fot. Wojciech Romański

Toyota ma ogromne doświadczenia w napędach hybrydowych. I w SUV-ach. Połączenie tych dwóch kompetencji wyjaśnia, dlaczego RAV4 jest najlepiej sprzedającym się autem tej klasy na świecie. I dlaczego jej najmocniejsza wersja to właśnie hybryda. To jej będziemy się przyglądać.

Popularna RAV-ka to jedna z protoplastek dzisiejszych SUV-ów i wszelkiej maści crossoverów. Jej pierwsza generacja pojawiła się na rynku w 1994 r., więc w przyszłym roku stuknie jej 25 lat. A skąd RAV, w dodatku z czwórką? Tu sprawa jest prosta – to skrót od Recreational Active Vehicle with 4 Wheel-Drive. Prosty przekaz definiujący całą kategorię pojazdów.

fot. Wojciech Romański

Wraz z dojrzewaniem RAV4 pięła się do coraz wyższych segmentów – numer jeden powstał na platformie Corolli i był typowym, kompaktowym crossoverem. Co ciekawe, pierwszy flirt z ekologią model przeszedł po pierwszym liftingu w 1998 r. Wtedy pojawiła się wersja RAV4 EV, oferowana w Kalifornii. W latach 1997-2000 krótsza, trzydrzwiowa wersja występowała także w wersji kabrio.

Coraz dłużej…

Druga generacja także miała wspólne korzenie z kompaktowym modelem Toyoty – została zaprezentowana w 2000 r. O tym, że japońskiej marce udało się stworzyć model globalny świadczy fakt, że w 2001 r. RAV4 był np. najlepiej sprzedającym się SUV-em w Australii. Na kolejny model, już większy od poprzednika, przyszło czekać jedynie pięć lat. RAV4 pożegnała się z kompaktową platforma i jako numer III weszła w nowy segment. Co ciekawe, firma przygotowała dwie wersje tej generacji – z mniejszym (rynek europejski i azjatycki) i większym rozstawem osi (Australia i Stany Zjednoczone). W tej drugiej pojawił się nawet trzeci rząd siedzeń, choć raczej nie było to miejsce, gdzie dałoby się posadzić dorosłych. W 2010 r. poznaliśmy drugą generację RAV4 EV o całkiem przyzwoitym zasięgu 160 km, napędzaną elektrycznym silnikiem o mocy 156 KM. Energię dostarczały akumulatory o pojemności 42 kWh, za które odpowiadała firma… Tesla Motors. Mimo tych prób japoński koncern wybrał jednak inny główny kierunek rozwoju ekologicznych napędów, stając się głównym promotorem rozwiązań hybrydowych.

fot. Wojciech Romański

Auto mierzy 4605 mm, gdy tymczasem I generacja miała jedynie 4115 mm. W ciągu ponad 20 lat RAV4 urosła o blisko pół metra!

Prawdziwie dużym SUV-em klasy średniej RAV4 stała się po kolejnej zmianie generacyjnej w 2012 r., a do obecnych rozmiarów doszła po liftingu w 2015 r. – auto mierzy 4605 mm, gdy tymczasem I generacja miała jedynie 4115 mm. W ciągu 20 lat urosła o blisko pół metra! IV generacja przyniosła wiele zmian – do tej pory tylna klapa otwierała się na bok, teraz ku górze. Auto zostało wyposażone w nowy system napędu na cztery koła Integrated Dynamic Drive System, rozdzielający moc pomiędzy przednią a tylną osią w proporcji od 100:0 do 50:50. Największą nowością jest wprowadzenie w 2016 r. wersji hybrydowej, która łączy pracujący w cyklu Atkinsona silnik benzynowy o pojemności 2,5 l i mocy 155 KM oraz dwie jednostki elektryczne. Układ ma łączną moc systemową 197 KM, co sprawia, że hybrydowa RAV4 jest najmocniejszą w całej oferowanej gamie tego modelu, a jednocześnie najbardziej oszczędną w eksploatacji. Tu za napęd na 4 koła odpowiada system E- Four, który w razie potrzeby włącza elektryczny silnik sprzęgnięty z tylną osią.

Nie tylko milimetry

Tak naprawdę dopiero z bliska widać, jak dużym pojazdem jest RAV 4. Linie nadwozia są tak proporcjonalnie poprowadzone, że samochód robi wrażenie mniejszego, bardziej zwartego niż jest naprawdę. A dane mówią same za siebie – o długości już wspominaliśmy, 4605 mm, szerokość 1845 mm i wysokość 1675 mm przy rozstawie osi 2660 mm czynią z tego samochodu rasowego przedstawiciela segmentu. Tak naprawdę liczą się nie milimetry a to, ile miejsca dostają siedzący w środku pasażerowie. A tego jest naprawdę w bród, przede wszystkim za sprawą płaskiej podłogi i braku tunelu środkowego, co jest zasługą hybrydowego napędu i sposobu rozwiązania kwestii napędy na obie osie.

fot. Wojciech Romański

CZYTAJ TAKŻE: Używane hybrydy: czy jest się czego bać?

Hybrydowe serce pozwala na rozpędzenie pojazdu do 100 km/h w 8,3 sekundy. Prędkość maksymalna jest ograniczona – jak w większości samochodów koncernu z takim napędem – do 185 km/h. Układ napędowy został spięty z przekładnią automatyczną e-CVT. Takie rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony przy łagodnej jeździe skrzynia pozwala na maksymalne wykorzystanie potencjału hybrydowego napędu, z drugiej wszelkie próby dynamicznego połykania kilometrów uczyni zdecydowanie mniej komfortowymi niż w przypadku innych rozwiązań. Samochód staje się wtedy dość głośny właśnie z powodu charakterystyki pracy przekładni, która nakazuje silnikowi wskakiwać na najwyższe obroty i trzyma je tam cały czas, aż złagodzimy siłę nacisku na pedał gazu.

fot. Wojciech Romański

Czy narysowane ostrymi liniami nadwozie może się podobać? To zawsze jest kwestią gustu, choć jedno jest pewne – RAV4 to samochodów rozpoznawalny. A jeśli dodatkowo jest z limitowanej serii Selection, jak model który będziemy prześwietlać, zwraca na siebie uwagę srebrnym lakierem Selection Platinum, czarnymi felgami ze stopów lekkich, przyciemnianymi tylnymi szybami czy spojlerem dachowym. A w środku – fotelami ze skóry koloru Dark Rose, które jednak mogły by być nieco wygodniejsze, co czuć zwłaszcza w dłuższych trasach. Ale wyglądają bardzo dobrze.

Po pierwsze ekonomia

Toyota przekonuje, że ten ważący blisko 1,7 tony samochód spala średnio niewiele powyżej 5 litrów na 100 km. Patrząc na RAV4 trochę trudno to sobie wyobrazić, choć można taką producencką deklarację potraktować również jako wyzwanie. I przy okazji nauczyć się jeździć hybrydą, bo to jednak zupełnie inne doświadczenie. Jeśli myślimy o prawdziwie oszczędnej jeździe, trzeba zapomnieć o wciskaniu gazu w podłogę, bo rozdrażniona tym Toyota potrafi wtedy spalić 13-14 l/100 km przy jeździe autostradowej. A my wpadniemy w zadziwienie, że przecież nie tak miało być.

fot. Wojciech Romański

CZYTAJ TAKŻE: Koniec z cichymi elektrykami i hybrydami

Powiedzmy sobie szczerze, decydując się na hybrydę jednocześnie deklarujemy nieco inny styl jazdy, bo nie tak się obchodzi z takimi napędami. Jeśli zaczniemy nieco bardziej subtelnie traktować gaz, nauczymy się przewidywać sytuację na drodze, dobrze wykorzystywać momenty pracy silników elektrycznych, uda się zejść nawet do tych 5 l/100 km, nie zagryzając przy tym warg do krwi ze złości, że przy okazji bicia rekordu jazdy na kropelce paliwa wyprzedzają nas wszystkie ciężarówki. Ale o tym, jak się uczyć ekonomicznej jazdy opowiemy w jednej z kolejnych części naszego testu…

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Seat żegna się aż z dwoma modelami. Koniec produkcji

Seat wycofuje z rynku aż dwa modele. Powodem jest małe zainteresowanie klientów. Ostatnie pożegnanie, ...

Mercedes prezentuje swoją elektryczną przyszłość podczas IAA we Frankfurcie

IAA 2019 | Ekologiczny szturm

Czy czasy salonów samochodowych odchodzą do przeszłości? Na tegorocznych targach IAA we Frankfurcie rzeczywiście ...

Salon w Genewie za zamkniętymi drzwiami. Przegląd nowości

69. Międzynarodowy Salon Samochodowy w Genewie został odwołany z powodu epidemii koronawirusa, ale niektórzy ...

Milion włoskich elektryków

Włoski rząd przygotowuje plan wprowadzenia miliona samochodów elektrycznych na krajowe drogi do 2022 r. ...

Wodór i prąd na europejskich drogach

Unijne koncerny motoryzacyjne muszą znacząco zmniejszyć emisję CO2 w nowo produkowanych samochodach. Na europejskich ...

Porsche i Boeing chcą latać nad miastami

Niemiecki koncern samochodowy i amerykański gigant lotniczy chcą wprowadzić na rynek latający automobil elektryczny. ...