Ekologia uderzy w cenniki nowych aut. Idą duże podwyżki

Za niespełnienie nowych limitów emisji CO2 obowiązujących od 2020 r. producenci samochodów będą płacić wysokie kary. Mocno obniżą one zyski, więc koszty spadną na kierowców.

Publikacja: 03.07.2019 19:29

fot. AdobeStock

fot. AdobeStock

Foto: Fot. Mat. Producenta

Kupujących uderzy po kieszeni ekologia. Wzrost cen będzie wynikiem wprowadzenia nowych, bardzo wyśrubowanych limitów emisji dwutlenku węgla. Z początkiem stycznia 2020 r. 95 proc. samochodów sprzedawanych na rynkach Unii Europejskiej musi spełniać limit maksymalnej emisji wynoszący 95 g CO2 na przejechany kilometr. W 2021 r. będzie on dotyczył już wszystkich nowo rejestrowanych aut. Tymczasem w 2018 r. średni poziom emisji wszystkich nowych aut sprzedanych w UE wynosił 120,5 g/km i rósł drugi rok z rzędu z powodu malejącego udziału diesli (emitują mniej CO2 niż porównywalne auta benzynowe) i rosnącej sprzedaży SUV-ów.

""

moto.rp.pl

Według przedstawicieli branży zredukowanie średniej emisji do nowego poziomu okaże się dla koncernów samochodowych wyjątkowym wyzwaniem. – Wielu będzie miało duży problem z dojściem do nowych wymogów – uważa Paweł Gos, prezes firmy Exact Systems zajmującej się kontrolą jakości komponentów motoryzacyjnych. – To zmienia sytuację na rynku. Kolejne lata będą dla producentów bardzo trudne – twierdzi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

15 tys. zł kary na auto

W dodatku limit 95 g CO2/km jest średnią dla branży uwzględniającą wagę samochodu sprzedawanego w Europie, uśrednioną obecnie na poziomie niespełna 1380 kg. To sprawia, że mniejsze i lżejsze samochody będą musiały emitować jeszcze mniej, niż wynosi nowa norma, natomiast cięższe będą mogły emitować więcej, przy czym każdy producent będzie miał indywidualnie wyznaczony cel. Jeśli go nie osiągnie, będzie płacić karę w wysokości 95 euro za każdy gram CO2 ponad limit od każdego sprzedanego samochodu. To nawet kilka tysięcy euro przypadających na każde auto. Przykładowo 25 g CO2 dzielące obecną średnią emisję od wymaganego limitu pomnożone przez 95 euro plus podatki może dawać ok. 15 tys. zł potencjalnej kary.

""

Nowy silnik Skyactiv-X debiutujący w nowej Maździe 3 i CX-30 (na zdjęciu) ma emitować 96 g C02 na 1 km, więc praktycznie zmieści się w nowych normach UE / fot. moto.rp.pl/Maciej Gis

moto.rp.pl

Według branży motoryzacyjnej te koszty będą musiały być przerzucane na klientów. Przykładowo Mazda 2 w klasie samochodów małych zdrożeje średnio o 20 proc., bo wysokość kary przewyższy zysk producenta. Z kolei średniej klasy Mazda 6 będzie droższa o 12 proc., gdyż zbliżenie modelu do nowych norm pochłonie dodatkowe nakłady na zmiany technologiczne.

CZYTAJ TAKŻE: Nadchodzi zmierzch silników spalinowych. Nowe plany w Kalifornii, Anglii i Amsterdamie

Ale nie wszystkie samochody podrożeją. Podwyżki będą omijać modele nowych generacji, które zostały wycenione już z uwzględnieniem nadchodzących zmian w limitach CO2. Obecnie prognozowana wysokość kar może się także zasadniczo różnić w przypadku poszczególnych producentów. Według globalnej firmy analitycznej Jato Dynamics potencjalne kary przypadające na samochód – prognozowane na podstawie sprzedaży z 2018 r. i przy założeniu braku zmian do 2021 r. – miałyby wynieść przykładowo: dla Daimlera 3192 euro, dla Volkswagena 2525 euro, dla Volvo 2425 euro, dla PSA 2194 euro, dla Nissana 1807 euro. Najmniej płaciłaby Toyota – zaledwie 745 euro.

""

Toyota Corolla 12. generacji z napędem hybrydowym o mocy systemowej 180 KM emituje średnio 106–127 g CO2 na kilometr, mniej, bo 97–116 g/km emituje słabsza jednostka hybrydowa o mocy 122 KM  / fot. Toyota

moto.rp.pl

Dla nas kolejne progi ograniczeń emisyjnych nie niosą większych zmian, ponieważ od 1997 r. rozwijamy napędy hybrydowe i obecnie praktycznie w każdym modelu osobowym mamy dostępną taką wersję. A to oznacza, że już dziś spełniamy wymagania emisyjne dla lat 2020/2021 – twierdzi Robert Mularczyk, dyrektor komunikacji i PR w Toyota Motor Poland.

Pojadą z prądem

Dla obniżenia średniej emisji producenci samochodów będą musieli zwiększyć w swojej sprzedaży udział aut z napędem bateryjnym. To jednak problem, bo samochody elektryczne wciąż sprzedają się gorzej od wcześniejszych prognoz. Jak podaje Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów ACEA, w pierwszym kwartale 2019 r. sprzedaż samochodów bateryjnych w UE zbliżyła się do 62 tys. sztuk i była co prawda o 84 proc. wyższa niż w tym samym czasie przed rokiem, ale udział elektryków w łącznej liczbie nowo rejestrowanych aut osobowych wynosi tylko 2 proc.

CZYTAJ TAKŻE: 4 powody, przez które zdrożeją samochody

Problemem pozostają wysokie ceny i słabo rozwinięta infrastruktura ładowania. W dodatku Polska leży na elektromobilnym marginesie – według Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych liczba stacji ładowania nie przekroczyła jeszcze 700.Problemem jest też brak rządowych dopłat do cen samochodów bateryjnych. W rezultacie – jak podaje Instytut Samar – w 2018 r. zarejestrowano zaledwie 637 aut na prąd, gdy cały polski rynek nowych samochodów osobowych sięgnął 532 tys. sztuk.

""

Aby sprostać nowym normom producenci rozwijają linie samochodów elektrycznych. W Mercedesie takie auta będą nosić nazwę EQ / fot. Mecedes

moto.rp.pl

Dla producentów równie ważne będzie wprowadzanie zmian technologicznych pozwalających na zmniejszenie emisji w napędach spalinowych. Przykładowo Mazda wprowadzi do sprzedaży nowy silnik benzynowy Skyactiv-X, łączący zalety diesla i benzyny, z niską emisją i umiarkowanym zużyciem paliwa oraz odpowiednio dużą mocą i przyspieszeniem. Z kolei modele dotychczasowej generacji mają być sukcesywnie wyposażane w unowocześnione jednostki benzynowe z systemem dezaktywacji cylindrów i układem tzw. miękkiej hybrydy dla zredukowania emisji CO2 w oparciu o istniejącą technologię.

CZYTAJ TAKŻE: Bruksela chce bardziej inteligentnych aut

Perspektywa wzrostu cen bardzo mocno rozkręci popyt pod koniec roku, bo kupujący będą chcieli zdążyć przed podwyżkami.Tymczasem nowe limity emisji CO2 to niejedyny problem producentów aut, a także ich przyszłych nabywców. Od 2022 r. będą obowiązkowe nowe systemy bezpieczeństwa, które dodatkowo podniosą cenę. To m.in. system inteligentnego dostosowania prędkości, system wykrywania obiektów przy cofaniu czy utrzymywania pojazdu na pasie ruchu. W części pojazdów już są, ale często jako dodatkowo płatna opcja. Instalowanie ich także w najtańszych wersjach przełoży się na wzrost ceny. [G]

ROZMOWA | Łukasz Paździor, dyrektor zarządzający Mazda Motor Poland

""

fot. Mazda

moto.rp.pl

Jak wprowadzenie nowych limitów emisji CO2 wpłynie na rynek nowych samochodów osobowych w Europie?

Widocznych będzie kilka trendów, które już się pojawiły. Jest duża potrzeba rozwijania rynku samochodów elektrycznych, bo to one znacząco obniżają średni poziom emisji CO2 poszczególnych producentów. Kolejna kwestia to pojawiające się nowe rozwiązania i technologie wpływające na obniżenie emisji. W naszym przypadku to technologia Skyactiv-X. Trzecim kierunkiem będzie mimo wszystko wzrost cen, bo zarówno nowe technologie jak i samochody elektryczne, a także potencjalne ponoszenie przez producentów kar za przekroczenie nowych limitów wpłyną na ceny transakcyjne. Więc spodziewam się, że ceny będą rosły. A to może mieć przełożenie na wielkość rynku w Europie w latach 2020 i 2021.

W jaki sposób Mazda przygotowuje się do tych zmian?

Z jednej strony wprowadzamy w przyszłym roku samochód elektryczny, który jest dla nas kompletnie nowym produktem. Będzie miał dwie wersje: w pełni bateryjną oraz wyposażoną w tzw. range extender, czyli rozszerzacz zasięgu, który będzie bazował na silniku Wankla. Z drugiej strony, realizujemy rozwój technologiczny. Nasza nowa rewolucyjna jednostka Skyactiv-X łączy cechy benzyny i diesla, a w przypadku sedana z manualną skrzynią biegów i 16-calowymi kołami emituje od 96 g CO2 /km. Przygotowujemy się także do weryfikacji cen transakcyjnych co będzie skutkować podwyżkami dla klientów od początku 2020 roku.

Jaka będzie ich wysokość?

W przypadku Mazdy 6 przewidujemy wzrost na poziomie ok. 12 proc., natomiast w przypadku Mazdy 2 nawet 20 proc. Przyglądamy się także pozostałym modelom i również tam zakładamy pewne wzrosty cen.

Czy perspektywa podwyżek przyniesie gwałtowny wzrost sprzedaży aut? Jakiego wyniku Mazda spodziewa się w Polsce na koniec 2019 roku?

Spodziewamy się, że ten rok będzie wyjątkowo dynamiczny, zwłaszcza w końcówce. Szacujemy, że w obecnym roku kalendarzowym sprzedamy ok. 15 tys. samochodów w porównaniu do ponad 12 tys. w roku poprzednim. Oczywiście należy założyć, że będzie to miało konsekwencje w perspektywie kolejnego roku, bo teraz sprzedaż będzie w rzeczywistości przyspieszana przez zmiany wynikające z europejskiej legislacji.

Jak planowane wzrosty cen samochodów – a przecież koszty ich produkcji zwiększą się nie tylko z powodu nowych limitów emisyjnych ale także perspektywy nowego obowiązkowego wyposażenia w 2022 roku – mogą zmienić przyzwyczajenia zakupowe klientów? Czy samochody będzie się bardziej opłacało wynajmować niż kupować?

– Uważam, że główny kierunek, w którym zmierza obecnie rynek, to nie posiadanie samochodu, a produkty z wysoką wartością rezydualną. Charakteryzują się tym, że klient płaci co miesiąc pewną kwotę np. przez okres trzech lat, a na jego końcu ma opcję wykupu tego samochodu za część jego wartości lub wzięcie kolejnego. To będzie rosnący trend zarówno wśród firm, co dziś już się dzieje, jak i klientów indywidualnych. Te produkty z mojej perspektywy zdominują sposób zakupu w perspektywie 3-5 lat.

Podwyżki cen to zawsze bolesny temat dla kupujących, a dla sprzedających wyjątkowo kłopotliwy i niewygodny. Tymczasem Mazda otwarcie je zapowiada. Dlaczego?

– Zależy nam na transparentności. Takie mamy podejście, takie mamy wartości w kontekście naszego sposobu działania. Chcemy, aby nasi klienci mieli na ten temat wiedzę i mogli racjonalnie podejmować decyzje. To dla nas ważne, że nikogo nie zaskakujemy, ale działamy w sposób planowy i informujemy o podejmowanych krokach z wyprzedzeniem.

Kupujących uderzy po kieszeni ekologia. Wzrost cen będzie wynikiem wprowadzenia nowych, bardzo wyśrubowanych limitów emisji dwutlenku węgla. Z początkiem stycznia 2020 r. 95 proc. samochodów sprzedawanych na rynkach Unii Europejskiej musi spełniać limit maksymalnej emisji wynoszący 95 g CO2 na przejechany kilometr. W 2021 r. będzie on dotyczył już wszystkich nowo rejestrowanych aut. Tymczasem w 2018 r. średni poziom emisji wszystkich nowych aut sprzedanych w UE wynosił 120,5 g/km i rósł drugi rok z rzędu z powodu malejącego udziału diesli (emitują mniej CO2 niż porównywalne auta benzynowe) i rosnącej sprzedaży SUV-ów.

Pozostało 94% artykułu
Tu i Teraz
Nad Morskie Oko kursuje już elektryczny autobus. To ma ograniczyć liczbę konnych zaprzęgów
Tu i Teraz
Kolejny zgrzyt koncernu Stellantis z włoskim prawem. Skonfiskowane 134 Fiaty
Tu i Teraz
Kolejny pożar. Płonie złomowiska samochodów. Na miejscu 30 zastępów straży pożarnej
Tu i Teraz
Ford Mustang w nowych wersjach. Planowane czterodrzwiowe coupe i model offroad
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Tu i Teraz
Kolejny odcinek autostrady A2 na ukończeniu. Trasa przetnie Polskę ze wschodu na zachód
Materiał Promocyjny
Problem sukcesji w polskich firmach będzie narastał