Nowe zasady badań technicznych pojazdów, które wywrócą do góry nogami obecny system, szykują kierowcom władze UE. Ich radykalne zaostrzenie ma uszczelnić kontrole w Polsce, dziurawe jak sito: przepuszczające auta z powycinanymi filtrami DPF, niesprawnymi hamulcami, przekręconymi licznikami czy sprowadzane z zagranicy używane auta, które wcześniej zostały przeznaczone do kasacji z powodu wypadku. Pewna liczba przeglądów jest fikcyjna, bo kierowcy dostają pieczątkę bez pojawiania się na stacji.
Centralna baza badań technicznych ma utrudnić cofanie liczników
Po nowemu ma być znacznie trudniej. Przykładowo dotychczas używane dymomierze zostaną zastąpione przez precyzyjne liczniki cząstek stałych, które natychmiast wykryją uszkodzony filtr DPF lub jego brak. Pojawi się centralna baza danych badań technicznych, tworzona poprzez połączenie stacji diagnostycznych w wielu krajach systemem informatycznym, co pozwoli na skuteczniejszą kontrolę przebiegu. W Polsce to bardzo duży problem, bo należymy do największych importerów aut używanych, a w tych sprowadzanych odsetek cofniętych liczników sięga jednej czwartej, a w markach premium – nawet połowy.
Podczas kontroli wykorzystywany będzie także montowany od 2021 r. w nowych samochodach system OBFCM (On-Board Fuel Consumption Monitoring). Rejestruje on zużycie paliwa lub energii przez pojazd oraz średnią prędkość i całkowity przebyty dystans. Do tej pory dane z niego były wykorzystywane przez producentów podczas aktualizacji OTA lub napraw i przeglądów, ale będą mogły stać się podstawą do naliczania opłat emisyjnych.
Polska statystyka wygląda zbyt pięknie, by była prawdziwa
W Polsce nowe zasady będą odczuwalne znacznie boleśniej niż w krajach Zachodniej Europy. Otóż według danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK) w 2025 r. przeprowadzono w 5,5 tys. stacji diagnostycznych w Polsce 21,8 mln okresowych badań technicznych. Z tego zaledwie 450 tys. badań uzyskało wynik negatywny. To odsetek niewiarygodnie niski, zważywszy, że raport TÜV 2026, który objął ok. 9,5 mln przeglądów technicznych samochodów w Niemczech, wykonanych pomiędzy lipcem 2024 r. a czerwcem 2025 r., wskazał, że 21,5 proc. zarejestrowanych tam aut otrzymało wynik negatywny z powodu poważnych lub niebezpiecznych usterek. – Ogólna analiza raportu TÜV 2026 pokazuje, że nieco ponad jeden na pięć samochodów osobowych nie przeszedł przeglądu technicznego z powodu „znacznych” lub „niebezpiecznych usterek”, co stanowi wzrost o 0,9 punktu procentowego w porównaniu z rokiem poprzednim – komentuje największy niemiecki i europejski automobilklub ADAC.
Przy tym wiarygodność przeglądów w Polsce, w porównaniu z niemieckimi, podważa także średni wiek kontrolowanych samochodów. Z opublikowanego w połowie stycznia tego roku raportu Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że jeśli średni wiek samochodów osobowych w Niemczech wynosił na koniec 2024 r. 10,6 roku, to w Polsce był wyższy o połowę, wynosząc 15,2 roku. Zarazem gdy w niemieckim parku udział samochodów ponad 10-letnich stanowił niespełna połowę wszystkich aut na drogach (23,4 mln wobec 49,3 mln), to w Polsce prawie trzy czwarte (15 mln wobec 20,5 mln).
Przegląd rejestracyjny samochodu
Rynek aut używanych pod lupą. Polska ma problem z przejrzystością
Zaplanowane zmiany odbiją się nie tylko na posiadaczach aut, z których część nie przejdzie przeglądu po nowemu, ale także na stacjach diagnostycznych, zmuszonych do inwestycji w dodatkowe urządzenia pomiarowe. Te będą kosztować od 30 do 50 tys. zł, do czego trzeba będzie jeszcze doliczyć m.in. nowe oprogramowanie czy kalibrację urządzeń. Na wejście nowych zasad w życie przyjdzie jeszcze poczekać, bo na poziomie unijnym prawdopodobnie pojawią się dopiero w przyszłym roku, a potem będą wdrażane w krajach członkowskich. Ocenia się za to, że ich efektem może być zwiększenie bezpieczeństwa kupujących samochód na rynku wtórnym poprzez poprawę jego transparentności. A w tej kategorii Polska wypada fatalnie.
Weźmy dane carVertical: najbardziej transparentne rynki samochodów używanych znajdują się w Europie Zachodniej, a liderem jest Wielka Brytania. Zaledwie 2,3 proc. pojazdów poruszających się po brytyjskich drogach wykazuje oznaki manipulacji przebiegiem, a tylko 17 proc. ma odnotowane uszkodzenia. Dzięki ruchowi lewostronnemu odsetek importowanych samochodów wynosi jedynie 2,3 proc.
Kolejne kraje w rankingu transparentności rynku to Włochy, Niemcy, Szwajcaria i Francja, gdzie zakup używanego samochodu wiąże się z mniejszym ryzykiem. Przykładowo wskaźniki fałszowania przebiegu kształtują się w nich od 1,6 proc. w Szwajcarii do 2,9 proc. we Włoszech. Z kolei Łotwa (10,8 proc.) i Ukraina (9,5 proc.) odnotowały najwyższy odsetek fałszowania przebiegu w całej Europie, natomiast jeśli chodzi o ukrywane uszkodzenia, liderami są Polska (62,5 proc.) i Słowacja (62 proc.).
Czytaj więcej
Wraz z nadchodzącymi w ciągu najbliższych lat zmianami w przeglądach technicznych wielu właścicieli diesli stanie przed poważnym dylematem: co zrob...
Zakup auta w Polsce wciąż z dużym ryzykiem
Na polskim rynku wtórnym najpopularniejszym sposobem zakupu samochodu pozostaje transakcja z jego prywatnym właścicielem. Choć atutem tej formy jest cena, bo samochody sprzedawane prywatnie są tańsze niż te od dealerów, to minusem jest większe ryzyko dla kupującego, bo prywatni sprzedawcy nie podlegają takim zobowiązaniom jak firmy. Dlatego zakup samochodu na polskim rynku wtórnym, gdzie dominują prywatni sprzedający, wciąż jest mocno ryzykowny, jeśli właściciel nie ma starannie udokumentowanej historii.
CARFAX Polska podaje, że ofiarą oszustwa przy zakupie używanego auta padło kiedyś ponad 40 proc. badanych Polaków. 16 proc. ankietowanych padło ofiarą poważnego oszustwa, takiego jak fałszywe ogłoszenie, nieujawnione zastawy lub obciążenia dotyczące samochodu, mocno cofnięty licznik czy zatajone poważne uszkodzenia. Zdarzały się nawet próby sprzedaży pojazdu kradzionego lub ze sklonowanym numerem VIN. Kolejne 28 proc. doświadczyło drobniejszych przekrętów: niewielkich manipulacji przy przebiegu wystawionego na sprzedaż pojazdu czy nieujawnionych drobnych uszkodzeń.
Czytaj więcej
Norweski test NAF El Prix EV zweryfikował w letnich warunkach realny zasięg samochodów elektrycznych. Wiele modeli pokonało większy dystans niż dek...
Jeszcze bardziej pesymistyczne dane ma autoDNA: według tej wywiadowni, powołującej się na badania SW Research, aż 70 proc. nabywców pojazdów mogło doświadczyć celowej manipulacji ze strony sprzedających. Przy czym odsetek aut z powypadkową historią jest bardzo wysoki. W raportach autoDNA za 2025 r. odnotowano łącznie 449 tys. szkód, których sumaryczna wartość dla polskiej wersji językowej serwisu przekroczyła 6 mld zł. Liderem pod względem modeli sprawdzanych w autoDNA, dla których najczęściej notowano szkody, okazało się BMW serii 5, gdzie uszkodzenia notowano w 76,2 proc. wszystkich wygenerowanych raportów. Na drugim miejscu ulokowało się BMW serii 3 z wynikiem 70,6 proc. uszkodzonych aut, a podium zamknął Opel Insignia z wynikiem 70,3 proc.
Czytaj więcej
Dziś celem chińskich koncernów są nie tylko klienci, ale również symbole, które przez dekady budowały prestiż europejskich marek. Nürburgring, Good...