To prawda niezmienna od wieków. Nieważne, czy mówimy to o życiu uczuciowym czy materialnym. Niestety uczymy się dopiero na własnych błędach i choć chcielibyśmy, aby było inaczej, to tak się nie dzieje. To parszywe uczucie dopadło również i mnie. Niestety, w codziennym pośpiechu przestałem doceniać to, co zawsze było ważne. Co sprawiało, że nawet w gorszych chwilach pojawiał się uśmiech. Tym czymś był samochód. Tak, zapewne zaraz powiecie, że przecież on nie zniknął. Ale… Czy nie macie wrażenia, że nowa motoryzacja staje się nijaka?
Fot. Maciej Gis
Przesiadając się z auta do auta zachwycamy się większymi ekranami, nowymi funkcjami czy coraz bardziej wyrafinowanymi systemami bezpieczeństwa, które odbierają nam resztki swobodę. To takie zapychacze, które mają nam przesłonić tą ciemniejszą stronę. Silniki zaczynają mieć coraz mniejszą pojemność, tnie się ich moc, by stały się bardziej ekologiczne. Stąd coraz rzadziej – mimo technologicznego blasku – chciałoby się zostać na dłużej z którymś z tych pojazdów Po prostu posiedzieć, przejechać się i osiągnąć w nim stan idealny lub choć mu bliski.
Zatrzymaj i doceń
Ostatnio, po bardzo długim czasie, miałem okazję przypomnieć sobie w jakimś stopniu ten stan. Udało się to za kierownicą BMW M140i. Nie jest to auto idealne. Jego kształt dla niektórych może być pokraczny, zwłaszcza tylne lampy, które w pierwszym momencie wydają się zaburzać proporcję małej bryły auta. Do tego dochodzi kwestia unifikacji, która sprawiła, że z przodu jedynka nie różni się znacząco od pozostałej gamy modelowej.
Fot. Maciej Gis
Fot. Maciej Gis
Jest jednak coś co sprawia, że ten pojazd jest wyjątkowy. Został stworzony jeszcze według starych reguł. Ma napęd na cztery koła – ale dla odważnych jest też wersja z tylnym napędem – automatyczną, dobrze zestopniowaną, 8-biegową skrzynię biegów oraz serce zrodzone ze szkoły 6-cylindrowych rzędówek, którą opuszczają właśnie ostatnie roczniki. Tak, pod maską tego malca pracuje 3-litrowa, podwójnie doładowana jednostka napędowa generująca bagatela 340 koni mechanicznych i 500 Nm maksymalnego momentu obrotowego.
CZYTAJ TAKŻE: Renault Megane R.S.: Radość Specjalna
Szybki jak błyskawica
Jak sami się domyślacie jest to taka moc, która sprawia, że auto nie jedzie, a wręcz frunie. Ruszając z procedury startowej czuć jak mięśnie przy kręgosłupie wykonują gigantyczną pracę, próbując utrzymać wszystko na swoim miejscu. Jednak to nie pierwsza setka robi wrażenie (osiąga ją w zaledwie 4,4 sekundy), a to jak pomiędzy 100 a 200 km/h wskazówka przemieszcza się praktycznie bez oporów, a jej sprint kończy się dopiero przy 250 km/h i to wyłącznie przez elektroniczny „kaganiec”. Ten samochód przypomina, jak duży respekt trzeba mieć przed mocnym autem mimo napędu na obie osie xDrive.
fot. Maciej Gis
Z jednej strony to dobry kompan w codziennych wojażach. Mimo stosunkowo twardego zawieszenia, które sprawia, że w trybie „sport” przy większych prędkościach auto ma tendencje do podskakiwania, można nim pojechać po przysłowiowe „bułki” do sklepu czy wybrać się w daleką podróż bez obawy o finansową ruinę. Tak, doświadczyłem tego na własnej skórze pokonując nim ponad tysiąc kilometrów (w trasie udało mi się osiągnąć wynik 9 l/100 km w cyklu mieszanym).
fot. Maciej Gis
Z drugiej zaś to wcielony diabeł – za około 300 tys. zł, uwzględniając opcje dodatkowe – który tylko czyha, aby ujawnić swoją prawdziwą naturę. Wystarczy jedna myśl, która przerodzi się w reakcję nogi i dociśnięcie pedału przyspieszania, aby po chwili zobaczyć na prędkościomierzu…. Do szczęścia w tym modelu (przynajmniej testowym) brakuje jedynie odpowiedniego wydechu, który w odpowiednim momencie wyda charakterystyczny dźwięk strzału,albo zabulgocze, jak to powinno być przy tym silniku.
CZYTAJ TAKŻE: Ford Fiesta ST: Pokaż język!
A jednak mi żal…
BMW M140i to genialny samochód, który – jak mówi hasło reklamowe tej marki – daje radość z jazdy. Do tego uczy pokory i pokazuje, że nie jest to dla każdego. Przez to z pewnością zalicza się do grona pojazdów „hot”, dających uśmiech, który utrzymuje się na długo po zgaszeniu silnika za pośrednictwem krwistego przypisku start/stop.
fot. Maciej Gis
Choć jest to wyzwalacz uśmiechu, to we mnie wzbudza on smutek. Dlaczego? Kiedyś oglądałem odcinek Top Gear’a, w którym Jeremy Clarkson testował Astona Martina Vantage z silnikiem V12 pod maską. Jak łatwo się domyślić, już sama nazwa Aston Martin wzbudza emocje i to te pozytywne. W tym przypadku nie było jednak typowych „wygłupów”, do czego przyzwyczaił nas ekipa z Top Gear. Była to melancholijna opowieść o tym, jak przez normy emisji spalin odchodzi kolejny wspaniały pojazd i już nigdy nie powróci.
CZYTAJ TEŻ: BMW M4 Competition: Gdy M to za mało
Z BMW M140i jest podobnie. Jest to ostatni przedstawiciel swojego rodu, który został zbudowany z ideą, która towarzyszyła nam przez lata. Lata, które były najlepszymi dla rozwoju motoryzacji, kiedy nad rozsądkiem górowały emocje. Jeżdżąc tą wyjątkową maszyną przypomniałem sobie, jakie to były wspaniałe czasy. Szkoda tylko, że zacząłem dostrzegać to tak późno, kiedy kres tego co tak wyjątkowe i niezwykłe widać coraz wyraźniej Tak naprawdę w tym szalonym biegu nikt nawet nie zatrzyma się na chwilę i nie pomyśli o tym, że to co tu widzi jest już historią, którą powinno się docenić.
BMW M140i xDrive
| Wymiary (długość, szerokość, wysokość cm) | 432,4/176,5/142,1 |
| Rozstaw osi (cm) | 269 |
| Silnik | R6, 2998 ccm, benzyna |
| Moc | 340 KM (250 kW) przy 5500 obr/min |
| Maks. moment obrotowy | 500 Nm |
| Prędkość maks. (km/h) | 250 |
| Przyspieszenie 0-100 km/h w s. | 4,4 |
| Zużycie paliwa (dane producenta, miasto, trasa, mieszany) l/100 km według cyklu NEDC | 9,8/6,0/7,4 |
| Pojemność bagażnika (l) | 360 |
| napęd | xDrive |
| cena od (xDrive) | 215,1 tys. zł |