Latem 2025 r. Stany Zjednoczone i Unia Europejska uzgodniły porozumienie handlowe, nazywane umową z Turnberry (od szkockiego ośrodka golfowego Donalda Trumpa, w którym doszło do politycznego przełomu). Jednym z najważniejszych elementów było obniżenie amerykańskich ceł na europejskie samochody z 27,5 proc. do 15 proc. Europejska branża przyjęła ten ruch ostrożnie, ale z wyraźną ulgą, bo dawał on przynajmniej częściową przewidywalność w relacjach z największym pozaeuropejskim rynkiem zbytu. ACEA podkreślała wtedy, że potwierdzenie 15-procentowej stawki jest pozytywnym krokiem, ale Komisja Europejska powinna bez zwłoki wdrażać unijne zobowiązania.

To porozumienie miało być kompromisem po wcześniejszej eskalacji celnej. Stany Zjednoczone wcześniej nałożyły 25-procentowe cła na auta z UE, stal i aluminium oraz 20-procentowe cła na inne europejskie towary… po czym obniżyły część stawek, dając sobie i Brukseli czas na rozmowy.

Powrót do ceł na europejskie auta

1 maja Trump ponownie zaczął grozić cłami. Zapowiedział, że podniesie stawki na samochody osobowe i ciężarowe z UE do 25 proc., oskarżając Brukselę o niewywiązywanie się z porozumienia. Według Bloomberga prezydent USA twierdził, że Unia nie w pełni zastosowała się do umowy handlowej negocjowanej z Waszyngtonem.

W kolejnych dniach administracja USA zaostrzyła przekaz. Przedstawiciel USA ds. handlu Jamieson Greer powiedział w CNBC, że Waszyngton będzie kontynuował plan podniesienia ceł na import samochodów z UE z 15 do 25 proc., choć rozmowy z europejskimi i niemieckimi urzędnikami trwają. Według Reutersa Greer przedstawił tę decyzję jako element szerszych negocjacji handlowych i zarzucał Unii opóźnienia we wdrażaniu ustaleń.

Komisja Europejska odrzuciła amerykańskie zarzuty. Według Reutersa KE zakwestionowała twierdzenia Trumpa o niewywiązywaniu się przez Unię z porozumienia i zapowiedziała, że rozważy środki ochronne, jeśli Stany Zjednoczone podejmą działania sprzeczne z umową.

W poniedziałek rzecznik Komisji Europejskiej Thomas Regnier tonował nastroje, ale nie zostawił wątpliwości, że Bruksela nie zamierza przyjąć jednostronnej zmiany zasad. Jego kluczowy przekaz brzmiał: „Jesteśmy najbardziej wiarygodnym partnerem na świecie”. Dodał, że UE wdraża wspólne oświadczenie od pierwszego dnia i pozostaje zaangażowana w realizację zobowiązań. Ten sam przekaz zawierał też ostrzeżenie: Komisja ma opcje, by chronić interesy Unii, a jej działania mają służyć firmom i obywatelom po obu stronach Atlantyku.

Europejska motoryzacja znalazła się w centrum sporu, bo to właśnie ona najbardziej odczułaby powrót wyższych ceł. Już po pierwszej zapowiedzi Trumpa niemiecki związek VDA wezwał USA i UE do szybkich rozmów oraz respektowania obowiązującego porozumienia. Szefowa VDA Hildegard Müller ostrzegła, że koszty dodatkowych ceł byłyby ogromne i prawdopodobnie uderzyłyby także w konsumentów w Stanach Zjednoczonych.

Podobny ton przyjęła ACEA. Dyrektorka generalna organizacji Sigrid de Vries ostrzegała, że powrót do 27,5-procentowych ceł i otwarty, przedłużający się spór handlowy byłyby głęboko szkodliwe dla europejskich producentów, pracowników sektora i całej gospodarki UE.

Sprzedaż samochodów

Sprzedaż samochodów

Foto: AdobeStock

Niemiecka motoryzacja najbardziej zagrożona

Największe ryzyko ponoszą niemieckie koncerny. Reuters podał, że po wznowieniu gróźb celnych akcje Porsche, BMW, Mercedesa-Benz i Volkswagena spadały o 2–3 proc., a europejski indeks sektora motoryzacyjnego i części obniżył się o 2,3 proc. Według analityków nowe cła mogłyby kosztować niemieckich producentów około 2,6 mld euro zysku operacyjnego, a szczególnie wrażliwe są marki takie jak Audi i Porsche, które nie mają dużej produkcji w Stanach Zjednoczonych.

Osobne szacunki cytowane przez Reutersa mówią, że podniesienie ceł mogłoby kosztować niemiecką gospodarkę prawie 18 mld dol. utraconej produkcji. To pokazuje, że spór nie dotyczy tylko cenników w salonach, ale całych łańcuchów dostaw, miejsc pracy i inwestycji przemysłowych.

Co dalej? Część państw UE chce szybko sfinalizować unijną część porozumienia z USA, aby uniknąć eskalacji. Według Reutersa większość krajów członkowskich opowiada się za przyspieszeniem prac, ale Parlament Europejski chce zabezpieczeń, które mają chronić Unię przed kolejnymi jednostronnymi ruchami Waszyngtonu.

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz mówił, że Amerykanie mają swoją część gotową, a Europejczycy jeszcze nie, dlatego liczy na możliwie szybkie porozumienie. Z kolei Bernd Lange, przewodniczący Komisji Handlu Międzynarodowego Parlamentu Europejskiego, uznał groźby Trumpa za niedopuszczalne i argumentował, że obecna sytuacja wzmacnia potrzebę zabezpieczeń po stronie Parlamentu.

Bardziej ostrożne stanowisko prezentują eksperci od polityki handlowej. Ignacio García Bercero z think tanku Bruegel, były główny negocjator handlowy UE, ocenił, że groźba celna może być próbą wymuszenia szybszego porozumienia. Jego zdaniem Unia nie powinna ulegać presji ani dążyć do eskalacji, tylko poświęcić na uzgodnienia tyle czasu, ile potrzebuje.

Sprzedaż samochodów

Sprzedaż samochodów

Foto: AdobeStock

Polska odczuje skutki wojny celnej pośrednio

Co z Polską? Polska nie eksportuje do USA gotowych samochodów na taką skalę jak Niemcy, ale jest integralną częścią europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Polskie firmy produkują części, komponenty, systemy i podzespoły trafiające do aut montowanych w innych krajach UE. Dlatego wojna celna uderzyłaby także w dostawców znad Wisły – nawet jeśli nie zawsze bezpośrednio.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oceniał, że 25-procentowe cła na auta z UE byłyby „złą wiadomością” dla Polski. Ten punkt widzenia jest logiczny: słabszy eksport niemieckich czy francuskich aut do USA oznacza mniejsze zamówienia w całym łańcuchu dostaw, w tym u polskich podwykonawców.

Czytaj więcej

Motoryzacyjna Polska 2026 – kto trzyma ster, kto przyspiesza

Cła to element większej gry handlowej USA

Choć formalnie mowa o samochodach osobowych i ciężarowych, stawka jest szersza. Greer mówił, że cła na auta są tylko jednym z elementów większej układanki handlowej, a do lata mają zakończyć się amerykańskie postępowania dotyczące rzekomych nieuczciwych praktyk handlowych UE.

Równolegle rośnie napięcie polityczne. Eskalacja celna pojawia się w momencie napięć wokół działań USA w rejonie Cieśniny Ormuz i chłodniejszych relacji z częścią europejskich stolic. Gospodarka, bezpieczeństwo i polityka zagraniczna zaczynają się mieszać w jednym tyglu.

Co dalej? Formalnie, według doniesień z początku tygodnia, nowe cła nie zostały jeszcze wdrożone. Trump zapowiedział ich podniesienie, a Greer potwierdził zamiar realizacji planu, ale dokumenty wykonawcze nie zostały jeszcze podpisane.

Czytaj więcej

Volkswagen ID. Polo: powrót do korzeni i nowa nadzieja miejskiej mobilności

Czy UE i USA unikną nowej wojny handlowej?

Najbliższe dni będą więc testem dla obu stron. UE chce pokazać, że jest stabilnym partnerem, ale nie może pozwolić, by Waszyngton jednostronnie zmieniał warunki. USA próbują wymusić szybsze działania po stronie Brukseli i Parlamentu Europejskiego. Branża motoryzacyjna ostrzega natomiast, że rachunek za ten spór zapłacą nie tylko koncerny, ale także pracownicy, dostawcy i konsumenci. To może być początek nowej odsłony konfliktu celnego. Stracą i branża, i konsumenci.

Czytaj więcej

Koniec z „all inclusive”. Renault Trafic Wavecamper - tak smakuje wolność