Zmiany może i nie są wielkie, ale dodają charakteru. Przeprojektowano tylni spojler, ale przede wszystkim tylne światła mają teraz wzór brytyjskiej flagi. A właściwie mogą mieć. Szefowie marki rozsądnie uznali, że lepiej pozostawić to jako opcję. W końcu chcą odświeżone Mini sprzedawać też w krajach, w których barwy Zjednoczonego Królestwa nie wywołują samych pozytywnych emocji.
fot. Krzysztof Galimski
Wnętrze też w dużym stopniu pozostawiono w spokoju. Inaczej wygląda gałka dźwigni zmiany biegów. Poza tym, to wciąż dobre, stare Mini. Czy też raczej dobre, ultranowoczesne i gadżeciarskie Mini. Centrum multimedialne dorobiło się w końcu dotykowego ekranu, ale dla zwolenników tradycji jest też dobra wiadomość – wciąż wszystkimi systemami można sterować intuicyjnym pokrętłem. Oczywiście pozostawiono widowiskowy, diodowy pierścień okalający centralny wyświetlacz.
CZYTAJ TAKŻE: Elektryczne Mini już za rok
Wciąż niektóre materiały nie są tak dobre, jak mogłyby być przy tej cenie. Niezależnie od wersji wyposażenia, gdzieniegdzie znajdziemy twarde, nieprzyjemne w dotyku i słabo wyglądające plastiki. Szczęśliwie słowo kluczowe to: „gdzieniegdzie” i raczej nie w miejscach, na których najczęściej skupiamy wzrok. Zdecydowana większość kokpitu i foteli jest wykończona dobrze, a nawet bardzo dobrze. Wymiary auta pozostały bez zmian, więc na dwóch tylnych miejscach w dalszym ciągu jest bardzo ciasno. Tylko co z tego? Chcesz praktycznego samochodu? Od tego jest wersja pięciodrzwiowa, ewentualnie Countryman albo Clubman.
fot. Krzysztof Galimski
Mini Cooper SD jest mniej agresywny niż benzynowa wersja Cooper S. Przyspieszenie jest odczuwalnie mniej gwałtowne i – to mój główny zarzut – nie strzela tak wesoło z wydechu jak jego mocniejszy brat. W dalszym ciągu to jednak bardzo szybkie auto. W końcu 170 koni i 360 Nm w miejskim autku to więcej niż wystarczająco. Do „setki” przyspiesza w 7,2 s., a jego prędkość maksymalna to solidne 225 km/h. Ale przede wszystkim nie słychać, że jadę dieslem. Gdyby ktoś mi zasłonił obrotomierz, to o ropniaku pod maską dowiedziałbym się najwcześniej na stacji benzynowej. Nawet zupełnie zimny, tuż po uruchomieniu, nie wydaje z siebie nawet cienia charakterystycznego klekotu.
CZYTAJ TAKŻE: BMW 430i Gran Coupe M-Performance: Czy czerwone samochody jeżdżą szybciej
Warto tylko się zastanowić, czy na pewno dobrym pomysłem jest zakup opcjonalnego, sportowego zawieszenia. Z nim małe Mini jeździ jak marzenie, a w trzymaniu się na zakrętach nie ma sobie równych. Ale jest też druga strona medalu. Trzęsie i podskakuje nawet na – wydawałoby się – idealnie gładkiej drodze. Jest po prostu niemiłosiernie sztywno. Poza wyścigowym torem po prostu męczy.
fot. Krzysztof Galimski
Mini to droga zabawka. W wersji SD ceny zaczynają się od ponad 120 tys. zł. Do tego dochodzą rozliczne opcje i dodatkowe gadżety, za które koncern też liczy sobie solidną gotówkę. To samochód, który kupuje się sercem, a nie z praktycznej potrzeby. Jest ciasny z tyłu i ma mały bagażnik. Ale tu ważniejszy jest styl i zabawa. I tu Mini jest bezkonkurencyjne.
fot. Krzysztof Galimski
Tylko, czy ma sens w tej konkretniej wersji? Owszem, znajdujący się pod maską diesel to wspaniały silnik. Cichy, kulturalny i mocny. Ale też nie daje aż takiej dzikiej frajdy, jak jego benzynowy brat. Jest co prawda dużo oszczędniejszy, ale też sporo droższy w zakupie. Może jest wart rozważenia, jeżeli na co dzień pokonuje się dłuższą trasę niż te kilka kilometrów do biura i z powrotem. Wtedy rzadsze wizyty na stacji zaczynają mieć swój urok.
Mini Cooper SD
| Wymiary (długość, szerokość, wysokość cm) | 385/172/141 |
| Rozstaw osi (cm) | 249 |
| Silnik | R4 1995 ccm |
| Moc | 170 KM (125 kW) przy 4000 obr/min |
| Maks. moment obrotowy | 360 Nm przy 1500 - 2750 obr/min |
| Prędkość maks. (km/h) | 225 |
| Przyspieszenie 0-100 km/h w s. | 7,2 |
| Zużycie paliwa (dane producenta, miasto, trasa, mieszany) l/100 km | 4,6/3,6/4,0 |
| Pojemność bagażnika (l) | 211 |
| cena od | 123,4 tys. zł |