Volvo ogranicza prędkość w swoich nowych samochodach do 180 km/h. To dobrze czy źle? Zdania na ten temat są podzielone. Przyglądamy się co o tym sądzi najszybszy naród świata.

Niemieccy kierowcy są przyzwyczajeni do dużych prędkości. Autobahny to najdłuższa sieć dróg na świecie pozbawionych limitu prędkości. Tak więc jeśli ktoś może oficjalnie narzekać na jakiekolwiek ograniczenia prędkości narzucone przez producentów aut to właśnie Niemcy. Z badania przeprowadzonego wśród użytkowników portalu Autoscout24 wynika, że większość niemieckich kierowców opowiada się za dobrowolnym zmniejszeniem prędkości nowych samochodach. 60 procent ankietowanych opowiedziało się za pomysłem Volvo i ograniczeniem prędkości do 180 km/h. Pozostali uczestnicy ankiety, czyli 40 procent było przeciwnym takiemu rozwiązaniu.

CZYTAJ TAKŻE: Volvo XC100: Największy SUV Szwedów już w 2023

Co drugi zwolennik ograniczenia uważa, że ​​zwiększy to bezpieczeństwo na drodze, a jedna trzecia ma nadzieję na niższą emisję CO2. Za to jeden na pięciu krytykujących takie rozwiązanie sądzi, że narzucanie limitu prędkości przez markę motoryzacyjną jest absurdalne, dopóki w Niemczech nie ma oficjalnego ograniczenia prędkości. 20 procent z grupy przeciwników uważa też, że ogranicznik prędkości użyty w Volvo nie przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa ani ochrony środowiska.

Wszystkie modele Volvo, które od teraz zostają zamówione mają wbudowane ograniczenie prędkości do 180 km/h. Pierwsze egzemplarze takich aut trafiają właśnie na polski rynek. Skoro Niemcy, którzy legalnie mogą poruszać się „ile fabryka dała” są w większości za ustanowieniem takiego ograniczenia prędkości, to tym bardziej nie powinno to przeszkadzać kierowcom w krajach, w których obowiązuje limit prędkości. Tak jednak nie jest i temat, chociażby w Polsce, budzi burzliwą dyskusję.

CZYTAJ TAKŻE: Test | Volvo S90 D5 AWD: Ceniąc wygodę, styl i święty spokój

A przecież poza Volvo jest sporo aut, które choć wyglądają na szybsze, to ich prędkość maksymalna jest znacznie niższa niż można by przewidywać.  Przykłady? Bardzo proszę. To większość modeli Lexusa (np. ES – V-max 180 km/h, RC 300h – 190 km/h), niektóre modele Toyoty, ale jest też wersja Forda Kugi, Honda CR-V, kilka modeli Hyundaia, Jeepów czy nowiutki Land Rover Defender z 200 konnym silnikiem, którymi nie pojedziemy szybciej niż 180 km/h

Pomijając aspekt łamania przepisów prawda jest taka, że dzisiaj, nie licząc niszy sportowych aut, coraz mniej klientów obchodzi taki parametr jak prędkość maksymalna. Odwrotnie niż 10 czy 20 lat temu. Dzisiaj już nawet dzieciaki nie zaglądają przez szybę żeby popatrzeć „ile wyciąga”. Firmy też kładą nacisk na inne tematy jak ochrona środowiska, spalanie czy gwarancja. Na plakatach kampanii reklamowych znajdziemy poziom emisji CO2, ale na pewno nie dane techniczne. Motoryzacja się zmienia i prędkość maksymalną jest jedną z tych zmian.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Po lesie na prądzie

Ruszył jeden z największych przetargów na zakup aut elektrycznych w Polsce. Stoją za nim ...

Nowy Hyundai i30 ma szansę stać się jednym z najbardziej popularnych samochodów flotowych w polskich firmach

Firmy będą powiększać swoje floty – prognozy fleet menedżerów w Polsce

W najbliższych 3 latach wzrosną zakupy hybryd, rozwinie się firmowy car sharing. Przeszło jedna ...

Prawie 30 proc. Polaków myśli o zakupie auta elektrycznego

Rośnie liczba Polaków zainteresowanych zakupem elektrycznego samochodu. Z raportu barometr Nowej Mobilności przygotowanego przez ...

96 procentowy spadek sprzedaży samochodów w Chinach

W pierwszej połowie lutego chiński rynek samochodowy praktycznie stanął w miejscu. W pierwszej połowie ...

Sprzedaż aut elektrycznych na świecie. Polska daleko w tyle

W pierwszej połowie roku Niemcy wysunęły się przed Norwegię na lidera sprzedaży aut elektrycznych ...

Jakie samochody kupują Australijczycy

Jaki samochód jest nr 1 w Australii? Specyfika terenu, odległości i potrzeb sprawia, że ...