Reklama

Mazda CX-6e: nowy elektryczny crossover z japońskim DNA i chińską techniką

Mazda długo stała z boku elektrycznej rewolucji. Gdy inni producenci ścigali się na zasięgi, moce i rekordy ładowania, Japończycy patrzyli, obserwowali i – nie ukrywajmy – trochę się wahali. Pierwszy elektryczny MX-30 był raczej manifestem filozofii niż realną odpowiedzią na rynek. Teraz jednak Mazda wraca z zupełnie innym nastawieniem. Po premierze elektrycznej limuzyny 6e, do gry wchodzi CX-6e – duży, nowoczesny crossover.

Publikacja: 12.01.2026 05:00

Mazda CX-6e - odważnie stylizowany SUV z napędem elektrycznym

Mazda CX-6e

Mazda CX-6e - odważnie stylizowany SUV z napędem elektrycznym

Foto: Materiały prasowe

CX-6e wygląda jak Mazda, ale jakby z przyszłości. Ma 4,85 m długości, 1,94 m szerokości i jest wyraźnie niższa niż klasyczne SUV-y (1,62 m). Przy rozstawie osi 2,90 m sylwetka jest bardziej „fastbackowa” niż terenowa. To nie jest kolejny muskularny klocek na kołach – Mazda konsekwentnie pozycjonuje ten model jako crossover, a nie pełnoprawnego SUV-a. Stylistycznie CX-6e bardzo wiernie przenosi pomysły z koncepcyjnego modelu Arata. Mamy czyste, gładkie powierzchnie, oszczędne przetłoczenia i detale, które odkrywa się dopiero po chwili. Z przodu uwagę przyciąga charakterystyczna, ostro zarysowana „twarz” Mazdy, z nisko osadzonymi światłami do jazdy dziennej i podświetlanym logo w miejscu, gdzie tradycyjnie spodziewalibyśmy się grilla. To tylko atrapa, ale zrobiona z wyczuciem. Po bokach dzieje się więcej: chowane klamki, wytłoczone napisy „Mazda” na progach, kanały powietrzne w słupkach C oraz opcjonalne kamery zamiast lusterek. Dach zawsze jest czarny, niezależnie od koloru nadwozia – a tych będzie siedem, w tym bardzo charakterystyczny Nightfall Violet. Z tyłu wąski pas świateł, mocno pochylona szyba i dyskretny spoiler. Jest nowocześnie, bez krzyku – elegancja połączona z nowoczesnością.

Mazda CX-6e - nowy styl japońskiej marki

Mazda CX-6e

Mazda CX-6e - nowy styl japońskiej marki

Foto: Materiały prasowe

Technika solidnie, choć bez fajerwerków

Pod karoserią CX-6e kryje się technologia rozwijana wspólnie z chińskim partnerem Changan. To fakt, którego Mazda nie ukrywa i który będzie tematem wielu dyskusji. Platforma, bateria i napęd są wspólne z modelami sprzedawanymi w Chinach, choć Japończycy mocno podkreślają, że za design, zestrojenie i „europejski charakter” odpowiada Mazda. Akumulator LFP ma pojemność 78 kWh, a zasięg według WLTP wynosi od 463 do 484 km – zależnie od wersji i rozmiaru kół. Na tle rywali brzmi to… poprawnie, nie imponująco, ale wystarczająco. Szybkie ładowanie DC z mocą do 195 kW pozwala uzupełnić energię od 10 do 80 proc. w około 24 minuty. AC Standardowe 11 kW.

Silnik elektryczny umieszczono na tylnej osi. Oferuje 258 KM i 290 Nm momentu obrotowego. Przy masie około 2,2 tony sprint do 100 km/h w 7,9 sekundy, a prędkość maksymalna to 185 km/h. Ciekawostką jest możliwość holowania przyczepy o masie do 1,5 tony – rzecz wciąż rzadko spotykana w elektrykach tej klasy. Mazda będzie oferowana wyłącznie z napędem na tylną oś.

DNA Mazdy, ale po nowemu

Co ważne, zawieszenie i układ kierowniczy były kalibrowane w europejskim centrum R&D w Oberursel niedaleko Frankfurtu. Mazda bardzo mocno akcentuje, że CX-6e ma „jeździć jak Mazda”, nawet jeśli jego elektryczne serce pochodzi z Chin. Do dyspozycji są trzy tryby jazdy: Normal, Sport i Individual – w tym ostatnim można osobno ustawić reakcję na gaz, rekuperację i pracę kierownicy.

Reklama
Reklama
Mazda CX-6e - we wnętrzu znalazł się ekran o średnicy 26 cali

Mazda CX-6e

Mazda CX-6e - we wnętrzu znalazł się ekran o średnicy 26 cali

Foto: Materiały prasowe

Duże wrażenie robi też środek. Kabina jest manifestem nowej filozofii Mazdy – bardziej cyfrowej, bardziej futurystycznej i, co może zaskakiwać dotychczasowych fanów marki, niemal pozbawionej fizycznych przycisków. Przed oczami kierowcy… nie ma klasycznych zegarów. Ich rolę przejmuje ogromny head-up display, który wyświetla wskazania tak, jakby były nakładane bezpośrednio na drogę. Do tego dochodzi gigantyczny, 26,45-calowy ekran o proporcjach 32:9 i grubości zaledwie 9,5 mm rozciągnięty aż do pasażera. Interfejs jest dzielony – kierowca i pasażer mogą widzieć różne treści jednocześnie. CX-6e obsługuje komendy głosowe („Hey Mazda”), ale też… gesty. Siedem zdefiniowanych ruchów dłoni pozwala sterować wybranymi funkcjami auta.

Technologicznym smaczkiem są kamery zamiast lusterek, których obraz wyświetlany jest na dwóch OLED-owych ekranach w drzwiach. To pierwszy seryjny model Mazdy z takim rozwiązaniem. Nawet lusterko wsteczne może działać jako 9-calowy ekran HD – albo klasyczne lustro, jeśli ktoś woli. CX-6e pomieści pięć osób. Materiały wykończeniowe to albo sztuczna skóra, albo nowy materiał Maztex – w pełni syntetyczny, bez użycia skóry naturalnej. Wnętrze jest dostępne w trzech wariantach kolorystycznych: beżowy lub czarny (materiał Maztex) w modelach Takumi lub dwubarwny (Maztex) w kolorze fioletowym i białym w odmianie Takumi Plus. Wersja Takumi Plus obejmuje ponadto podgrzewane i wentylowane siedzenia dla pasażerów zarówno z przodu, jak i z tyłu. Panoramiczny dach (seryjny) wpuszcza mnóstwo światła, jednocześnie filtrując promieniowanie UV. Bagażnik oferuje od 468 do 1434 l.

Mazda CX-6e  - ma drzwiach bagażnika pojawił się podświetlony napis Mazda

Mazda CX-6e

Mazda CX-6e - ma drzwiach bagażnika pojawił się podświetlony napis Mazda

Foto: Materiały prasowe

Polskie ceny od...

Mazda CX-6e trafi do europejskich salonów latem 2026 r. Na start dostępne będą dwie wersje wyposażenia Takumi została wyceniona na 206 100 zł, natomiast Takumi Plus kosztuje 219 tys. zł. Mazda dokłada do tego solidną gwarancję 6 lat lub 150 tys. km na cały samochód. CX-6e nie jest elektrycznym przełomem, nie bije rekordów zasięgu, nie ładuje się najszybciej i nie oferuje kosmicznych osiągów. Ale w zamian daje coś innego: wyrazisty design, nowoczesne wnętrze i wyraźną próbę zdefiniowania elektrycznej Mazdy na własnych zasadach. To auto dla tych, którzy są już zmęczeni bezpłciową stylistyką elektrycznych SUV-ów i chcą czegoś, co ma charakter.

Premiery
Alfa Romeo Giulia Quadrifoglio Luna Rossa – czasem warto spojrzeć w księżyc
Premiery
Cupra Leon VZ TCR to hot hatch starej szkoły. Powstanie tylko 499 sztuk
Premiery
Porsche zrobiło z 20-letniego używanego auta nowy samochód. Kosztowało to miliony
Premiery
Ferrari Amalfi: Elegancja codzienności, precyzja toru, dusza gran turismo
Premiery
Powstanie tylko 90 egz. Limitowane Porsche 911 GT3 za prawie 1,9 mln zł
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama