fot. KIA

Wydaje mi się, że samochód nadal jest wyrazem osobowości jego użytkownika, więc z tego prostego powodu kierowcy będą chcieć mieć auta na własność – mówi Danucie Walewskiej prezes Kia Motor Europe.

Jak będzie wyglądała oferta Kia Motor za pięć lat?

Będziemy mieli w ofercie auta z napędem alternatywnym: hybrydy ładowane z gniazdka, klasyczne, auta elektryczne w 100 procentach, napędzane wodorem, ale jest również miejsce zarówno na benzynę, jak i na diesla. Ich wykluczenie byłoby poważnym błędem. Oferta musi być wyważona, tak jak rozkłada się popyt. Mało który producent może sobie w tej chwili pozwolić na to, żeby zrezygnować z jakiegoś segmentu rynku.

fot. KIA

Czy jednak taka strategia nie jest zbyt kosztowna? Zwłaszcza w przypadku wodoru. Kiedy była benzyna i diesel, wszystko wydawało się proste. Jak w tej sytuacji widzi pan technologię przyszłości?

My widzimy wielką szansę w wodorze, który – naszym zdaniem – jest najbardziej efektywny. Ale musi potrwać, zanim ten rodzaj napędu rzeczywiście zacznie się liczyć na rynku. To paliwo proste w eksploatacji, bo wodór tankuje się tak samo jak benzynę. Czysto elektryczne auta na razie sprawiają kłopoty kierowcom, bo nadal nie ma wystarczającej infrastruktury. Potrzebny jest czas na ponowne naładowanie baterii, trzeba pilnować, czy zasięg auta jest wystarczający, wielką rolę odgrywa więc psychologia. Nie jestem pewien, czy wszystkim kierowcom to się podoba.

CZYTAJ TAKŻE: Dieter Zetsche, prezes Daimler AG: Proszę się nie obawiać, Mercedesy nie znikną z rynku…

Ma pani rację, mówiąc, że technologia wodorowa na razie jest bardzo droga i gdybyśmy chcieli już teraz wprowadzić takie auta do sprzedaży, niewielu byłoby chętnych do ich kupowania. Ale auta elektryczne kilka lat temu też były bardzo drogie i znacząco staniały w miarę upowszechniania technologii. Zapewne szersze wprowadzenie oferty napędu wodorowego potrwa dłużej, niż było to w przypadku elektryków, nawet ze wszystkimi ograniczeniami e-napędu.

Czy nie zmieni to również systemu pozyskiwania komponentów? Czy nie będzie tak, że więcej z nich będzie pochodziło od zupełnie nowych dostawców, zwłaszcza z sektora IT , którzy dotychczas nie mieli nic wspólnego z motoryzacją?

Zawsze tak było, że część komponentów pochodziła z zewnątrz, ale z czystej przezorności rozsądnie było produkować przynajmniej część z nich we własnej firmie bądź w takiej, która jest z nami powiązana kapitałowo. Tyle że własne komponenty zawsze oznaczają zaangażowanie potężnego kapitału, a żeby mieć taki kapitał, trzeba być globalnym graczem z wystarczającą sprzedażą i przychodami, żeby takie bezpieczeństwo można było sobie zapewnić. Także utrzymanie własnego działu badań i rozwoju jest związane z potężnymi wydatkami finansowymi. W takim wypadku rozsądnym wyjściem jest przejęcie takiej firmy bądź stworzenie z nią joint venture.

CZYTAJ TAKŻE: Linda Jackson, prezes Citroëna: Nie jest łatwo dzielić się autem na wsi

W strategii Kia Motor widać, że dość gładko wyrośliście już z najniższego segmentu rynku i dobrze sobie radzicie w średnim, zresztą najbardziej teraz zatłoczonym. Jak daleko sięgają wasze ambicje? Nie ma pan pokusy, żeby tak jak Volvo zaatakować segment premium? Może też się uda?

Rzeczywiście staramy się bardzo poprawić wygląd naszych aut, pozyskiwać nowe technologie, nie mówiąc już o skoku jakościowym, jakiego musieliśmy dokonać, wprowadzając gwarancję na siedem lat. Czyli tak, to prawda. Nieustannie pracujemy nad wizerunkiem marki. Ale nie jesteśmy ani nie chcemy stać się marką premium. Nie zmienia to faktu, że zamierzamy się rozwijać, zwiększać sprzedaż i sięgać po technologie, które wykorzystują również marki premium. Jesteśmy też w pełni przygotowani do tego, by sprostać wymaganiom Unii Europejskiej, jeśli chodzi o normy środowiskowe, właśnie ze względu na wszystkie rodzaje napędu, o których mówiłem wcześniej. Dodatkowo co roku mamy jakiś nowy model do zaoferowania.

Paul Philpott, szef Kia Motors UK i Emilio Herrera, prezes Kia Motor Europe / fot. KIA

Jak długo taka strategia będzie wystarczająca?

Sam sobie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Na razie działa.

A nie kusi pana marża, jaką mają marki premium?

Bardzo mi się podoba (śmiech), ale wiem, na ile nas stać i byłoby niesłychanie trudno próbować z nimi konkurować. Przecież nie brakuje na rynku producentów, którzy się na to porywali, nie poradzili sobie, więc patrząc na ich porażki, uważam, że powinniśmy robić to, w czym jesteśmy dobrzy. Między innymi w tym, żeby udostępnić najbardziej zaawansowane technologie.

CZYTAJ TAKŻE: Peter Schoppmann, dyrektor sprzedaży Rolls Royce: Poznań ważniejszy od Paryża

Swoje reklamy Kia adresuje przede wszystkim do młodych ludzi, a to oni właśnie mówią, że auta na własność nie są im potrzebne. Nie obawia się pan takiej zmiany kulturowej?

Musimy do nich dotrzeć, tak samo jak do tych, których w Kii nazywamy „młodych duchem”. Dla mnie wiek konsumenta nie jest ważny, ale chcemy być postrzegani jako firma o młodym wizerunku i z tą myślą oferujemy konkretny design auta i jego wyposażenie.

CZYTAJ TAKŻE: Carlos Tavares, prezes Grupy PSA: Jeszcze trochę brakuje, by Opel mocno stanął na nogach

Jak w takim razie zamierza pan sprzedawać auta w przyszłości?

Dilerzy pozostaną w centrum naszego łańcucha sprzedaży. Bo przecież nie ja szukam klientów i nie ja sprzedaję im auta. To należy do nich. Nie jestem też przekonany, że nagle gwałtownie wzrośnie liczba samochodów sprzedawanych przez internet. Kiedy ktoś kupuje auto, chce go dotknąć, wsiąść do niego, najczęściej także przetestować na drodze. Konsumenci również będą chcieli oddać swoje używane auto w zamian za rabat przy zakupie nowego. Nie mówiąc już o tym, że przecież przy każdej transakcji zakupu są negocjacje cenowe. Przecież kupno samochodu nie jest takie proste, jak kupno książki. To akurat bez problemu można zrobić online. Chociaż oczywiście diler musi być online. Musi mieć również tradycyjny salon samochodowy, tak samo jak i punkt serwisowania. W Kii mówimy, że w naszych sieciach niezbędne będą salony w centrach miast. Takie, do których można wejść z ulicy, by obejrzeć auto, zamiast konieczności jazdy na obrzeża wielkich metropolii. Mamy już taki salon np. na paryskich Polach Elizejskich, gdzie pokazujemy naszą ofertę aut elektrycznych. To kosztowne rozwiązanie, ale się opłaca. Bo Pola Elizejskie mają ekspozycję nie tylko na Francję, tam przewijają się ludzie z całego świata.

Nieustannie pracujemy nad wizerunkiem marki. Ale nie jesteśmy ani nie chcemy stać się marką premium. Nie zmienia to faktu, że zamierzamy się rozwijać, zwiększać sprzedaż i sięgać po technologie, które wykorzystują również marki premium

Diler przyszłości powinien mieć taki showroom w sercu miasta, tradycyjny salon na obrzeżach i sprawnie funkcjonujący punkt serwisowania aut. Natomiast wszyscy dilerzy muszę się przygotować na inne metody kontaktu z klientem. Kiedy byłem małym chłopcem i ojciec chciał kupić auto, chodziliśmy przynajmniej do pięciu salonów. Dzisiaj, zanim klient pójdzie do salonu, dobrze sobie obejrzy auto w internecie. A kiedy już będzie miał wyrobiony pogląd, pojedzie do dilera i zada mu wszystkie kluczowe pytania.

Rynek motoryzacyjny także się bardzo zmienia: mamy współużytkowanie aut, które staje się coraz popularniejsze, wynajem samochodów. Jesteście przygotowani na nowe formy mobilności?

Mam nadzieję, że właśnie te nowe formy mobilności będą dla nas nową szansą. Kia ma już swoją firmę w Madrycie zajmującą się udostępnianiem samochodów do współużytkowania, planujemy ten udany projekt powielić w innych miastach. Mamy również system leasingu samochodów, przyglądamy się działającemu w USA systemowi abonamentów, kiedy wynajmuje się auto np. na miesiąc z opcją przedłużenia na pół roku. Taki system działa już np. u Porsche, który oferuje 911 na pół roku, a potem można w ramach tego samego abonamentu jeździć Panamerą czy Cayenne. A dodatkowo wydaje mi się, że samochód jest nadal również wyrazem osobowości jego użytkownika, więc z tego prostego powodu kierowcy będą chcieć mieć auta na własność. Chociaż w centrach dużych miast popularniejszą formą mobilności będzie zapewne współużytkowanie bądź wręcz korzystanie z aut autonomicznych.

Kto ucierpi na takiej zmianie kulturowej?

Ofiary będą z pewnością. W autach z napędem elektrycznym niepotrzebny jest olej, filtry. Czyli w usługach posprzedażnych trzeba się liczyć ze spadkiem przychodów. W Kii zamierzamy w najbliższej przyszłości wprowadzić komunikujące się ze sobą i otoczeniem. Część z tych komunikatów to będą informacje dla producenta o technicznym stanie pojazdu, a my w zamian będziemy mogli przekazywać znacznie więcej informacji, niż jest to obecnie w systemie OnStar. Właśnie w najnowocześniejszych technologiach widzimy szansę.

Czy więc Kia wybiera się na Salon Elektroniki Użytkowej w Las Vegas?

Oczywiście. Musimy tam być.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Tesla: Produkcja Modelu 3 w namiocie

Fali krytyki, która spadła na szefa Tesli, Elona Muska, po części jest winien sobie ...

Wolno przez Islandię

Na Islandii obowiązuje dodatkowe ograniczenie prędkości, obejmujące drogi szutrowe. Ale co się dziwić, skoro ...

Premiery 2019 | Alfa Romeo: Dwie ważne nowości

Alfa Romeo powoli wstaje z kolan. Obecnie w programie są trzy modele: Giulia, Stelvio ...

Harleye z Tajlandii

Amerykański producent kultowych motocykli Harley-Davidson ogłosił zamiar uruchomienia fabryki w Tajlandii, która ma produkować ...

Ford Mustang Shelby GT500: Najmocniejszy Mustang wszechczasów

Nowym, topowym modelem w stajni Mustangów jest Shelby GT500. Napędzany silnikiem V8, doładowany kompresorem, ...

Suzuki Vitara: 30 lat tradycji

Vitara jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych crossoverów na rynku. Zadebiutowała w 1988 r. i ...