Reklama

Elektryczny Raj. Jak Alpy zamieniły się w gigantyczny ładowarkę

Zawsze miałem w głowie pewien motoryzacyjny obraz: Alpy, to arcydzieło natury. Podbój tych monumentalnych przełęczy – z Grossglockner na czele – wymagał tradycyjnego rodowodu: wielkiego silnika i bolesnego paragonu na stacji paliw. Nie tym razem.

Publikacja: 16.11.2025 10:01

Skoda Enyaq RS na trasie przełęczy Grossglockner

Skoda Enyaq RS na trasie przełęczy Grossglockner

Foto: mat. prasowe

Moje marzenie o alpejskiej epopei spełniło się w sposób, którego zupełnie się nie spodziewałem. Nie w ryku silnika, lecz w zaskakującej ciszy. Za kierownicą hiszpańsko-czeskiego duetu, który udowodnił, że w dzisiejszych czasach prawdziwa elegancja kryje się w efektywności, a nie w marnotrawstwie. Nigdy nie przypuszczałem, że legendarne Stelvio pokonam w Cuprze Tavascan, a Grossglockner – w Škodzie Enyaq RS.

Cupra Tavascan na pierwszym planie, a w tle Audi A6 e-tron i VW ID. Buzz

Cupra Tavascan na pierwszym planie, a w tle Audi A6 e-tron i VW ID. Buzz

Foto: mat. prasowe

Na elektryczną wyprawę wystartowałem Škodą Enyaq RS, dumnie reprezentującą segment „sportowego” SUV-a, który – choć waży całkiem sporo (2164 kg) to dzięki nisko osadzonej baterii prowadzi się z zadziwiającą zwinnością. Pierwszy cel to Grossglockner Hochalpenstrasse. To jest ten rodzaj drogi, gdzie każdy, kto myśli, że samochody spalinowe osiągnęły szczyt efektywności, zderza się z rzeczywistością. Tam, gdzie tradycyjna motoryzacja musi wytężać się i hałasować, wydobywając z siebie wszystko, co ma, elektryk po prostu śmiga w górę. Owszem, zużycie energii podczas podjazdu jest wysokie, ale przy zjeździe szykują się energetyczne żniwa.

Skoda Enyaq RS

Skoda Enyaq RS

Foto: mat. prasowe

Klucz do sukcesu leży w rekuperacji. Zjazd z Grossglockner był wspaniałym spektaklem. Skoda, niczym wytrawny księgowy, zaczęła odzyskiwać każdą kilowatogodzinę, którą zużyła na wjazd. To jest rewolucja w podróżowaniu: samochód spalinowy musi marnować energię na hamowanie, my ją zachowujemy. Dzięki temu w dalszą podróż ruszyliśmy z minimalną stratą. Co jeszcze ważne, jedna karta wystarcza do aktywacji ponad 900 tys. punktów ładowania w całej Europie, a planer podróży samochodu sam uwzględnia topografię i optymalizuje postoje. Postój na uzupełnienie energii trwa dziś średnio tyle, co przerwa na kawę.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wszyscy chcą być jak Škoda. Polska z dwucyfrowym udziałem, 3. miejsce w Europie

Przełęcz Grossglockner pnie się na wysokość 2758 m n.p.m.

Teraz nadszedł czas na zdobycie Stelvio. To jedna z najwspanialszych górskich tras. Kierowcę wita 48 ostrymi nawrotami, pnącymi się na wysokość 2758 m n.p.m. Tym razem za kierownicą Cupry Tavascan Endurance, która na tej trasie poczuła się jak ryba w wodzie. Natychmiast dostępny moment obrotowy i nisko położony środek ciężkości sprawiają, że prowadzenie po tych ciasnych serpentynach jest zaskakująco zwinne i satysfakcjonujące.

Przełęcz Grossglockner to jedna z najciekawszych i najpiękniejszych dróg w Europie

Przełęcz Grossglockner to jedna z najciekawszych i najpiękniejszych dróg w Europie

Foto: mat. prasowe

Podjazd pod górę znów był intensywny, a potem nadszedł zjazd. To była ostateczna demonstracja nowoczesnej technologii. Tavascan zmienił się w superładowarkę. System rekuperacji w modelach Grupy Volkswagen potrafi generować moc przekraczającą 100 kW, a w bardziej sportowych wersjach (jak np. Audi e-tron GT) jest to nawet 400 kW. To przekłada się na realny, odzyskany zasięg.

Cupra Tavascan

Cupra Tavascan

Foto: mat. prasowe

Podczas długiego zjazdu z przełęczy, Cupra osiągnęła to, co wydawało się być domeną perpetuum mobile: odzyskała energię w takim stopniu, że powróciła do wyjściowego stanu naładowania akumulatora odnotowanego na szczycie. Po przejechaniu 83 km bilans energetyczny się wyrównał. Oznacza to, że Alpy, z ich gigantyczną topografią, zostały faktycznie przekształcone w największą naturalną ładowarkę świata.

Reklama
Reklama

W góry elektrykiem taniej

Po przebyciu blisko 1800 km i podliczeniu kosztów (uwzględniając mieszane stawki, od taniego ładowania AC po droższe, ale niezbędne Ionity), ostateczny werdykt był jasny, choć lekko upokarzający dla miłośników spalinowej motoryzacji. Elektryczna podróż kosztowała, w zależności od modelu, od 446 zł do 653 zł. Dla porównania, ta sama trasa, pokonana przez nowoczesny samochód spalinowy (przy założeniu zużycia 8,5 l/100 km), oznaczałaby wydatki przekraczające 960 zł. Dzięki rozwojowi technologii, możliwościom ładowania z jednego roamingowego konta i genialnej inżynierii Alpy zostały pokonane nie siłą mocy silnika, a inteligencją elektryka.

Skoda Enyaq RS na szczycie

Skoda Enyaq RS na szczycie

Foto: mat. prasowe

Skoda Enyaq RS

Skoda Enyaq RS

Foto: mat. prasowe

Czytaj więcej

Cupra Tavascan: SUV, który wyznacza własne zasady
Za Kierownicą
Porsche 911 Spirit 70: 1500 egzemplarzy nostalgii. Test kolekcjonerskiego Porsche
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Za Kierownicą
Volvo XC90 T8 PHEV: Dojrzałość zamiast pośpiechu
Za Kierownicą
Škoda Enyaq RS 4x4: Fińska próba generalna
Za Kierownicą
Exlantix ET: Chiński SUV, który zawstydza Europę. Teraz chce ją wyprzedzić
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Za Kierownicą
BMW M2 z pakietem M Performance: Auto dla tych, którzy lubią jeździć
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama