fot. mat.pras.

W 2019 r. przyspieszy budowa infrastruktury ładowania samochodów elektrycznych. GDDKiA ogłasza pilotażowy przetarg na budowę ładowarek przy dwóch trasach szybkiego ruchu. Jednak na same auta w Polsce nie przybędzie zbyt wielu chętnych.

Infrastruktura ładowania samochodów elektrycznych w Polsce jest bardziej niż skromna. Europejskie Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych (EAFO) doliczyło się w ub. roku 836 ładowarek. Według Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA) liczba ogólnodostępnych i zweryfikowanych miejsc ładowania to ok. 350 stacji, z czego połowa ma szybkie ładowarki prądem stałym. W tym roku rozbudowa infrastruktury powinna jednak przyspieszyć.

AdobeStock

Ogłoszenie w poniedziałek przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) przetargu na stacje ładowania przy autostradzie A4 łączącej Wrocław z Katowicami i drodze ekspresowej S8 pomiędzy Wrocławiem a Łodzią ma „zelektryzować” jedne z najruchliwszych odcinków szybkich dróg. Ładowarki (po dwie sztuki) staną na ośmiu miejscach obsługi podróżnych (MOP) przy A4 (Krajków Południe, Krajków Północ, Przysiecz, Jankowice Wielkie, Wierzbnik, Prószków, Proboszczowice i Chechło) oraz na pięciu MOP przy S8 (Gózew Północ, Chojny, Dąbrowa Wielka, Jonas Północ i Jonas Południe).

270 tys. zł za punkt

Umowy z firmami, które dostarczą, zamontują i będą obsługiwać ładowarki, mają być podpisywane na 10 lat. W przetargu mogą wziąć udział operatorzy punktów ładowania samochodów elektrycznych lub dostawcy takich usług. Będą płacić GDDKiA czynsz określony w ofercie i pokryją koszty instalacji. GDDKiA szacuje, że zamontowanie jednej ładowarki pochłonie ok. 270 tys. zł. Uczestnicy przetargu dla zachowania konkurencyjności będą mogli składać oferty na co drugie MOP znajdujące się po tej samej stronie drogi.

CZYTAJ TAKŻE: Kosztowny urok elektromobilności

Jeśli pilotaż się powiedzie, GDDKiA w 2021 roku ogłosi kolejne postępowanie. Obejmie ono budowę systemu ładowania na pozostałych autostradach i drogach ekspresowych z terminem pełnej funkcjonalności w roku 2023. Łączne nakłady na stacje na 159 rozpatrywanych MOP mogłyby, według dzisiejszych cen, sięgnąć 86 mln zł.

– Ten pilotażowy przetarg jest pierwszym krokiem do celu, jakim jest uruchomienie punktów ładowania na wszystkich drogach szybkiego ruchu w naszym zarządzie – mówi „Rzeczpospolitej” rzecznik GDDKiA Jan Krynicki. Dyrekcja prowadzi m.in. rozmowy w sprawie instalowania ładowarek na stacjach Orlenu i Lotosu. Obydwa koncerny zaczęły montować swoje urządzenia pod koniec ubiegłego roku. Lotos w październiku uruchomił 12 punktów ładowania na autostradach A1 i A2 między Trójmiastem a Warszawą. To na razie test, ale w planach jest kolejnych 38 lokalizacji. W grudniu Orlen uruchomił pierwszą ładowarkę na swojej stacji w Siewierzu na trasie Katowice–Warszawa. Do końca pierwszego kwartału 2019 roku planuje oddać do użytku ok. 20 stacji szybkiego ładowania o mocy 50 i 100 kW. – W naszej zaktualizowanej strategii stawiamy m.in. na wdrażanie rozwiązań zeroemisyjnych. Jednym z nich jest program uruchomienia 150 stacji ładowania w miastach i przy trasach tranzytowych – mówi Jarosław Dybowski, dyrektor wykonawczy Orlenu ds. energetyki.

Według rzecznika GDDKiA Jana Krynickiego ten pierwszy przetarg ma pokazać potencjał rynku i możliwości wykorzystania zarządzanej przez GDDKiA infrastruktury w rozwijaniu elektromobilności. – Jest on skoordynowany z rozmowami z wieloletnimi dzierżawcami MOP, aby docelowo stworzyć na sieci dróg szybkiego ruchu możliwość komfortowego poruszania się pojazdami elektrycznymi – mówi Krynicki.

123RF

Na razie miasta górą

Obecnie większość ładowarek znajduje się w dużych miastach. Przy trasach łączących aglomeracje jest ich wciąż za mało, choć plany budowy sieci stacji ładowania przez Orlen i Lotos będą poprawiać sytuację. Stacje Orlenu mają obsługiwać wszystkie typy pojazdów elektrycznych oferowane na rynku europejskim i zostaną wyposażone w dwa złącza do ładowania prądem stałym (z wtyczką CHAdeMO oraz CCS), a także w złącze do ładowania prądem przemiennym (typ 2). Docelowo w 150 lokalizacjach na stacjach paliw znajdą się ładowarki o mocy 50, 100 i 150 kW, które będą przeznaczone zarówno do pojazdów elektrycznych, jak i hybrydowych. Jednocześnie będzie można tam ładować trzy samochody.

CZYTAJ TAKŻE: Nikt nie zainwestuje w elektromobilność tyle, co Volkswagen

Na przyspieszenie budowy infrastruktury powinna także wpływać coraz większa liczba firm chcących włączyć się w trend elektromobilności i plany rozwojowe obecnych operatorów. Przykładowo GreenWay Polska, największy operator stacji ładowania w kraju, zakończył 2018 r. z ponad dwa razy większą siecią niż na początku roku. Spółka zainstalowała 83 nowe stacje (w tym 68 własnych i 15 partnerskich), a ich łączna liczba wzrosła do 115. Nowe stacje uruchamiały spółki energetyczne: innogy, PGE Polska Grupa Energetyczna, Enea oraz Energa. Tauron, we współpracy z ING, zainstalował 23 terminale w Katowicach. Zamiar montażu ładowarek przy dworcach kolejowych ogłosiła Grupa PKP. Pierwsze stacje powstały już przy dworcach Katowice, Katowice Ligota, Gliwice i Częstochowa. Jak podaje PSPA, polskim rynkiem zainteresowani są także operatorzy międzynarodowi. Plany zainstalowania bardzo szybkich stacji ładowania w Polsce ogłosiły m.in. IONITY (joint venture Forda, BMW, Daimlera i Volkswagena) czy holenderskie Allego, realizujące projekt MEGA-E.

Potrzebne wsparcie

Inwestycje są jednak kosztowne. Dlatego operatorzy będą musieli wykorzystywać różne źródła finansowania, w tym pieniądze z UE. Przykładowo realizowany projekt Lotosu wart 1 mln euro jest współfinansowany do połowy kosztów z funduszy CEF (Łącząc Europę). O unijne wsparcie będą zapewne starać się firmy, które wygrają ogłaszany dziś przetarg GDDKiA. Z kolei dzięki dofinansowaniu z Europejskiego Banku Inwestycyjnego GreenWay planuje zainstalować łącznie 630 stacji.

CZYTAJ TAKŻE: Elektromobilność podniesie cenę mieszkań

Rozwój infrastruktury ma stymulować ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Określa ona minimalną liczbę punktów ładowania mających działać w końcu 2020 roku: 6 tys. standardowych, 400 punktów ładowania o dużej mocy oraz 70 stacji tankowania CNG. Jeśli budowa systemu według zasad rynkowych nie powiedzie się, ciężar rozwoju infrastruktury spadnie na operatorów sieci dystrybucyjnych.

Największym ryzykiem w rozbudowie sieci jest tymczasem brak zainteresowania samochodami elektrycznymi. Jak podaje Instytut Samar, w ub. roku zarejestrowano w Polsce zaledwie 637 nowych aut na prąd. To 0,12 proc. całej sprzedaży nowych aut osobowych. Popytu nie będzie, jeśli rząd nie zdecyduje się na dopłaty do elektryków, które przy obecnych cenach (najpopularniejszy model – Nissan Leaf kosztuje od 155,5 tys. zł) są nieopłacalne i dla klientów indywidualnych, i dla firm. Z kolei ekologiczny aspekt elektromobilnych planów rządu stoi w sprzeczności ze źródłem energii, która dalej ma być produkowana z węgla. [G]

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Nie uciekniemy z letnich korków

Rozkopane drogi i poślizg w budowie krajowego systemu zarządzania ruchem - nie będzie łatwo ...

Nowa Honda HR-V: Pożegnanie z dieslem

Najmniejszy SUV Hondy jeszcze w tym roku doczeka się modernizacji. Późną jesienią HR-V powinien ...

Premiery 2019 | Bentley: Plan na wyjście z kryzysu

W Polsce sprzedaż Bentleya ma się dobrze. Jednak globalnie marka przyniosła w ostatnim roku ...

We Wrocławiu koniec Vozilli. Carsharing nie wytrzymał konkurencji

Wrocławskie elektryki na minuty nie wytrzymały konkurencji. Miejski system wypożyczania samochodów elektrycznych kończy działalność ...

John Elkann: Nowy lider motoryzacyjnego świata z przypadku

John Jacob Elkann wcale nie miał zajść tak wysoko w biznesowej hierarchii. Nawet we ...

Turcja zainwestuje 3,7 miliarda dolarów w produkcję elektrycznego auta

W ramach budowy krajowego projektu samochodu elektrycznego Turcja ​planuje produkować 175 000 aut napędzanych ...