Nowy Mercedes-Benz Actros, pokazany w 2018 r. na targach IAA, to ciężarówka semi-autonomiczna
Nowy Mercedes-Benz Actros, pokazany w 2018 r. na targach IAA, to ciężarówka semi-autonomiczna
fot Krisztian Bocsi/Bloomberg

Gwałtownie wyhamował polski rynek pojazdów użytkowych. Firmy przewozowe boją się utraty kontraktów.

Jak podał Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), w grudniu rejestracje samochodów ciężarowych zmalały o ponad jedną czwartą, do 2 tys. aut. To już drugi z rzędu miesiąc spadku, choć cały 2018 r. okazał się niezły, przynosząc 8-procentowy wzrost rejestracji. Teraz jednak sytuacja zaczyna się zmieniać.

Według PZPM na decyzje zakupowe firm wpływa teraz niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji na rynku drogowych przewozów międzynarodowych. Przedsiębiorstwa transportowe mają przed sobą perspektywę wzrostu kosztów związanych z unijnymi przepisami o delegowaniu pracowników. Według Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD) w negatywnym scenariuszu polscy transportowcy mogą stracić nawet połowę udziałów w rynku.

CZYTAJ TAKŻE: Przewoźnicy narzekają, ale kupują ciężarówki na potęgę

– Na miejscu właściciela firmy przewozowej sam zastanawiałbym się nad rozbudowywaniem teraz floty – mówi Łukasz Włoch, główny ekspert ds. analiz i rozliczeń w Ogólnopolskim Centrum Rozliczania Kierowców. W przypadku transportów kabotażowych przewoźnicy muszą się liczyć ze wzrostem kosztów pracowniczych o średnio 20 proc., a w niektórych przypadkach nawet 40 proc. To osłabi konkurencyjność polskich firm. – Nie ma pewności, czy w takiej sytuacji zagraniczni zleceniodawcy będą chcieli dalej korzystać z naszych usług, czy też nie zdecydują się na własnych przewoźników. Bo obecna różnica w cenach na naszą korzyść na pewno się zmniejszy – uważa Włoch.

Od lat liderem polskiego rynku jest DAF / fot. mat.pras.

Kolejne zagrożenie to twardy brexit. Przewozy do lub z Anglii realizowane przez polskie firmy transportowe to blisko milion kursów rocznie. Na trasach pomiędzy kontynentalną Europą a Wielką Brytanią udział ciężarówek z polską rejestracją przekracza 20 proc., a w przewozach kabotażowych na terenie Wysp Brytyjskich polskie firmy transportowe są liderem. Jeśli pojawią się odprawy graniczne, wydłuży się czas transportu. A to podniesie koszty działalności i część przewoźników straci kontrakty.

Scania rok 2018 r. zamknęła w Polsce na najniższym miejscu podium / mat.pras.

Zakupy nowych pojazdów wyhamowują także niedobory kierowców w firmach transportowych. Jeśli ciężarówki stoją, przynoszą straty. A z opublikowanego w grudniu ub. roku badania Grupy Transporeon dostarczającej rozwiązania IT dla branży logistyki wynika, że braku pracowników obawia się połowa polskich firm przewozowych. – Średnia wieku kierowców w transporcie międzynarodowym wynosi 50 lat, co oznacza, że wielu z nich w niedługim czasie przejdzie na emeryturę. Problem będzie się więc pogłębiał – komentuje Mariusz Nowak z Transporeon. Zwłaszcza że już w 2016 r. raport „Rynek pracy kierowców” przygotowany przez firmę doradczą PwC oraz Związek Pracodawców „Transport i Logistyka Polska” szacował, że na rynku może brakować około 100 tysięcy kierowców.

Według PZPM od stycznia zarejestrowano w Polsce 29,9 tys. nowych samochodów ciężarowych powyżej 3,5 tony, w tym prawie 22,2 tys. ciągników. Tych ostatnich najwięcej sprzedał DAF (5,5 tys., wzrost o 25 proc.), potem MAN (4,2 tys., wzrost o 22 proc.), Scania (4 tys., wzrost o 6 proc.), a następnie Volvo i Mercedes.

Lepiej od ciężarówek radził sobie w końcu ub. roku rynek samochodów dostawczych. W grudniu liczba rejestracji wzrosła r./r. o 4 proc., do prawie 1,1 tys. sztuk. W całym roku liderem sprzedaży okazał się Renault (zajął 15,7 proc. rynku), wyprzedzając Fiata i Forda. Głębokim spadkiem (-48 proc.) zakończył się natomiast grudzień na rynku autobusów, choć w całym 2018 r. ich sprzedaż osiągnęła rekordowy poziom prawie 2,7 tys. sztuk przy wzroście r./r. o 17 proc. Według prognoz PZPM i firmy JMK Analizy Rynku Transportowego również 2019 r. powinien przynieść wzrost sprzedaży, głównie dzięki zamówieniom samorządów na autobusy miejskie. Jak przyznaje Małgorzata Durda, dyrektor Volvo Buses na Polskę i Kraje Bałtyckie, producenci mają pełne portfele zamówień. – Nasze zdolności produkcyjne są praktycznie wykorzystane – powiedziała „Rzeczpospolitej”. [G]

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Mercedes EQC: Kumpel z wtyczką

EQC nie jest pierwszym elektrycznym Mercedesem, ale na pewno najciekawszym. Rzuca rękawice Jaguarowi i ...

Na świecie jest już milion Tesli

Firma założona w 2003 roku ma powody do zadowolenia. Z linii produkcyjnej zjechała milionowa ...

Sprzedaż aut w Europie: VW i Jeep idą na rekord

Pierwszy kwartał 2018 roku był najlepszym pod względem liczby sprzedanych nowych aut na europejskim ...

Ministerstwa nie chcą pojazdów elektrycznych

Wbrew planom ministra energii kancelaria premier Beaty Szydło, cztery resorty, Krajowa Administracja Skarbowa, BOR ...

fot. Mat.Pras.

OC na e-rowery? Pomysł na razie do zamrażarki

W tej kadencji Parlamentu Europejskiego nie uda się uchwalić takiej dyrektywy – wynika z ...

Bruksela Motor Show 2020: Jak uratować salon samochodowy

To nie jest dobry czas dla salonów samochodowych. Nieważne czy Frankfurt, Genewa lub Tokio ...