W czasach, gdy supersamochody coraz częściej mierzą swoją wyjątkowość liczbą silników elektrycznych, ekranów i aktywnych systemów aerodynamicznych, Gordon Murray zrobił coś zupełnie innego. Sięgnął po receptę, która ponad trzy dekady temu stworzyła legendę McLarena F1.

Gordon Murray S1 łączy rozwiązania, które dziś zaczynają brzmieć niemal egzotycznie: wolnossący silnik V12, sześciobiegową manualną skrzynię biegów, napęd na tylne koła i centralnie umieszczony fotel kierowcy. Nie jest jednak nostalgiczną rekonstrukcją samochodu z lat 90. To współczesny supersamochód zbudowany według starej szkoły.

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe

Bardziej górska droga niż tor

Gordon Murray Special Vehicles pokazał S1 podczas Monterey Car Week. Konstrukcja bazuje na ekstremalnym S1 LM, ale jej charakter został złagodzony. S1 nie powstał po to, by urywać kolejne dziesiąte części sekundy na torze, ale by dawać przyjemność z jazdy publicznymi drogami. Jak tłumaczy Gordon Murray, chodziło o stworzenie auta, którym można komfortowo przejechać wybrzeżem z Los Angeles do Monterey, a jednocześnie nadal czerpać przyjemność z każdej zmiany biegu, zakrętu i dźwięku silnika V12, gdy tylko droga zrobi się ciekawsza.

Czytaj więcej

Gordon Murray S1 LM: Powstanie pięć egzemplarzy. Wszystkie kupił jeden kolekcjoner

To bardzo ważna różnica. Współczesne supersamochody coraz częściej zachowują się tak, jakby każdy ich właściciel spędzał weekendy na walce o rekord Nürburgringu. S1 ma ambicję przypomnieć, że równie dobrym miejscem dla supersamochodu jest pusta, kręta droga.

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe

McLaren F1 trudno tu przeoczyć

Stylistyka nie próbuje ukrywać inspiracji McLarenem F1. Proporcje nadwozia, kabina przesunięta do przodu i charakterystyczna sylwetka wyraźnie nawiązują do najsłynniejszego projektu Murraya.

Forma została jednak unowocześniona. S1 otrzymał współczesne reflektory lepiej wkomponowane w nadwozie, drzwi unoszone do góry, wlot powietrza na dachu oraz cztery końcówki układu wydechowego. Tył zachował przy tym wyraźnie klasyczny charakter. Ponieważ samochód został przygotowany przede wszystkim z myślą o drogach publicznych, zrezygnowano z agresywnego pakietu aerodynamicznego stosowanego w S1 LM. Zamiast wielkich skrzydeł zastosowano aktywną aerodynamikę zintegrowaną z nadwoziem. System dostosowuje swoje działanie m.in. do jazdy z dużą prędkością.

Czytaj więcej

Ustaw klimatyzację w aucie tak, by nie zaziębić zatok. Sposób jest prosty

Filozofia jest jednak inna niż w samochodach nastawionych przede wszystkim na osiągi torowe. Nie chodzi o generowanie możliwie największego docisku, lecz o komunikację pomiędzy samochodem a kierowcą.

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe

Kierowca znowu siedzi pośrodku

Najważniejsze nawiązanie do McLarena F1 znajduje się we wnętrzu. S1 zachował trzyosobową konfigurację foteli z kierowcą siedzącym centralnie i dwoma pasażerami nieco za nim. Przed kierowcą znajduje się trójramienna kierownica oraz centralny analogowy wskaźnik. Dopiero po jego bokach umieszczono cyfrowe ekrany. To charakterystyczne połączenie starego i nowego świata. Elektronika jest obecna, ale nie próbuje zdominować kabiny.

Wnętrze wykończono skórą, specjalnie opracowanymi tkaninami oraz elementami dobieranymi indywidualnie dla każdego samochodu. Pojawił się także lekki system audio, dodatkowe materiały wygłuszające i zmodyfikowany system infotainment.

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe

12 100 obr./min bez pomocy turbosprężarki

Najważniejszy element znajduje się oczywiście za kabiną. S1 napędza przygotowany przez Coswortha wolnossący silnik V12 o pojemności 4,2 litra. Jednostka otrzymała lekkie tłoki, tytanowe zawory i korbowody, układ smarowania z suchą miską olejową oraz osłonę termiczną pokrytą 24-karatowym złotem. Silnik rozwija 690 KM i 500 Nm, ale bardziej imponująca od samej mocy jest jego charakterystyka. V12 może rozpędzić się do 12 100 obr./min. Dla porównania, silnik Porsche 911 GT3 RS osiąga 9000 obr./min. S1 znajduje się więc w świecie obrotów, do którego większość współczesnych samochodów drogowych nawet się nie zbliża. Przypomnijmy, że najbardziej ekstremalne generacje Formuły 1 kręciły się do 20 tys. obr./min.

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe

Manualna skrzynia jak mechanizm karabinu

Silnik współpracuje z sześciobiegową manualną skrzynią. Gordon Murray Special Vehicles zmienił sposób prowadzenia mechanizmu zmiany biegów tak, aby ruch lewarka był możliwie bezpośredni i precyzyjny. Firma porównuje jego działanie do przeładowania zamka karabinu. To może brzmieć jak typowo marketingowe porównanie, ale dobrze pokazuje, gdzie projektanci S1 szukali emocji. Nie w kolejnym trybie jazdy uruchamianym na ekranie, lecz w mechanicznych czynnościach wykonywanych przez kierowcę.

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe

Supersamochód, którym można podróżować

Zmiany objęły również zawieszenie. W porównaniu z S1 LM prześwit zwiększono o 10 mm, a amortyzatory otrzymały inne zestrojenie. Samochód ma dzięki temu zapewniać większy komfort podczas dłuższych podróży, nie tracąc precyzji układu kierowniczego, zwinności i informacji przekazywanych kierowcy. I właśnie tutaj najlepiej widać filozofię S1. Nie jest to złagodzony samochód wyścigowy ani supersamochód próbujący zostać limuzyną. Gordon Murray chce zbudować auto, którym można przejechać kilkaset kilometrów, a po dotarciu na krętą drogę nadal mieć ochotę przejechać ją jeszcze raz.

Produkcja zostanie ograniczona do 64 egzemplarzy. Każdy samochód będzie indywidualnie konfigurowany przez właściciela. Producent nie ujawnił ceny.

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe

Gordon Murray S1

Gordon Murray S1

Foto: Materiały prasowe