Wyobraź sobie, że w piątek o 17:03 zamykasz laptopa jednym ruchem i zamiast scrollować kolejne seriale pakujesz bagaże. Cel? Wschodnia ściana Polski – kraina mglistych poranków nad rzeką Bug, żubrów czających się w Białowieży i asfaltów tak pustych, że aż proszą się, by połknąć je jednym haustem. Brzmi jak plan. Tylko czym pojechać? Gdy myślimy o samochodach kempingowych, przed oczami stają zwykle poruszające się w zwolnionym tempie wielkie kolosy z Niemiec, które na ciasnych serpentynach budzą więcej strachu niż radości. Ale co, jeśli istnieje alternatywa? Coś bardziej kompaktowego, poręcznego, a przy tym świetnie wyposażonego? To campervan, czyli zwykły samochód dostawczy z zewnątrz, ale wyposażony jak kamper. Ma dwa metry wysokości, więc wjedzie nie tylko do Puszczy Białowieskiej, ale również na parking galerii handlowej. Nie ma ograniczeń gabarytowych, ale też tych związanych z przepisami. Na autostradzie można pędzić 140 km/h. Dzięki temu łatwo pokonać nieciekawe regiony po to, by zachować czas na miejsca, które są tego warte.

Renault Trafic Wavecamper

Renault Trafic Wavecamper

Foto: Szczepan Mroczek

Renault Trafic Wavecamper – mobilny dom w kompaktowym wydaniu

Renault Trafic przerobiony przez polską firmę Wavecamper to wersja z dachem typu pop-up, kuchnią, systemem zasilania, łóżkiem i całą masą sprytnych rozwiązań. W skrócie: wszystko, czego potrzeba, żeby ruszyć w drodze i zapomnieć o rezerwacjach w pensjonatach. Dach sypialny podnoszony jest na siłownikach. Po otwarciu tworzy się przestrzeń do spania dla dwóch osób, z materacem i oknami z moskitierami. Na parterze znajduje się drugi komplet miejsc do spania – łóżko powstaje po rozłożeniu tylnej kanapy.

Czytaj więcej

Szef Lamborghini docenia markę założoną przez Polaka

Znajdziemy tu też dwupalnikową kuchenkę gazową, zlewozmywak z elektryczną pompą wody i lodówkę kompresorową o pojemności 40 l. Dodatkowo mamy dostęp do zewnętrznego przyłącza wody i prądu 230 V. Wavecamper ma niezależny akumulator pokładowy i inwerter, więc laptop, modem i nawet ekspres do kawy można spokojnie podłączyć. Zastosowano też panel fotowoltaiczny na dachu, który ładuje baterię w słoneczne dni.

Renault Trafic Wavecamper

Renault Trafic Wavecamper

Foto: Szczepan Mroczek

Pierwsza lokalizacja nasuwa się sama

Bieszczady. Bo jeśli uciekać od cywilizacji, to tam, gdzie zasięg ma tyle kresek, co wino w kieliszku po dobranocce. Trafic w wydaniu Wavecamper wciąga górskie serpentyny z zaskakującą lekkością. Pod maską pracuje silnik 2.0 Blue dCi o mocy 170 KM z automatyczną skrzynią EDC. W kabinie cicho, prawie jak w bibliotece – choć to bardziej biblioteka z działem „Przygoda”. Dojeżdżamy pod Połoninę Wetlińską, otwieramy boczne drzwi – i hop! Salonik z widokiem na morze zieleni. Rozkładany stolik, kuchenka, lodówka – całe M1, tylko wysokość ograniczona. Szczególnie kiedy korzystamy z łóżka. Łatwo przypomnieć sobie, co znaczy słowo klaustrofobia. Śniadanie? Jajecznica smażona z widokiem na wschód słońca. Tak smakuje wolność.

Renault Trafic Wavecamper

Renault Trafic Wavecamper

Foto: Materiały prasowe

Ogrzewanie Webasto i nocleg pod tysiącem gwiazd

Dalej kierunek północny – Roztocze i Polesie. Tu asfalt potrafi zamienić się w szuter szybciej, niż zdążysz wypowiedzieć „adaptacyjne zawieszenie”. Zawieszenie Trafica radzi sobie na nierównych drogach lepiej niż to w surferskim VW California, który nota bene jest nieco ciaśniejszy w środku. Trafic prowadzi się nad wyraz pewnie. To również zasługa całkiem precyzyjnego układu kierowniczego. Wjedziesz niemal wszędzie, zaparkujesz tam, gdzie zwykły kamper musi się modlić o miejsce. Na biwak nad Wieprzem trafiamy o zmierzchu. Przestawiamy kabinę z trybu „jazda” na „nocleg” w mniej niż pięć minut. Łóżko składa się jak origami dla dorosłych, a pianka nie pamięta twoich grzechów z poprzedniego dnia (czyli kiełbasy z ogniska o 23:47).

Czytaj więcej

Volkswagen ID. Polo: powrót do korzeni i nowa nadzieja miejskiej mobilności

Ogrzewanie? Jest. To system ogrzewania postojowego Webasto z niezależnym sterowaniem. Tak wydajny, że temperatura poniżej zera stopni nie stanowi żadnej przeszkody w nocowaniu, a temperaturę można programować niczym w inteligentnym domu. Oświetlenie LED? Jest. Bardzo ambientowe. Poczucie, że zamiast hotelu masz najdroższy penthouse, bo z widokiem na tysiąc gwiazd? Obecne. Podlasie wita nas mgłą tak gęstą, że radar parkowania czuje się wywołany do tablicy. I tu Wavecamper pokazuje kolejną kartę: wąskie, polne drogi, słabe pobocza, a jednak Trafic nie panikuje.

Renault Trafic Wavecamper

Renault Trafic Wavecamper

Foto: Szczepan Mroczek

W Biebrzańskim Parku Narodowym parkujemy przy kładkach, gdzie nie można się wbić żadnym totalnym kolosem. My możemy, bo długość auta jeszcze nie wywołuje palpitacji u strażników parku. O poranku otwierasz tylne drzwi, wlatuje zapach mokrych traw, a w oddali… żurawie. I ten moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że kawa parzona na małej gazowej kuchence smakuje lepiej niż w hipsterskim bistro.

Renault Trafic Wavecamper

Renault Trafic Wavecamper

Foto: Szczepan Mroczek

Mobilne biuro na końcu świata

Na trasie ku Białowieży stawiamy test ergonomii. „Salon” przechodzi w „biuro” – rozkładamy stolik, odpalamy router, nadrabiamy maile. Czy fotele są wygodne? Fotele tak, ale pozycja tego najważniejszego nie była wygodna od początku. W tym momencie potrzebne jest jednak pewne wyjaśnienie. Kiedy odbieraliśmy campervana przygotowanego przez firmę Wavecamper, dowiedzieliśmy się, że jest to wersja z obracanymi przednimi fotelami. By jednak można było obrócić fotel kierowcy, nie zahaczając o dźwignię hamulca ręcznego, firma podniosła fotel do absurdalnego poziomu. Tak absurdalnego, że Joe Pesci z pewnością nie sięgnąłby do pedałów. Nawet Arnold Schwarzenegger pewnie by narzekał.

Renault Trafic Wavecamper

Renault Trafic Wavecamper

Foto: Szczepan Mroczek

Pozwoliliśmy sobie zaingerować w konstrukcję campervana i, usuwając dołożone elementy, przywróciliśmy pierwotną pozycję fotela. W tym wypadku wybór był łatwy. Lepiej wygodnie podróżować niż kręcić się w kółko. To jedyny element, do którego można mieć poważne zastrzeżenia. Reszta zabudowy wykonanej przez Wavecamper sprawdziła się znakomicie.

Renault Trafic Wavecamper

Renault Trafic Wavecamper

Foto: Szczepan Mroczek

Suwalszczyzna i wolność bez planu

Suwalszczyzna. Kraina jezior zimnych jak spojrzenie kontrolera biletów po 22:05. Dojeżdżamy nad Hańczę. Wiecie, co jest piękne? Że Wavecamper pozwala po prostu zostać. Zamiast oglądać zachód słońca z parkingu, otwierasz dach, rozkładasz krzesła i masz prywatną lożę VIP nad brzegiem krystalicznej wody. O poranku odkładasz szczoteczkę do zębów, sięgasz po wędkę i… łapiesz pierwszą rybę. Albo i nie – Wavecamper nie gwarantuje sukcesów wędkarskich, ale gwarantuje, że będziesz mieć na to czas i spokój. Jak to w teście, trzeba o plusach i minusach. Plusy? Mobilność i spryt – Wavecamper na Trafiku pozwala wjechać tam, gdzie pełnowymiarowe kampery boją się zarysowania lub po prostu nie wjadą. Modularność wnętrza – chwila i masz inny układ. Prawdziwa autonomiczność – panele, zasobniki wody i niezależne ogrzewanie sprawiają, że możesz schować się przed światem na dłużej niż weekend. I wreszcie – prowadzenie. Nie czujesz, że taszczysz za sobą blok mieszkalny. To nadal Renault Trafic, które można po prostu prowadzić z przyjemnością również na autostradzie.

Renault Trafic Wavecamper

Renault Trafic Wavecamper

Foto: Szczepan Mroczek

Minusy? To nie jest hotel pięciogwiazdkowy. Przestrzeń jest świetnie zaprojektowana, ale przypomina pokój hotelowy w Singapurze. Jeśli podróżujesz w czwórkę z psem i dwiema deskami SUP – będziesz musiał zredukować ilość bagażu albo… oczekiwania. Finał. Stajemy na skarpie nad Bugiem, patrzymy na zachód słońca, za który instagramerzy płaciliby w bitcoinach. Wavecamper Renault Trafic stoi obok, gotowy, by jechać dalej – na północ, na południe, gdziekolwiek. To nie jest tylko samochód. To narzędzie, które rozstraja city mode i stroi cię na częstotliwość „tu i teraz”. Czy warto przeżyć taką przygodę? Jeśli wiesz, że wolność mierzy się kilometrami, a nie gwiazdkami w bookingach – zdecydowanie tak. Czy warto kupić campervana? Renault Trafic Wavecamper kosztuje prawie 300 tys. zł. To jest auto dla ludzi z inwencją. Przecież można go wynająć na wakacje.

Renault Trafic Wavecamper

Renault Trafic Wavecamper

Foto: Szczepan Mroczek

Czy campervan może zastąpić klasycznego kampera?

Chyba nie wystarczyłoby mi cierpliwości, by zwiedzać świat klasycznym kamperem, który przypomina na drodze żółwia. Ale taki campervan to co innego. Możesz w nim spędzić noc w miejscu, gdzie nikt cię nie namierzy i gdzie nie znajdziesz hotelu, a o poranku odkryć na nowo uroki ptasich koncertów. Przeżyć chwile, które będziesz wspominał z tym charakterystycznym uśmieszkiem. A poza tym można poznać surferów, którzy z respektem spoglądają na campervana, , i będziesz mógł opowiedzieć o tym, gdzie byłeś i co widziałeś, a wtedy może zaproszą cię na swoją parcelę w Tarifie i zaproponują darmowe szkolenie z windsurfingu. Campervan to nie dostawczak z łóżkiem, ale drzwi do świata przygód.

Renault Trafic Wavecamper

Renault Trafic Wavecamper

Foto: Szczepan Mroczek