Reklama

Auta elektryczne psują się rzadziej niż samochody z napędem spalinowym

Na drogach rośnie liczba samochodów z napędem elektrycznym. Według Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych, w końcu lipca 2022 r. liczba zarejestrowanych aut czysto elektrycznych przekroczyła 24,7 tys.

Publikacja: 06.09.2022 11:10

Auta elektryczne psują się rzadziej niż samochody z napędem spalinowym

Foto: mat. prasowe

Od stycznia do końca sierpnia przybyło ich aż 97 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. I choć w łącznej liczbie nowych aut trafiających na drogi samochody elektryczne mają wciąż bardzo mały udział, problem ich serwisowania na trasie staje się coraz poważniejszy: im więcej aut, tym większe staje się prawdopodobieństwo ich awarii. Dlatego ich posiadacze powinni zapewnić sobie odpowiedni zakres pomocy firmy ubezpieczeniowej.

Według Mondial Assistance, o ile samochody elektryczne na ogół psują się rzadziej niż auta z napędem spalinowym, o tyle ewentualna ich awaria gdzieś na trasie jest trudniejsza do usunięcia. Zepsute e-auto trzeba więc holować do warsztatu, a to może oznaczać większą odległość. Tam z kolei naprawa zwykle trwa przeciętnie dłużej, niż w przypadku tradycyjnych aut. Potwierdzają to analizy firmy konsultingowej McKinsey&Company z rynku brytyjskiego: okazuje się, że koszty naprawy „elektryków” są o 32 proc. wyższe niż aut spalinowych o podobnej wartości i wieku. Naprawa trwa z kolei przeciętnie o 14 proc. dłużej i ograniczaną liczebność warsztatów posiadających odpowiednie umiejętności.

Czytaj więcej

Maxus zadebiutuje w Polsce. Za marką stoi chiński gigant motoryzacyjny

- Posiadaczom aut elektrycznych zwracamy uwagę na dwa elementy: zapewnienie wyższych niż zwykle limitów odległości holowania samochodu po awarii lub wypadku, a także dłuższy okres na jaki powinien być udostępniany samochód zastępczy w takich sytuacjach – mówi Rafał Mrozowski, szef produktu i innowacji w regionie Europy Wschodniej w grupie Mondial Assistance. Zwłaszcza koszty naprawy po wypadku są bardzo wysokie. W przypadku elektryka łatwiej o przekroczenie progu jej ekonomicznej opłacalności i orzeczenie tzw. szkody całkowitej.

Tym, co może spotkać posiadaczy elektryków na trasie, to wyładowanie baterii. Jednak dzieje się to bardzo rzadko, a jeśli już się przydaży to o ile w przypadku samochodów spalinowych problem niespodziewanego braku paliwa rozwiązuje jego dowiezienie w kanistrze, o tyle w przypadku samochodu elektrycznego sprawa okazuje się poważniejsza. Klienci pytają ubezpieczycieli, czy są w stanie ładować auto mobilnymi ładowarkami. Okazuje się, że przy obecnej technologii nie jest to rozwiązanie najwygodniejsze, bo ładowanie w mobilnej stacji trwa nawet godzinę dłużej niż przewiezienie auta bezpośrednio do stacjonarnej stacji ładowania. W rezultacie do unieruchomionego auta przyjeżdża laweta, która zabiera go do stacjonarnej ładowarki.

Reklama
Reklama
Na prąd
Widzieliśmy Gigafactory Berlin od środka. Jak naprawdę działa europejska fabryka Tesli
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Na prąd
Ten model Volkswagena znika z rynku w USA. Okazał się kosztownym eksperymentem
Na prąd
Elektryczny sen pick-upów właśnie się kończy. Ameryka wraca do V8
Na prąd
Brytyjczycy wprowadzają podatek drogowy dla elektrycznych aut
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Na prąd
Premium na prądzie. Audi liderem rejestracji aut elektrycznych w Polsce
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama