fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

Umówmy się na odbiór jutro, bo on dziś wraca na kołach z Poznania, a jeszcze musimy go umyć i podładować – słyszę w słuchawce. Chwila. Na kołach z Poznania?

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

Zazwyczaj taka informacja nie zrobiłaby na mnie żadnego wrażenia, ale tu mówimy o samochodzie elektrycznym. Nissan e-NV200 był pierwszym pojazdem na prąd, z którym kiedykolwiek miałem do czynienia. Było to kilka ładnych lat temu na polskiej premierze tego modelu. Pamiętam niesamowite wrażenie, jakie robił start spod świateł czymś, co było blaszanym dostawczakiem, ale rozwijało natychmiast całą swoją moc i moment obrotowy. Ale pamiętam też, że realny zasięg auta był bardzo skromny i niewiele przekraczał 120 km. Jutro mam mieć z nim ponowne spotkanie. I jestem bardzo ciekaw, w jaki niby sposób ma pokonać drogę Poznań – Warszawa.

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

Pojechałem rano po samochód podejrzewając, że może go tam nie być. Był. Umyty, naładowany i gotowy do drogi. Podróż ze stolicy Wielkopolski nie okazała się większym problemem. Zdecydowanie nie była też jego najdalszą wyprawą, bo całkiem niedawno służył jako wsparcie dla naszych kolarzy startujących w wyścigu na Sycylii. Tam także dojechał o własnych siłach. Rozwiązanie tej zagadki jest proste. Wcześniej miałem kontakt z pierwszą wersją e-NV-200. Tu zaś mamy wersję po face lifcie.

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

Jedna zmiana była szczególnie ważna. Dostawczy Nissan otrzymał nowe baterie o pojemności 40 kW/h. Dzięki nim ma zasięg sięgający nawet 300 km. To teoria, ale możliwa do osiągnięcia przy odrobinie samozaparcia. Przy włączonej klimatyzacji i nie obchodząc się specjalnie delikatnie z pedałem gazu osiągnąłem wynik w granicach 240 km. Właścicielom spalinowych pojazdów taka wartość może wydawać się śmiesznie mała, ale dla elektryka to całkiem przyzwoity wynik, który pozwala na bezstresowe poruszanie się nie tylko po mieście. Dla pojazdu wożącego towary na krótkich dystansach nie trzeba nic więcej. Jego przeznaczeniem jest głównie podróżowanie po ograniczonym terenie i powrót wieczorem do firmy, gdzie spędzi noc podłączony do kabla.

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

Nowe baterie to najpoważniejsza zmiana, ale są też inne, choć na pierwszy rzut oka ich specjalnie nie widać. Z zewnątrz blaszany dostawczak pozostał taki, jaki był. W tym segmencie wygląd ma trzeciorzędne znaczenie. Żeby sprawa była jasna, wcale nie mam zamiaru tu krytykować pracy stylistów Nissana. Przeciwnie, uważam go za jeden z najładniejszych pojazdów w swojej klasie. Tyle, że nie ma to żadnego znaczenia. W tym segmencie to funkcja ma znaczenie, a nie forma.

CZYTAJ TAKŻE: Renault Master dci 170 BMB: A gdybym miał wywrotkę…

Odnowiono za to wnętrze i teraz kabina wygląda tak jak w innych samochodach japońskiej marki. Przesiadając się z Qashqaia czy X-Traila trudno zauważyć różnicę. Kierownica, przyciski czy system multimedialnych są identyczne. Użyte materiały są twarde, ale jakość wykonania jest zdecydowanie godna pochwały. Zbyt często ostatnio jeżdżę pojazdami użytkowymi wyglądającymi w środku tak, jakby składali je ludzie nie wiedzący, co czynią. Środek e-NV200 jest wykonany absolutnie bezbłędnie. Jedyną uwagę mam do pozycji, którą musze zająć za kierownicą. Siedzi się dość wysoko, „po ciężarówkowemu”, ale kierownicę pojazd ma ustawioną w pionie – tak jak w samochodach osobowych. Nie ma dramatu, ale jest trochę mniej wygodnie niż powinno być.

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

Pod względem prowadzenia auto to spełnienie marzeń firmowego kierowcy. Do poruszania się po mieście nadaje się wręcz idealnie. Elektryczny silnik rozwija całą moc i moment obroty od pierwszego wciśnięcia pedału gazu. To oznacza, że prowadzący vana może wykorzystać każdą okazję, żeby przeciskać się w miejskim ruchu i zdążyć ze swoim towarem. Do tego może korzystać z buspasów, gdy jego koledzy stoją w porannych korkach (choć z egzekwowaniem tego przywileju, zapisanego w Ustawie o elektromobilności są wciąż problemy). Do tego ma wymiary normalnego auta kompaktowego, więc nie trzeba szukać specjalnych miejsc do parkowania. Co typowe dla elektryków, można nim też pokonywać zakręty stabilniej przy większych prędkościach. To zasługa umieszczonych w podłodze baterii, które obniżają środek ciężkości samochodu. To jednak sprawa marginalna, bo przecież nie po to się kupuje pojazd dostawczy, bo bić nim rekordy okrążeni na torach wyścigowych. Ma wozić towary – sprawnie, ekonomicznie i w dużych ilościach.

CZYTAJ TAKŻE: Renault Kangoo Z.E.: Towar z prądem wiozę

No właśnie, przejdźmy do tego, co jest najważniejsze, czyli części znajdującej się za kierowcą. Przestrzeń ładunkowa e-NV200 nie różni się niczym od spalinowej wersji tego pojazdu. Mieści dokładnie 4,200 litrów towaru. i ma dokładnie tak wyliczone wymiary, by zmieściły się obok siebie dwie europalety. Podłoga jest całkowicie płaska, również po bokach nie ma żadnych wystających elementów, które mogłyby utrudniać pakowanie towarów. W załadunku i rozładunku mniejszych przedmiotów pomaga fakt, że oprócz tylnych drzwi mamy po parze przesuwanych po obu bokach pojazdu.

fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

Jak jest jednak z ekonomicznością takiego pojazdu? Cena wyjściowa elektrycznego Nissana to nieco ponad 156 tys zł. Jak na samochód na prąd nie jest to dużo, ale i tak sporo więcej, niż trzeba by zapłacić za jego odpowiednik z silnikiem spalinowym. NV-200 rozpoczyna swój cennik od niecałych 64 tys. zł za podstawową wersję Visia ze 110-konną benzyną. Na pierwszy rzut oka kalkulacja jest więc bardzo prosta. Wersja z małą literką „e” w nazwie się zwyczajnie nie kalkuluje. Ale to nie jest takie proste. Ładując samochód nocą, z firmowego gniazdka „paliwo” na 100 km będzie kosztować ok. 4 zł. Kolejne oszczędności są na częściach eksploatacyjnych – nie ma tu czegoś takiego, jak wymiana oleju i filtrów, a dzięki odzyskiwaniu energii również hamulce starczają na dłużej. Możliwość bezpłatnego korzystania z postoju w strefach płatnego parkowania to zaś oszczędność do 20–30 zł dziennie. To wszystko małe pieniądze, ale jak wie każdy właściciel firmy, co roku sumują się do całkiem zauważalnych kwot.

CZYTAJ TAKŻE: Audi e-tron: Cisza nowego świata

Do tego szykowany jest projekt rządowy, zapewniający dopłatę 36 tys. zł do każdego zakupionego „elektryka”. Jeżeli wszedłby w życie, oznaczałoby to ostateczną cenę na poziomie 120 tys. zł. Oczywiście, dziś to jeszcze tylko zapowiedzi i wiele może się tu zmienić, ale przy takim założeniu, można już brać w ręce kalkulator i zacząć poważnie myśleć.

Nissan e-NV200

Wymiary (długość, szerokość, wysokość cm)456/175/185
Rozstaw osi (cm) 272
Silnik EV
Moc80 kW (109 KM)
Maks. moment obrotowy254 Nm
Pojemność akumulatorów / Czas ładowania akumulatora wysokonapięciowego w h przy 7 kWh40 kWh / 7,5
Prędkość maks. (km/h) / zasięg według danych producenta123 / 301
Przyspieszenie 0-100 km/h w s.14,0
Pojemność bagażnika (l)4200
cena od 156,8 tys. zł
fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski
fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski
fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski
fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski
fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski
fot. moto.rp.pl/Krzysztof Galimski

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Mercedes dopłaca do modernizacji starszych diesli. Ale tylko w Niemczech

Daimler poinformował, że klienci Mercedesa-Benza mogą występować o 3 tys. euro dopłaty za wymianę ...

Audi A7 50 TDI quattro: Coupe z duszą

Zamiast zwykłego sedana – pięciodrzwiowe coupe za wyższą cenę. Ten pomysł na samochody dla ...

Kabiny ciężarówek będą mogły być dłuższe

Przez lata unijni ministrowie transportu walczyli o powiększenie kabin ciężarówek. W końcu to się ...

Podpisano umowę na budowę ostatniego odcinka autostrady A2

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podpisała kolejną umowę na zaprojektowanie i budowę trzeciego, ...

Za 4 lata kupimy samochód zbudowany przez Apple

Wprowadzając do sprzedaży iPhone’a, Apple dokonało niekwestionowanego przełomu na rynku telefonów komórkowych. Teraz koncern ...

Więcej oszustw na rynku używanych aut

Aż trzy czwarte samochodów zgłaszanych do sieci autokomisów AAA Auto jest odrzucanych. W czasie ...