fot. AdobeStock

Przedstawiciele polskiej branży motoryzacyjnej zwrócili się do premiera Mateusza Morawieckiego o pomoc w ratowaniu krajowego rynku aut.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, wczoraj wysłany został list z prośbą o zmiany w przepisach, które pozwoliłyby przedłużyć sprzedaż pojazdów z tzw. końcowej partii produkcji. – Pierwsza fala pandemii koronawirusa spowodowała bezprecedensowe spadki sprzedaży pojazdów i ograniczenia w produkcji samochodów, a druga fala te problemy znacznie pogłębia. Dlatego naszym największym problemem są pojazdy stojące w magazynach, które na skutek spadku sprzedaży i zmiany przepisów nie będą mogły być sprzedane do końca 2020 roku – stwierdzają w liście prezesi trzech branżowych organizacji: Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), Związku Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych (ZPMiAP) oraz Związku Dealerów Samochodów (ZDS).

CZYTAJ TAKŻE: Niemcy: Cały rynek moto w dół. Dwie branże ze wzrostem sprzedaży

Chodzi o nawet kilkadziesiąt tysięcy samochodów, które zostały wyprodukowane w 2020 r., ale nie spełniają nadchodzących z początkiem 2021 r. nowych norm emisji Euro 6d. Co prawda, podobna sytuacja zdarza się przy każdej zmianie regulacji homologacyjnych: aby takie samochody mogły zostać wprowadzone na rynek, ustalana jest pewna ich pula – zależnie od wielkości sprzedaży w ostatnich 12 miesiącach – która będzie mogła zostać sprzedana już po wejściu w życie nowych zasad. Ale w tym roku sprzedaż aut drastycznie stopniała z powodu pandemii, więc pula końcowej partii produkcji byłaby bardzo mała. W rezultacie dużej części samochodów nie dałoby się już zaoferować klientom. – Oznacza to ogromne starty finansowe i perspektywę bankructwa dla niektórych przedsiębiorców oraz straty dla budżetu liczone w setkach milionów złotych. Zważywszy, że regulacja ta wchodzi w całej Europie, nie ma możliwości reeksportu tych pojazdów do innego kraju europejskiego – podkreślają w liście do premiera PZPM, ZPMiAP i ZDS.

fot. AdobeStock

To problem także pozostałych krajów unijnych. W skali całej UE może dotyczyć nawet 800 tys. aut. Sprawę natychmiast załatwiłaby decyzja Komisji Europejskiej zwiększająca końcową partię produkcji ze względu na skutki pandemii koronawirusa. Ale Komisja nie chce jej wydać, zrzucając ją na kraje członkowskie. – Problem w tym, że jest to rozporządzenie unijne, natomiast kraje członkowskie nie mają podstawy prawnej by w prosty sposób je zmienić. Tymczasem sytuacja jest nadzwyczajna przez pandemię – mówi Jakub Faryś, prezes PZPM. W liście do premiera pada więc konkretna propozycja rozwiązania problemu: potrzebna jest polityczna decyzja szefa rządu – jak twierdzą branże organizacje – polegająca na zgodzie na wprowadzenie w polskich przepisach modyfikacji rozporządzenia unijnego, która umożliwi sprzedaż wszystkich pojazdów wyprodukowanych w 2020 roku. Podobnie postąpiono już w większości krajów europejskich.

fot. AdobeStock

Rozmowy w tej sprawie są już prowadzone z Ministerstwem Infrastruktury oraz Transportowym Dozorem Technicznym. Ale kluczowa będzie decyzja Morawieckiego. Organizacja europejskich producentów ACEA już wcześniej apelowała do KE w imieniu krajów członkowskich o zwiększenie w tym roku końcowej partii produkcji, by ograniczyć straty rynku. KE najpierw zwlekała z odpowiedzią cztery miesiące, następnie przerzuciła decyzje co do zwiększenia sprzedażowych limitów końcowej partii produkcji na organy homologacyjne w poszczególnych krajach. Argumentowała, że ponieważ sytuacja w każdym państwie członkowskim różni się w zależności od czasu trwania ograniczeń i liczby objętych nimi aut, dlatego przygotowanie jednej uniwersalnej decyzji, obejmującej wszystkie kraje, byłaby błędem.

CZYTAJ TAKŻE: Produkcja i sprzedaż aut drastycznie się kurczą

Branża mocno krytykuje postawę KE. – W wielu krajach rządy wspierają sprzedaż aut, tymczasem unijni urzędnicy mogąc jedną decyzją załatwić sprawę, lekceważą sytuację. To jakiś absurd – mówił Rzeczpospolitej jeszcze w lipcu Marek Konieczny, prezes ZDS. Załamanie sprzedaży na europejskim rynku nowych samochodów ciągnie się od marca, który zakończył się spadkiem rejestracji na poziomie 55,1 proc. z powodu Covid-19. Kwiecień okazał się tym miesiącem, w którym unijny rynek sięgnął dna – liczba nowych rejestracji skurczyła się o 76,3 proc. Dopiero wrzesień przyniósł niewielki 3,1-procentowy wzrost sprzedaży, ale kolejna fala zakażeń znowu wyhamuje rynek. W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 r. sprzedano 7 mln samochodów, o blisko 2,9 mln mniej niż w pierwszych dziewięciu miesiącach 2019 r.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Jakimi nowymi drogami pojedziemy w 2020 roku

Sieć drogowa w Polsce cały czas się rozwija. W zeszłym roku otwarto 460 km ...

Toyota to marka numer 2 na polskim rynku

Wraca popyt na nowe auta

Po wrześniowym spadku, październik przyniósł poprawę na polskim rynku nowych samochodów. Jak podał Instytut ...

Europa może uniknąć karnych ceł w USA

Stany Zjednoczone mogą nie być zmuszone do nałożenia w listopadzie ceł na importowane pojazdy, ...

Samochody z importu nie takie złe

Na rynku wtórnym przybyło aut ze szkodami. Pomimo że oferta nieco odmłodniała i mamy ...

Na budowanej A1 już montują łapankę na kierowców

Nie uda się uruchomić nowej jezdni na całej długości autostrady A1 pomiędzy Tuszynem a ...

Audi: Samouczące się oprogramowanie zastąpi kontrolerów jakości

Audi sprawdza zastosowanie deep learning (samouczenie się maszyn) do wyszukiwania usterek podczas produkcji karoserii ...