Ponad milion wyprodukowanych w Chinach samochodów o wartości przeszło 13,7 mld euro zostało sprowadzonych do Unii Europejskiej w 2025 r. Niemal połowa z nich była elektryczna – podaje Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów ACEA. W tym samym czasie UE wyeksportowała do Chin 159,8 tys. aut o wartości 8,5 mld euro. Z jednej strony mamy więc gigantyczną przewagę chińskiego eksportu nad unijnym pod względem wolumenu. Z drugiej – skalę różnicy w cenach samochodów z Chin i z Europy, gdzie te pierwsze okazują się średnio kilkukrotnie tańsze. Nic dziwnego, że europejscy producenci mają się czego bać. Chińska rzeka szybko wzbiera i niektórych zaczyna powoli topić.

Milion aut z Chin i rosnący apetyt na Europę

W ubiegłym roku wyprodukowane w Chinach samochody stanowiły 7 proc. całości sprzedaży nowych aut osobowych w krajach UE. W przypadku samochodów całkowicie elektrycznych chiński udział był prawie trzykrotnie większy. I będzie się dalej zwiększał, bo chińskie koncerny mają coraz większy apetyt. Będą zwiększać w Europie sprzedaż nie tylko poprzez import, ale także poprzez lokalną produkcję. Nie tylko budując fabryki, ale również lokując produkcję w istniejących zakładach. Zwłaszcza że w Europie fabryki samochodów produkują poniżej swoich możliwości ze względu na ograniczenia popytowe, a ich właściciele nie mogą sobie pozwolić na długotrwałe niewykorzystanie mocy produkcyjnych, szczególnie przy rosnących kosztach.

Stella Li, wiceprezes BYD

Stella Li, wiceprezes BYD

Foto: Materiały prasowe

Chińczycy szukają wolnych mocy produkcyjnych

Szukamy każdego dostępnego zakładu w Europie, ponieważ chcemy wykorzystać nadwyżkę mocy produkcyjnych – zapowiedziała w ubiegłym miesiącu Stella Li, wiceprezes BYD. Ten chiński koncern zamierza w ciągu kilku lat doprowadzić do sytuacji, w której dla uniknięcia opłat celnych będzie sprzedawać w Europie samochody elektryczne wyprodukowane wyłącznie na europejskim rynku. Pod uwagę brane są praktycznie wszystkie kraje europejskie, natomiast przy wyborze lokalizacji kluczowe znaczenie będzie miał koszt energii.

To jeden z najważniejszych elementów konkurencyjności, bo zarówno fabryki samochodów, jak i akumulatorów są przedsiębiorstwami energochłonnymi – zapowiadał w ubiegłym roku Alfredo Altavilla, doradca BYD ds. samochodów elektrycznych.

Chińskie koncerny wyprzedzają ruchy Europy. Inwestują w zakłady produkcyjne nie tylko po to, by ominąć cła na importowane samochody, ale także zabezpieczyć się na wypadek, gdyby Unia Europejska poszła śladem USA i znacząco podniosła bariery celne.

Czytaj więcej

„Czerwona Flaga” dla rosyjskich elit – oligarchowie przesiadają się do chińskich limuzyn

BYD i Chery stawiają na europejskie fabryki

W brytyjskich zakładach Nissana w Sunderland chce się ulokować chiński Chery. Obie firmy podpisały już memorandum określające warunki wykorzystania jednej z dwóch linii produkcyjnych, na których japoński producent buduje m.in. modele Qashqai i Leaf. Na początku tego roku Chery dogadało się z Nissanem w sprawie przejęcia jego montowni w Rosslyn w Republice Południowej Afryki.

Jednak wejście do istniejących zakładów nie zawsze będzie korzystną opcją, np. ze względu na konieczność dostosowania się do lokalnych uwarunkowań, a zwłaszcza porozumienia się z silnymi w branży motoryzacyjnej związkami zawodowymi, domagającymi się dla swoich pracowników gwarancji zatrudnienia. Dlatego bardziej efektywnym rozwiązaniem jest przejmowanie zamkniętych zakładów lub budowa własnych fabryk.

Dwa lata temu Chery wraz z hiszpańskim EV Motors utworzyło spółkę joint venture i przejęło byłą fabrykę Nissana w Barcelonie. Produkcja ma ruszyć w tym roku. Z kolei BYD dokończył już budowę wartej blisko 4 mld euro fabryki w Szeged na Węgrzech, mającej produkować rocznie 300 tys. samochodów, z pomocą której chce zdominować europejski rynek zelektryfikowanych aut. Ma się do tego przyczynić z jednej strony zwiększanie produkcji, z drugiej – rozbudowa sieci sprzedaży i dostępności części. Ich dostępność w centralnym magazynie części w Holandii przekracza już 90 proc.

Zastopowano natomiast planowaną budowę fabryki niedaleko Izmiru w Turcji, przewidzianej pod najpopularniejszy model marki na europejskim rynku – hybrydowy BYD Seal U. BYD chce koncentrować produkcję na terenie Europy.

Czytaj więcej

Szczepan Mroczek: Samochodowa zamiana miejsc. Czas na refleksję

USA zamykają drzwi, Europa zostawia uchylone okno

W przeciwieństwie do Europy, gdzie chińska ekspansja jest bardzo spektakularna, w USA Chińczycy starają się nie rzucać w oczy.

Większość producentów unika kontaktów z mediami, pomija konferencje branżowe i nie wystawia się na głównych pokazach samochodowych w USA od 2019 r., nawet gdy ich pojazdy zdobywają coraz większą popularność na globalnych rynkach – komentuje Automotive News Europe.

To efekt głębokiej niechęci amerykańskich decydentów do chińskiej motoryzacji, torującej sobie drogę na zagraniczne rynki niskimi cenami dzięki rządowym dotacjom. Dlatego w USA chińskie elektryki zostały obłożone dodatkowymi 100-proc. cłami. A napięcia polityczne sprawiają, że Chińczycy tym bardziej czują się w USA niemile widziani.

Azja już została zdobyta. Teraz celem jest Europa

Za to nie mają takich problemów w Azji, gdzie swoimi autami, zwłaszcza bateryjnymi, zalewają rynki, przyczyniając się do ich dynamicznej elektryfikacji. Przykładem jest sąsiedni Nepal, gdzie w roku podatkowym 2024/2025 elektryki stanowiły 73 proc. całego importu pojazdów, a najpopularniejszą marką okazał się BYD.

W zeszłym roku podatkowym sprzedaliśmy prawie 3600 sztuk BYD i spodziewamy się wyższych liczb w tym roku, biorąc pod uwagę rosnący popyt i zainteresowanie pojazdami elektrycznymi – relacjonowała dziennikowi „Kathmandu Post” Yamuna Shrestha, dyrektor zarządzająca Cimex Inc., dystrybutora BYD w Nepalu.

Chińskie elektryki dominują także w Malezji, gdzie sprzedaż BYD wyraźnie wyprzedza pozostałe główne marki obecne na tamtejszym rynku: Teslę i BMW.

Czytaj więcej

Kto stworzy najlepszy akumulator do aut elektrycznych? Wyścig trwa

Czy unijne cła wystarczą, by zatrzymać chińską falę?

O ile chińska ekspansja w Azji wydaje się całkowicie naturalna, w Europie staje się coraz większym problemem. Ocenia się, że eksport chińskich samochodów do UE będzie dalej szybko rósł pomimo obowiązujących od jesieni 2024 r. unijnych ceł wyrównawczych na produkowane w Chinach elektryki.

Według firmy analitycznej Rhodium Group tempo chińskiej ekspansji jest bezprecedensowe i różni się od doświadczeń z japońskimi i koreańskimi producentami samochodów, którzy weszli na europejski rynek odpowiednio w latach siedemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Chińczycy mają znacznie większe zdolności produkcyjne, przy tym gdy rynek amerykański jest dla nich w dużej mierze zamknięty, eksport koncentruje się na Europie, gdzie marże są wyższe – komentuje Rhodium Group.

W dodatku Chińczyków trudno będzie zatrzymać. Zwłaszcza że krajowy rynek motoryzacyjny w Chinach wchodzi w okres słabszego wzrostu, podczas gdy moce produkcyjne pozostają wysokie. Jednocześnie słaby juan wobec euro zwiększa konkurencyjność cenową chińskich pojazdów, a przy niewystarczająco wysokich cłach na elektryki dotychczasowe środki obronne UE będą w dużej mierze nieskuteczne.