""

fot. Szymon Kos / Renault Polska

moto.rp.pl

""

fot. Szymon Kos / Renault Polska

moto.rp.pl

Nazwa Trophy pojawiła się po raz pierwszy w 2005 r., przy wersji R.S. Megane drugiej generacji. Była lżejsza, twardsza i szybsza. Na tyle dobra, że jej specjalnie odchudzona wersja pobiła rekord w swojej klasie okrążenia toru Nurburgring. Taki sam sukces osiągnęła kolejna generacja w 2011 r. Teraz czas na najnowszą. Niedawno specjalna wersja R.S. Trophy-R osiągnęła na Nordschleife nowy najlepszy czas (07’40’’100) w kategorii samochodów seryjnych z przednim napędem. Tradycja została podtrzymana, a Trophy-R znajdzie się na rynku pod koniec roku w limitowanej serii kilkuset egzemplarzy.

CZYTAJ TAKŻE: Renault Megane R.S.: Radość Specjalna

Podczas Megane R.S. Trophy i Alpine Days mieliśmy okazję sprawdzić możliwości samochodów ze stajni Renault Sport i Alpine na podwarszawskim torze Modlin. Tu na rekordy nikt nie liczył, ważniejszy był kontakt z samochodami. Dodatkowych wrażeń dostarczyła pogoda – deszcz w takich miejscach zawsze podnosi poziom adrenaliny.

""

fot. Szymon Kos / Renault Polska

moto.rp.pl

Na pierwszy rzut idzie Megane. Modelem R.S. już jeździłem, ale Trophy to dla mnie nowość. Z zewnątrz można ją odróżnić po specjalnych, dedykowanych tylko dla tej wersji aluminiowych felgach nowego wzoru i po napisie na przednim dyfuzorze. Ważniejsza jest mechanika. Główne zmiany to sztywniejsze nadwozie CUP i mechaniczna szpera. Bez zmian pozostawiono za to rewelacyjny system tylnych kół skrętnych 4control. I słusznie, bo to dzięki niemu Megane jest w łukach najzwinniejszym samochodem w tej klasie. W silniku wymieniono sprężarkę na znacznie szybciej działającą systemu Twin Scroll. Dzięki niej z pojemności 1,8 litra wyciśnięto moc 300 koni i moment obrotowy wynoszący 420 Nm w wersji ze skrzynią automatyczną. W przypadku skrzyni manualnej jest on nieco niższy – to równe 400 Nm. R.S. w tej wersji nie ma systemu wspomagania startu, choć przedstawiciele Renault zapowiadają, że takie rozwiązanie może być dostępne w niedalekiej przyszłości. Na razie jednak z dobrodziejstwa „Launch control” można korzystać tylko w wersji z automatem.

""

fot. Szymon Kos / Renault Polska

moto.rp.pl

""

fot. Szymon Kos / Renault Polska

moto.rp.pl

Mokra nawierzchnia jest bardzo wymagająca dla hot hatchy. Elektroniczne systemy pomagają, ale tylko do pewnego stopnia. Rozsądek nie pozwala sprawdzić pełnych możliwości tego auta. A te są zdecydowanie większe niż w przypadku „normalnego” Megane R.S. W Trophy siedzi się o kilkanaście milimetrów niżej. Niby to niewiele, ale zmienia perspektywę. Czuć też, że samochód jest lżejszy. Sam akumulator odchudzono o 8 kilogramów. Zawieszenie jest wyraźnie sztywnie, a układ kierowniczy reaguje tak, jakby telepatycznie wyczuwał intencje kierowcy. O ile jego nieco słabszy brat jest pojazdem, który spokojnie się nadaje też do (w miarę) wygodnej, codziennej jazdy, tu mam do czynienia z maszyną, która nie uznaje kompromisów.

CZYTAJ TAKŻE: Alpine: Zawsze piękne, zawsze szybkie

Po kilku okrążeniach przesiadam się do Alpine. „Nic się nie zmieniło. Wszystko się zmieniło” – to hasło, którym Francuzi reklamują odrodzony model 110. Na razie w Polsce mamy tylko jednego dealera tej marki. Od początku roku sprzedał już 50 sztuk. Kolejne zamówienia wciąż spływają, mimo, że czas oczekiwania na własny egzemplarz to obecnie 14 miesięcy.

""

fot. Szymon Kos / Renault Polska

moto.rp.pl

""

fot. Szymon Kos / Renault Polska

moto.rp.pl

Jedną z atrakcji spotkania w Modlinie był oryginalny model z lat 60., skryty przed deszczem w budynku toru. Można było porównać, jak w nowej wersji odnalazł się duch pierwowzoru. Na żywo różnice są większe niż wydawały się na zdjęciach. Proporcje są delikatnie zmienione. Inny jest tył, krótszy i pozbawiony dwóch charakterystycznych wlotów powietrza do komory silnikowej. Nie czuje się na siłach, żeby stwierdzić, który z nich jest ładniejszy. Pozostanę więc przy stwierdzeniu, że obecna generacja to po prostu nowy model, na nowe czasy. I że jego linia jest godna starej nazwy.

""

fot. moto.rp.pl

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

""

fot. Szymon Kos / Renault Polska

moto.rp.pl

Francuzi wystartowali z dwoma wersjami 110 – „Pure” i „Legend”. Pod względem silnika czy innych elementów mechanicznych niczym się nie różnią od znanej „Premiere edition”. Napędza je ten sam motor o pojemności 1,8 litra i mocy 252 koni oraz momencie obrotowym 320 Nm. To co je zdecydowanie różni, to wyposażenie wnętrza. „Pure” ma być surowa, nastawiona na samą przyjemność z wyczynowej jazdy. Dodatki są w niej więc symboliczne, a siedzi się na sportowych kubełkach. „Legende” stawia na komfort – tu mamy normalne, regulowane fotele i inne techniczne zdobycze cywilizacji. Bez względu na to, którą wersję wybierzemy, zawsze mamy ten sam, siedmiobiegowy automat. Czy w tym sportowym samochodzie brakuje mi ręcznej skrzyni? Na torze nie miałem czasu nawet o tym pomyśleć.

""

fot. Szymon Kos / Renault Polska

moto.rp.pl

Nawet na mokrej nawierzchni Alpine od razu pokazuje, że jest piekielnie szybkim autem. Nie tylko na prostych, jego zalety widzi się przede wszystkim na zakrętach, które pokonuje z niespotykaną gracją i prędkością. To przede wszystkim zaleta bardzo skomplikowanego systemu zawieszenia z „amortyzatorami w amortyzatorach”. Dzięki temu żadne z kół ma nawet na chwilę nie tracić kontaktu z podłożem. Do tego jest niezwykle lekkim wozem – waży raptem 1080 kilogramów. Środek ciężkości jest położony bardzo nisko, a masy są rozłożone w proporcji 44 – 56 procent. Silnik oczywiście jest z tyłu. To sprawia, że auto jest bardziej wymagające, ale daje też olbrzymią satysfakcję. Wysiadając mogłem powiedzieć jedno: jeździ tak samo, jak wygląda. A to największy z możliwych komplementów.

CZYTAJ TAKŻE: Najmocniejsza wersja Renault Megane wyceniona

A ceny? Za Renault Megane R.S. w wariancie Trophy ze skrzynią manualną trzeba zapłacić 142,9 tys. zł. Automat kosztuje równe siedem tysięcy więcej. Trophy jest zatem o 18 tys. droższe od „zwykłej” R.S. Alpine jest nieco droższe. Wersję Pure wyceniono na 238, 6 tys. zł, zaś lepiej wyposażona Legend to koszt 261,1 tys. zł.

""

fot. Szymon Kos / Renault Polska

moto.rp.pl

Na koniec uwaga ogólna – z jazdą samochodem jest tak z ubiorem – nie ma złej pogody, jest tylko zła odzież. W przypadku aut tymi „ciuchami” są umiejętności kierowcy. A nad nimi zawsze warto pracować, o czym mogłem się przekonać słuchając uwag teamu Toru Modlin, który się nami opiekował, pod kierunkiem Leszka Kuzaja i Marcina Turskiego. Ich rady i nauki to zawsze dobry powód, by odwiedzić podwarszawski autodrom.