został odsunięty, ale nie anulowany.
Czytaj więcej
Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdził, że struktura sprzedaży się zmienia. Volkswagen Group Polska utrzymuje pozycję lidera, jednak rośnie presja...
Motoryzacja w centrum sporu handlowego
W centrum napięcia znalazła się branża motoryzacyjna. Według porozumienia z Turnberry maksymalna stawka celna na niemal wszystkie towary z UE miała wynosić 15 proc., w tym również na samochody i części samochodowe. Parlament Europejski wskazywał, że stawka ta obejmuje także potencjalne przyszłe cła na sektory takie jak farmacja czy półprzewodniki.
Dla niemieckich, francuskich, włoskich i szwedzkich producentów samochodów USA pozostają jednym z najważniejszych rynków eksportowych. Wyższe cła uderzyłyby więc nie tylko w marki premium, takie jak Mercedes, BMW, Audi, Porsche czy Volvo, ale także w cały łańcuch dostaw. W nowoczesnej motoryzacji samochód składany w Niemczech czy na Słowacji jest efektem pracy setek dostawców z wielu państw Unii, w tym także z Polski.
Czytaj więcej
W Polsce lawinowo przybywa nowych fotoradarów i odcinkowych pomiarów prędkości. Tylko w ostatnich tygodniach uruchomiono kilkanaście nowych urządze...
Polska może odczuć skutki pośrednio
Choć nasz kraj nie jest największym eksporterem gotowych samochodów do USA, jest bardzo ważnym producentem części, podzespołów, baterii, układów napędowych, elektroniki i elementów wyposażenia. Dlatego podwyższenie ceł na auta z UE mogłoby pośrednio uderzyć również w polskie fabryki. Jeśli europejscy producenci sprzedawaliby mniej samochodów w Stanach Zjednoczonych, ograniczenie zamówień mogłoby przełożyć się na dostawców działających nad Wisłą.
Problem dotyczy nie tylko klasycznych samochodów spalinowych. Europejska branża jest w trakcie kosztownej transformacji w stronę elektromobilności, a wyższe bariery handlowe mogłyby pogorszyć rentowność eksportu właśnie wtedy, gdy koncerny inwestują miliardy euro w nowe platformy, baterie, oprogramowanie i produkcję aut elektrycznych.
Czytaj więcej
Tuż przed długim majowym weekendem oddano do użytku nowe odcinki kluczowych tras – S6 na Pomorzu, A2 w kierunku Białej Podlaskiej oraz fragment S19.
Bruksela i Waszyngton kontynuują negocjacje
Amerykańska administracja zarzuca Unii Europejskiej opóźnienia we wdrażaniu ustaleń. Przedstawiciel USA ds. handlu Jamieson Greer twierdził, że prace po stronie europejskiej postępują zbyt wolno, a zgłaszane poprawki mogą ograniczać amerykański eksport. Według agencji Reuters rozmowy unijnych negocjatorów mają być kontynuowane 19 maja.
Z kolei Ursula von der Leyen przekazała, że obie strony pozostają zaangażowane we wdrożenie porozumienia i pracują nad obniżeniem ceł do początku lipca. To oznacza, że najbliższe tygodnie będą kluczowe nie tylko dla relacji handlowych UE–USA, ale też dla kondycji europejskiej motoryzacji.
Branża motoryzacyjna już dziś działa pod dużą presją. Producenci muszą jednocześnie inwestować w samochody elektryczne, spełniać coraz ostrzejsze normy emisji, konkurować z markami chińskimi i bronić marż na rynku europejskim. Groźba podniesienia ceł w USA dokłada kolejny element ryzyka.
Na razie europejscy producenci dostali czas. Jeśli jednak do 4 lipca nie dojdzie do wdrożenia porozumienia akceptowalnego dla administracji Trumpa, motoryzacja może ponownie stać się jednym z głównych pól wojny handlowej między USA a Unią Europejską.