Nowy szef FCA nie będzie miał z górki

Sergio Marchionne nie był szefem Fiat Chrysler Automobiles. On był FCA. Na ile Mike Manley ma szanse go zastąpić?

Publikacja: 25.07.2018 17:45

Nowy szef FCA nie będzie miał z górki

Foto: fot. Jason Alden/Bloomberg

Zdaniem inwestorów z Wall Street, na razie nie są one wielkie. Kiedy w środę otworzyła się amerykańska giełda, a znane już było wystąpienie Manleya skierowane do inwestorów, akcje FCA spadły w Nowym Jorku o ponad 10 proc.

Człowiek z krainy lodu

Podczas telekonferencji  nowy szef FCA nie sprawiał wrażenia człowieka-opoki, który jest w stanie zmierzyć się z każdym wyzwaniem. Nie wtedy, gdy mówił o Marchionne. Wówczas głos mu się łamał. Ale to może kwestia chwili. Prawdziwy Mike Manley, szef kultowego Jeepa, człowiek wyćwiczony w podejmowaniu twardych decyzji wracał, kiedy przedstawiał przyszłości FCA. „Lodziarz”, jak jest nazywany w  koncernie. Dlaczego „lodziarz”, a może raczej „człowiek z lodu”. Bo się nie denerwuje, a jeśli podejmie decyzję, egzekwuje jej wykonanie z precyzją zegarmistrza i każdego rozlicza z obietnic.

CZYTAJ TAKŻE: Wojna handlowa szkodzi FCA

Czy zabolało go odejście Alfredo Altavilli, wiceszefa FCA na region Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, człowieka, który znał Fiata jak mało kto w koncernie? – Niestety było to do przewidzenia, co nie zmienia faktu, że bardzo tego żałuję, bo działaliśmy jako zespół. Europa to bardzo ważny dla nas region i w najbliższych dniach będziemy mieli nowego człowieka na miejsce Alfredo – wyjaśnił. Altavilla, razem z Manleyem i dyrektorem ds. finansowych Richardem Palmerem byli typowani na miejsce Sergio Marchionne po tym, jak  poinformował o zamiarze odejścia na emeryturę w kwietniu 2019. W tej rywalizacji wygrał Manley, za którym murem stoi Palmer. Dał temu wyraz wielokrotnie podczas środowego dialogu z inwestorami. – Jesteśmy jednym zespołem, tego nas nauczył „SM”- tłumaczył. SM to inicjały Marchionne i tak był najczęściej nazywany w koncernie.

Droga nie będzie prosta

Ludzie z teamu FCA mówią o Manleyu, że – podobnie jak SM – jest człowiekiem bezpośrednim i nie poddającym się presji. Tak jak był szef, lubi sam testować auta i bezlitośnie wytyka wszystkie  mankamenty, takie jak chociażby  zbyt mała, jego zdaniem  kierownica w Jeepach. „Bo wtedy to nie jest Jeep”. Jego uwagi były natychmiast przyjmowane przez zespół , a korekty produktu następowały błyskawicznie, bo nie znosi opieszałości u ludzi, którzy z nim pracują.

""

Mike Manley postanowił na nogi Jeepa, czy uda mu się poprowadzić całe FCA? / fot. Chris Ratcliffe/Bloomberg

moto.rp.pl

Miał sukcesy jako diler samochodowy i instruktor dilerów. Czy jednak jest w stanie porozumieć się z politykami, co jest szczególnie ważne, kiedy przyjdzie czas na przetasowania modelowe we Włoszech? – Już rozmawiam z politykami. Nie mam z tym problemu — przekonuje Manley. Na nowym stanowisku musi przekonać otoczenie, że nie jest jedynie superdilerem i jest w stanie sprostać wymogom prawdziwego szefa, który łączy  cechy dyplomaty, finansisty i polityka. Musi przekonać Włochów, że Brytyjczyk jest w stanie  poprowadzić taką firmę. A to nie jedyne wyzwanie. Przed nim jest także sprostanie polityce handlowej Donalda Trumpa, i elektryfikacja samochodów, co obiecywał Marchionne. Tu trzeba nadgonić stracony czas, bo były szef FCA przez kilka lat lekceważył e-auta.

CZYTAJ TAKŻE: Sergio Marchionne nie żyje

Jak pokazały opublikowane we środę wyniki, FCA jak miał, tak ma problemy w Chinach, a sam Manley wysłany  tam przez Marchionne, już raz poległ na azjatyckim rynku. Produkcja Fiatów w Państwie Środka okazała się tam całkowitą pomyłką, a nawet Jeep wystartował bardzo słabo. Marchionne zastąpił go innym człowiekiem z zespołu. Teraz do tych kłopotów doszły jeszcze problemy ze sprzedażą Maserati, a to przecież rynek chiński, oprócz amerykańskiego, jest dla globalnych koncernów największym źródłem przychodów i zysku. Manley będzie musiał teraz zapłacić za wcześniejsze błędy FCA i zaakceptować fakt, że chiński rynek nie jest już taki, jak 10-15 lat temu, kiedy dało się tam upchnąć wszystko, co ma cztery koła. Chińscy konsumenci zrobili się bardzo wymagający i uporczywie domagają się najnowocześniejszych technologii. Konkurencja FCA już dawno to zrozumiała i teraz odcina kupony.

CZYTAJ TAKŻE: Kolejne roszady w Fiacie: odchodzi Alfredo Altavilla

Kolejne wyzwanie to silniki. Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie paliwo jest znacząco tańsze niż w Europie, kierowcy zaczęli patrzeć na liczniki na dystrybutorach. Dotychczas amerykańskie Jeepy i Ramy paliły, ile chciały i nie było z tym problemu. Teraz to się zmienia.

Polowanie na ludzi

Mike Manley nie mówi „ja”, tylko „my”. W tym „my” wyraźnie widać rolę Richarda Palmera, któremu  Manley ,natychmiast po swojej nominacji, przekazał także odpowiedzialność za potencjalne fuzje i przejęcia. Tyle, że Manley musi zastąpić nie tylko Altavillę i wybrać człowieka nadzorującego Europę, ale i znaleźć nowego szefa Iveco, gdzie Marchionne był prezesem, a Altavilla dyrektorem generalnym.

Początek rządów to dla Manleya gaszenie pożarów. Trudno się więc dziwić, że znów nie usłyszeliśmy, jakie modele będą powstawać w fabrykach FCA w najbliższych latach. A na te informacje czeka m.in. polska fabryka w Tychach.

Zdaniem inwestorów z Wall Street, na razie nie są one wielkie. Kiedy w środę otworzyła się amerykańska giełda, a znane już było wystąpienie Manleya skierowane do inwestorów, akcje FCA spadły w Nowym Jorku o ponad 10 proc.

Człowiek z krainy lodu

Pozostało 95% artykułu
Od kuchni
Volvo zmierza ku giełdzie. Celuje w wycenę 20 mld dolarów
Od kuchni
Czekasz na auto w leasingu? Możesz wziąć zastępcze
Od kuchni
Ceny samochodów kompaktowych wzrosły o 63 proc.
Od kuchni
Wielki powrót Astona Martina
Materiał Promocyjny
Jakie są główne zalety systemów do zarządzania zasobami ludzkimi?
Od kuchni
Dealer będzie musiał odebrać wadliwe auto od klienta
Od kuchni
PZU zaniża odszkodowania napraw powypadkowych?