Już pierwszy rzut oka na usportowionych przedstawicieli segmentu B zdradza, że zarówno Hiszpanie jak i Japończycy inaczej podeszli do własnych konstrukcji. Swift został zaprojektowany zdecydowanie bardziej zadziornie. Niewielkie, japońskie auto wyróżnia się w tłumie licznymi, dynamicznymi akcentami. To nie tylko wyraziste przetłoczenia, lecz również dwie niezależne końcówki układu wydechowego, wydatny spojler na szczycie pokrywy bagażnika, a także 17-calowe obręcze ze stopów lekkich z oponami w rozmiarze 195/45. Karoseria mierzy 389 centymetrów długości, 173,5 szerokości i 149,5 wysokości. Swifta można doposażyć w pełni LED-owe reflektory oraz przyciemnić boczne szyby.

""

Seat Ibiza FR i Suzuki Swift Sport.

moto.rp.pl

Ibiza wygląda grzeczniej. A szkoda, bo Seat ma bogate tradycje w budowaniu samochodów z logo Cupra. Miejskie auto w najmocniejszej specyfikacji nosi oznaczenie FR, które w tej chwili jest już tylko pakietem stylizacyjnym. Niemniej, zgrabny przedstawiciel segmentu B zyskał nieco inaczej uformowane zderzaki, lakier Eclipse Orange wyceniony na 2300 złotych, diodowe reflektory, a także 18-calowe felgi z oponami w rozmiarze 215/40. Względem Suzuki, hiszpański konkurent jest nieco większy. Nadwozie ma 406 centymetrów długości, 178 szerokości i 144,5 wysokości. To rozmiary samochodów kompaktowych sprzed dekady.

""

Suzuki Swift Sport.

moto.rp.pl

""

Seat Ibiza FR.

moto.rp.pl

Dzięki niewielkim rozmiarom Swiftem jeździ się bardzo przyjemnie. Auto błyskawicznie reaguje na polecenia kierowcy. Łatwo nim lawirować między innymi uczestnikami ruchu, w czym pomaga również niezła widoczność z pozycji fotela kierowcy. Układ kierowniczy ma bezpośrednie położenie, a zawieszenie okazuje się sprężyste. Skutecznie filtruje nierówności, wykazując jedynie niewielką nerwowość podczas pokonywania poprzecznych przeszkód. Co ważne, Suzuki nie angażuje użytkownika w takim stopniu, jak robiło to w przypadku poprzednich generacji. Wersja Sport nieco straciła na gokartowym charakterze, co jednak korzystnie przekłada się na frajdę w codziennej eksploatacji.

""

moto.rp.pl

Swift waży zaledwie 970 kilogramów, co w segmencie B jest świetnym wynikiem. Czuć to podczas pokonywania zakrętów, gdy auto łatwo kontrolować, a ewentualna utrata przyczepności błyskawicznie kompensowana jest przez sprawną elektronikę. Suzuki jest przyjemnie sztywne i stabilne przy autostradowych prędkościach. Nie reaguje na boczne podmuchy wiatru i przekonuje elastycznością. 6-biegowa skrzynia pracuje precyzyjnie, choć kolejne przełożenia mogłyby wskakiwać z jeszcze większym oporem typowym dla samochodów z dopiskiem Sport w nazwie. 1.4-litrowy motor benzynowy żywiołowo reaguje na operowanie gazem. Do setki przyspiesza w 8,1 sekundy, ale w praktyce można odnieść wrażenie, że robi to znacznie szybciej. Zadyszki nie dostaje aż do 150-160 km/h. Dokładając na pokład dwóch pasażerów, doładowana jednostka nie traci wigoru. Za kierownicą siedzi się dość nisko, a fotele skutecznie przytrzymują ciało w zakrętach. Suzuki niemal bez słów pozwala zaprzyjaźnić się z japońską maszynerią. Brakuje tylko lepszych wrażeń akustycznych generowanych przez rasowo wyglądający układ wydechowy. Auto odwdzięcza się za to rozsądnym zużyciem paliwa. W mieście nietrudno osiągnąć wyniki na poziomie 7 litrów. W spokojnej trasie komputer wskaże niewiele ponad 5, a szybka jazda autostradą wywinduje konsumpcję do 8 litrów.

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

Na papierze Ibiza przedstawia się lepiej od Swifta. Przynajmniej teoretycznie. Ma 1.5-litrowe TSI pod maską i trochę lepsze parametry. Doładowana jednostka generuje 150 koni mechanicznych i 250 Nm w szerokim zakresie 1500-3500 obr./min. Motor sprzężono z manualną, 6-stopniową przekładnią i napędem na przednią oś. W aucie, którego masa własna nieznacznie przekracza 1100 kilogramów, powinniśmy spodziewać się przyzwoitych osiągów. I tak jest w rzeczywistości. Pierwsza setka pojawia się na liczniku po 7,9 sekundy, a wskazówka szybkościomierza kończy bieg na 215 km/h – o 5 szybciej niż Suzuki. Wszystko odbywa się jednak bez jakiegokolwiek sportowego zadęcia. 4-cylindrowy silnik liniowo oddaje moc, a dobre wyciszenie przedziału pasażerskiego sprawia, że trudno wychwycić basowy bulgot. To nie przypadek, bowiem konstruktorzy nawet nie starali się pozycjonować tego auta w kategorii sportowych. Szkoda, bo Seat potrafi być naprawdę szybki i skuteczny.

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

Prowadzi się go jednak dużo lżej od Swifta. Tyle, że kolejne kilometry pokonuje żwawiej od bazowej wersji 1.0 TSI. Wskazówka prędkościomierza dość szybko wspina się po kolejnych szczeblach cyferblatu, ale bez emocji towarzyszących temu zjawisku w japońskim konkurencie. Elastyczność w obu przypadkach jest podobna. Mniej precyzyjnie funkcjonuje natomiast w hiszpańskim wydaniu manualna, 6-biegowa skrzynia, a układ kierowniczy jest trochę mocniej wspomagany. Zawieszenie ustawiono na wyższy komfort pokonywania nierówności, choć na 18-calowych obręczach z niskoprofilowymi oponami należy przygotować się na lekkie podskakiwanie na progach zwalniających i innych poprzecznych przeszkodach.

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

Zużycie paliwa w mieście zależne jest mocno od stylu jazdy. Niemniej, wystarczy już kilkanaście kilometrów, by się przekonać, że Seat jest bardziej zachłanny na paliwo. W aglomeracyjnych korkach komputer pokładowy wskaże od 8,5 do 11 litrów. Niewiele mniej na autostradzie, a podczas relaksacyjnej podróży da się zejść do około 5 litrów.

""

moto.rp.pl

Mniejsze gabaryty Swifta przekładają się nieco ciaśniejsze wnętrze. O ile z przodu jest bardzo wygodnie, o tyle z tyłu może brakować miejsca nad głowami wysokim pasażerom. Skromny jest też bagażnik. 265 litrów to przeciętny rezultat w segmencie B. Po złożeniu kanapy jego pojemność rośnie do 947 litrów. Na przewiezienie zmywarki lub telewizora w zupełności wystarczy. Na pochwałę zasługuje natomiast wystrój przedziału pasażerskiego. Ciekawie prezentują się analogowe zegary umieszczone w głębokich tubach. Czerwona tarcza obrotomierza ma zwiastować garść sportowych emocji. Cienka, wielofunkcyjna kierownica dobrze leży w dłoniach. Dynamiczny duch obecny jest również w aluminiowych nakładkach na pedały i czerwonych akcentach wpisanych w kokpit.

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

Rozmieszczenie poszczególnych przyrządów pokładowych sprawia, że w Swifcie proces aklimatyzacji trwa dosłownie chwilę. Wszystko jest pod ręką, przejrzyste i niezłej jakości. Mimo, że tworzywa są w znacznej mierze twarde, całość bardzo solidnie spasowano. Łatwy w obsłudze jest również dotykowy ekran systemu multimedialnego. Szybko reaguje na polecenia użytkownika, ale jego zaawansowanie techniczne odbiega od konkurencyjnych kombajnów.

""

Suzuki Swift Sport.

moto.rp.pl

""

Seat Ibiza FR.

moto.rp.pl

Kabina Ibizy daleka jest od temperamentu przekazywanego wprost w kampaniach marketingowych koncernu. A szkoda, że kilka sportowych smaczków poprawiłoby odczucia zza kierownicy. Wobec tego mamy detale przeniesione wprost ze słabszych odmian modelu. Przed oczami kierowcy umieszczono analogowy i czytelny zestaw wskaźników z ekranem komputera pokładowego. Centralną część kokpitu zdobi 8-calowy wyświetlacz systemu multimedialnego i panel dwustrefowej klimatyzacji. Ekran flagowego kombajnu cyfrowego oferuje więcej funkcji od tego w Suzuki i cechuje się lepszą szatą graficzną. Wymaga dopłaty w wysokości 2688 złotych, ale na pewno jest tego wart.

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

W kwestii materiałów wykończeniowych, Seat wypada podobnie względem konkurenta. Zdecydowana część tworzyw jest twarda, ale dobrze spasowana. Z uwagi na większe gabaryty, w Ibizie znajdziemy więcej miejsca, zwłaszcza na szerokość. Siedzi się mniej wygodnie, ale centymetrów nie brakuje na wysokości barków i nad głowami. Spory jest również bagażnik. W standardowej konfiguracji mieści 355, a po złożeniu oparcia kanapy 1100 litrów.

""

moto.rp.pl

W sportowej kategorii zdecydowanie wygrywa Swift. Lepiej się prowadzi, wygląda bardziej zadziornie, a dzięki niewielkiej masie potrafi być szybki i jednocześnie oszczędny. Został wyposażony w mocniej wyprofilowane fotele i pozwala szybciej oswoić się z trakcyjnymi możliwościami. Ibiza to po prostu szybsza wersja bestsellerowego przedstawiciela segmentu B. Nie jest ani głośna, ani sportowa. Po prostu potrafi dynamicznie pokonywać kolejne kilometry, ale bez jakichkolwiek emocji. Oferuje nieco wyższy komfort podczas codziennej eksploatacji z uwagi na bardziej kompromisowe nastawy zawieszenia. Ot, niezły samochód do wożenia dzieci do szkoły i żwawej jazdy po autostradzie. Chcąc poszaleć w zakrętach, zdecydowanie lepiej wybrać mniejszego Suzuki.

""

moto.rp.pl

Pozostaje jeszcze kwestia ceny i obecności w cenniku. W tej ostatniej kwestii z Ibizą jest problem. Wersja jeszcze do niedawna oferowana była w oficjalnym cenniku marki. Teraz zniknęła, ale być może jeszcze powróci. Aut jest jeszcze trochę na placach dilerskich, więc nie trzeba się martwić. A ile trzeba zapłacić za hiszpańskie auto? Niemało. Widoczny na zdjęciach Seat to wydatek na poziomie około 85 tysięcy złotych.

ZOBACZ TAKŻE: Historia Suzuki Swifta. Jak popularny mieszczuch zmieniał się przez dekady

Nieco lepiej przedstawia się cennik Swifta. Wersja Sport ma w niemal wszystko. Dopłaty wymaga jedynie metaliczny lakier – 2090 zł. Jeśli go nie potrzebujemy, wystarczy zostawić w salonie 79 990 złotych.

ZOBACZ TAKŻE: Pięć zapomnianych samochodów koncepcyjnych Seata

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl