Organizacja True Iinitiative poinformowała o wykonaniu testów emisji spalin w rzeczywistych warunkach ruchu drogowego z potoku pojazdów. Polega to na rozstawieniu po obu stronach ulicy urządzeń, gdzie jedno z nich emituje wiązkę laserową oraz fale dźwiękową, a drugie jest odbiornikiem tych sygnałów. Sygnały są zniekształcane w trackie przenikania przez spaliny „wypychane” z układu wylotowego przejeżdżających pojazdów. Na podstawie tych danych wykonywana jest „ocena” emisji. Dodatkowo urządzenie jest wspierane przez kamerę rejestrującą numery pojazdów oraz czujnik prędkości. Dzięki temu poza ogólnym wynikiem z potoku aut, można określić emisję jednostkową dla konkretnego samochodu oraz czy był on w trakcie przyspieszania, hamowania czy jazdy ze stałą prędkością. Następnie możliwe jest porównanie uzyskanych danych z bazą Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEPiK), jeżeli do takiej jest dostęp.

CZYTAJ TAKŻE: Niemiecki sposób na smog

– Zaletą badań przesiewowych pod kątem emisji zanieczyszczeń pochodzących ze spalin jest to, że otrzymujemy obraz tego co emitują pojazdy w warunkach rzeczywistego ruchu drogowego (wyniki emisji przeszło 100 tys. pojazdów można uzyskać w czasie 10 dni pomiarowych) – komentuje Mikołaj Krupiński, Rzecznik Instytutu Transportu Samochodowego i dodaje – Wyniki badań po powiązaniu z konkretnymi pojazdami przy wykorzystaniu systemu CEPiK pozwolą porównać rzeczywistą emisję spalin z wymaganiami i poziomem emisji, które producenci pojazdów deklarują w procesie homologacji.

""

moto.rp.pl

Przeprowadzone badania są wspierane przez Clean Air Fund. Jak na razie zostały wykonane przy ulicy Puławskiej. Mają pomóc w określeniu rzeczywistej skali zanieczyszczeń powietrza przez pojazdy. Głównymi składnikami na które badacze zwracają uwagę to tlenku azotu, cząstki stałe oraz związki amoniaku. Sprawdzany jest również realny wpływ normy emisji spalin Euro 6d-Temp na stan powietrza. Dzięki temu możliwe będzie określenie jakie są rzeczywiste wartości emisji samochodów spełniających obowiązujące normy emisji spalin, a następnie skonfrontowanie ich z wynikami uzyskiwanymi w laboratorium.

CZYTAJ TAKŻE: Pozytywny wpływ koronawirusa na jakość powietrza

Na ten moment właściciele pojazdów mogą spać spokojnie. Przeprowadzone badania są w fazie testowej, a uzyskane wyniki nie będą udostępniane policji. Jednak nie wyklucza się, że w przyszłości tego typu testy staną się normą, a wyniki będą miały wpływ na ewentualne odebranie dowodu rejestracyjnego i skierowanie samochodu do naprawy. Potencjalnie, w ten sposób można także eliminować z dróg pojazdy o ponadnormatywnej emisji zanieczyszczeń, których układy napędowe są niesprawne na skutek usterki lub celowo „zmodyfikowane”, poprzez usunięcie elementów, które wychwytują i neutralizują szkodliwe związki zawarte w spalinach. W tym przypadku niezbędne byłoby jednak nowe regulacje – wyjaśnia Krupiński.

Wykonane w Warszawie badania nie są pierwszymi w Polsce. Tego typu testy wykonano już w Krakowie. W grudniu 2019 roku przebadano ok. 103 tys. pojazdów. Problemy wykryto w przypadku emisji tlenków azotu – miały z tym problem wszystkie auta wyposażone w silniki Diesla, niespełniające normy Euro 6. Nawet auta spełniające normę Euro 5, które były zarejestrowane przed 2015 rokiem, charakteryzowały się emisją na poziomie do 700 mg NOx/km, gdzie norma laboratoryjna to 80 mg NOx/km. Znacznie lepiej wypadły wyniki dla aut z silnikami benzynowymi. Dopiero te o normie Euro 3 (obowiązująca od stycznia 2001 r. do stycznia 2006 r.) uzyskały gorsze rezultaty w przypadku tlenków azotu, od diesli z poziomem emisji Euro 6.