Bez pracy na budowach większość firm zdoła wytrzymać najwyżej miesiąc. Potem zacznie się rozkręcać spirala upadłości.

Jest sto procent pewności, że obecna sytuacja przyczyni się do opóźnień w budowie dróg – tak prognozuje skutki epidemii koronawirusa dla branży budowlanej Polski Związek Pracodawców Budownictwa (PZPB). Ta perspektywa to czarny scenariusz nie tylko dla resortu infrastruktury odpowiedzialnego za realizację rządowego programu budowy dróg. Pandemia będzie miała dramatyczne skutki dla przedsiębiorstw budowlanych. W razie przestojów ogromnym problemem dla firm stanie się utrzymanie płynności finansowej. – Jeśli budowy zostaną zatrzymane, to skutki obecnego kryzysu będą wielokrotnie większe niż przez globalny kryzys gospodarczy, jaki miał miejsce blisko dekadę temu – ostrzega PZPB.

Sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. W piśmie wysłanym do ministrów rozwoju i infrastruktury w końcu ubiegłego tygodnia PZPB i Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa (OIGD) ostrzegają, że rosnąca absencja pracowników ograniczy zdolności produkcyjne branży. Z przygotowanych w poniedziałek analiz PZPB wynika, że liczba osób, które są na zwolnieniu lekarskim, wzrosła w ostatnim czasie o 300 proc., a korzystających z opieki nad dziećmi – o 200 proc. Na początku tygodnia nie było jeszcze pracowników pod nadzorem epidemiologicznym, ale w najbliższych dniach pojawią się w statystykach. Wystarczy, że u jednego z podwykonawców zachoruje pracownik, a cała grupa osób mających z nim kontakt zostanie poddana kwarantannie. W rezultacie nie wykonają etapu robót niezbędnych dla dalszych prac kolejnej firmy. Powstanie reakcja łańcuchowa, która może rozłożyć całą inwestycję.

CZYTAJ TAKŻE: Wirus zatrzymał w Polsce sprzedaż samochodów

Do tej pory przynajmniej kilkanaście firm informowało Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) o problemach z frekwencją pracowników i możliwych skutkach w postaci niedotrzymania terminów kontraktowych. – Monitorujemy sytuację na placach budów. Po zimie ruszyły wszystkie inwestycje, jedynie na kilku zadaniach widać ograniczone zaangażowanie kadrowe, ale nie wpływa to obecnie na postęp prac – poinformował Jan Krynicki, rzecznik GDDKiA. Ocena wpływu epidemii koronawirusa na poziom zaangażowania wykonawców i postęp robót ma być możliwa dopiero za jakieś dwa tygodnie. – Największy problem pojawi się wtedy, gdy pracownicy zaczną masowo chorować lub znajdą się w kwarantannie. I to zarówno w firmach budujących drogi, jak i w tych zajmujących się ich bieżącym utrzymaniem – powiedziała „Rzeczpospolitej” Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa (OIGD). Oznacza to problemy np. z naprawami, sprzątaniem itd. Są obawy o funkcjonowanie przedsiębiorstw w razie choroby osób z kadry zarządzającej. – Część przedsiębiorstw już teraz wyznacza osoby do ewentualnego zastępstwa. Przebieg wydarzeń jest jednak tak dynamiczny i nieprzewidywalny, że trudno przewidzieć, co będzie następnego dnia – dodaje Dzieciuchowicz. Ocenia się, że największe firmy w Polsce, nie mając obrotu na budowach, są w stanie przetrwać trzy miesiące. Jednak duża część wytrzyma nie dłużej niż miesiąc. Przy narastającej skali epidemii i braku efektywnej pomocy państwa zacznie się fala upadłości.

We wtorek w zarządach przedsiębiorstw budowlanych pojawił się kolejny problem: obawy o potencjalne skutki ograniczeń w poruszaniu się, jakie właśnie ogłosił rząd. Choć obowiązki związane z pracą są z zakazów wyłączone, część pracowników w związku z rozkręcającą się spiralą strachu i rosnącymi obawami o zakażenie może iść na zwolnienia lekarskie. Na razie jednak trudno prognozować potencjalną skalę takich działań. Problemem staje się malejąca liczba zatrudnianych na budowach cudzoziemców: z powodu zamknięcia granic dostępność pracowników ze Wschodu zmalała o jedną piątą. Rosnące kłopoty z pracownikami to jednak nie wszystko. W inwestycjach infrastrukturalnych zaczyna się pojawiać kłopot z dostępnością materiałów budowlanych i ich transportem. O ile teraz na głównych kontraktach infrastrukturalnych są jeszcze zapasy zrobione zimą, o tyle jeśli za kilka tygodni firmy budowlane nie będą miały pełnego dostępu do kopalni kruszyw, cementowni czy producentów stali, prace budowlane zaczną hamować.

CZYTAJ TAKŻE: Rusza sezon na budowach dróg. Może mieć dramatyczny przebieg

– Otrzymujemy sygnały, że wiele przedsiębiorstw dostarczających surowce może ograniczać, już ogranicza lub wstrzymuje produkcję. Będzie to miało poważny wpływ na możliwość terminowego wykonywania kontraktów, również po ustaniu epidemii – ostrzegają PZPB i OIGD. Z powodu zamknięcia granic ustało natomiast przynajmniej jedno zagrożenie. Jeszcze przed zamknięciem granic bardzo duże obawy budzili przedstawiciele firm włoskich, realizujących w Polsce kontrakty drogowe. Astaldi buduje warszawskie metro i tunel na S7 do Zakopanego, jeden z odcinków szybkich dróg buduje także Salini. Zarówno kontrahenci, jak i pracownicy administracji nie byli pewni, czy zatrudnieni tam Włosi stale przebywają w Polsce, czy też przypadkiem nie wyjeżdżają na weekend do ogarniętych koronawirusem Włoch. A z powodu relacji służbowych trzeba było się z nimi spotykać.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Porsche 911 Cabrio: Niebo nad głową za 70 tysięcy zł

Kiedyś znowu będzie lato, a wtedy będzie można się przesiąść do nowego Porsche 911 ...

Volvo Twin Engine – Łączy moc i ekonomię

W ostatniej dekadzie najdynamiczniej w samochodach rozwijały się multimedia, systemy bezpieczeństwa oraz silniki. Coraz ...

Suzuki jakich nie znacie

Suzuki to globalny producent motocykli , samochodów, pojazdów ATV i silników pozaburtowych. Koncern na ...

Turcy pomogli w ucieczce Ghosna. Pilot samolotu aresztowany

Władze tureckie zatrzymały 7 osób, w tym pilota, który siedział za sterami Bombardiera lecącego ...

BMW 440i cabrio: Mały mruczek

Są takie samochody, które trzeba powstrzymywać, bo bez tego łamały by większość ograniczeń, zwłaszcza ...

Ciężki los dealera

Najwięksi dealerzy samochodów osobowych tracą rynek, choć cały czas blisko co drugie nowe aut ...