Na Islandii obowiązuje dodatkowe ograniczenie prędkości, obejmujące drogi szutrowe. Ale co się dziwić, skoro miejscami taką nawierzchnię ma nawet główna, okrążająca całą wyspę, kultowa trasa numer 1.

Dzień letniego przesilenia 2016 r. Jeden z najbardziej znanych islandzkich zespołów – Sigur Rós – realizuje niezwykły eksperyment artystyczny. Grupa rusza w podróż liczącą 1332 km drogą numer 1, nazywaną też Circular Highway, transmitując ją na żywo w islandzkiej telewizji oraz poprzez swój kanał youtube. Ale clou tej relacji stanowiła muzyka – jak pisze Marcin Kozicki z portalu Stacja Islandia „została ona stworzona przy użyciu generatywnego oprogramowania muzycznego. Wykorzystano kilka ścieżek budujących utwór „Óveður” Sigur Rós, które stały się bazą nowego projektu. Specjalny program komputerowy za pomocą algorytmów szczegółowo je analizował, przekształcał, przestawiał, zmieniał, rozciągał, zapętlał, etc. Dzięki temu słuchacz podczas oglądania tego „filmu” miał równocześnie możliwość nieustannego odkrywania – wydawałoby się ograniczonego zestawu dźwięków – na nowo, gdyż z każdą chwilą ścieżka dźwiękowa otwierała przed nim nieprzewidywalne kierunki muzyczne. A wszystko działo się w czasie rzeczywistym”.

mat.pras.

Wiosną 2018 r. ukazała się płyta „Route one”, na której znalazły się najciekawsze muzyczne momenty tej drogi. Zamiast tytułów utworów mamy współrzędne geograficzne przystanków z trasy. Czyż to nie fantastyczna inspiracja do wyruszenia w podróż szlakiem niezwykłych krajobrazów, surowej przyrody, wąskich, krętych dróg, lodowców, wulkanów i gejzerów?

Takich inspiracji można znaleźć znacznie więcej. Islandia kusi artystów także spoza wyspy – magiczne plenery znalazły się m.in. w „Śmierć nadejdzie jutro” z serii przygód agenta 007, „Sekretnym życiu Waltera Mitty”, serialu „Gra o tron” (tropienie plenerów z tej kultowej serii to sam w sobie plan na fascynującą wycieczkę). Plażę Mýrdalssandur można zobaczyć w jednej z części Gwiezdnych Wojen – „Łotr 1”, lodowiec Vatnajökull w filmie „Batman-Początek”… Przykładów można znaleźć mnóstwo, a w ich identyfikacji pomoże smartfonowa aplikacja Iceland Film Location.

Do tego dochodzą teledyski, np. Justina Biebera („I’ll show you”) czy Dawida Podsiadły z coverem „Bóg” grupy T.Love. Po emisji klipu Biebera tłumy turystów (teledysk ma ponad 420 mln wyświetleń) ruszyły oglądać wodospady Seljalandsfoss i Skógarfoss czy wrak samolotu Dakota na czarnej plaży Sólheimasandur. Tropów jest tak wiele, że na pewno na jednej wyprawie się nie skończy. Z racji odległości i wygody Islandię najlepiej zwiedzać samochodem. Jeśli chcemy się dostać do miejsc leżących poza asfaltem – powinien być to co najmniej SUV, a najlepiej porządna terenówka. Zwłaszcza, że za ruszenie offroadową trasą nieodpowiednim samochodem można dostać solidny mandat. Zresztą nie tylko za to…

W rytmie slow

Już na lotnisku w Keflaviku, dawnej amerykańskiej bazie wojskowej, która stanowiła jednocześnie zapasowe lądowisko dla promów kosmicznych, widać, że trafiamy do innego świata. Podróżnych wita tablica z obrysem wyspy i strzałką „Exit to Iceland”. To jedyne duże lotnisko międzynarodowe na Islandii.

CZYTAJ TAKŻE: Hinduska jazda

Wsiadając do samochodu trzeba pamiętać o kilku ważnych kwestiach. Po pierwsze – będziemy się tu poruszać po drogach jednopasmowych, często o nawierzchni żwirowej (to właśnie to nietypowe ograniczenie do 80 km/h), przez mosty, z których część jest szerokości jednego samochodu i obowiązuje na nich ruch wahadłowy. Na całej Islandii jest tylko jeden odcinek dwupasmówki – to trasa pomiędzy Keflavikiem a Reykyavikiem, ale także na niej obowiązuje żelazne ograniczenie do 90 km/h. I lepiej go nie przekraczać, bo mandaty na wyspie są wysokie, a od 1 maja 2018 r „wycena” wielu wykroczeń znacząco poszła w górę. Np. za ponaddwukrotne przekroczenie ograniczenia do 30 km/h możemy zapłacić nawet 90 tys. koron islandzkich (ISK), czyli ok. 2,8 tys. zł, a za rajd z prędkością 160 km na drodze poza miastem 240 tys. ISK (ok. 7,6 tys. zł).

Fot. VW Polska

Używanie telefonu bez zestawu głośnomówiącego zuboży nas o blisko 1,3 tys. zł, podobnie jak przejazd na czerwonym świetle czy zignorowanie znaku ustąp pierwszeństwa przejazdu, a jazda bez włączonych świateł dziennych – o plus minus 650 zł, podobnie jak jazda bez zapiętych pasów bezpieczeństwa. Zatem zasada numer jeden – nie spieszymy się, bo to się nie opłaca tym bardziej, że lokalna policja jest bardzo czujna. Zresztą atmosfera wyspy i nieustająco zmieniające się krajobrazy sprawiają, że bardzo szybko zaczynamy się przemieszczać nawet poniżej dopuszczalnych limitów.

Wysokiej klasy szutrówka gdzieś w islandzkim interiorze / fot. Wojciech Romański

Planując podróż warto też pamiętać, że – zwłaszcza w interiorze, ale także wzdłuż głównych tras – mogą się zdarzyć nawet długie odcinki bez stacji benzynowych. Trzeba się więc do tego przygotować. Ciekawostką na islandzkich szlakach jest także sposób „rozprowadzania” ruchu lokalnego – od głównych dróg co jakiś czas odchodzą szutrowe trasy, które zataczają pętle po okolicy i znów wracają do asfaltowego traktu. Duże tablice informują, jakie farmy czy niewielkie wioski są „nanizane” na te szutrówki.

Do niektórych miejsc nie da się dojechać inaczej, niż pokonując brody na płynących tu nieomal wszędzie, spływających z lodowców rzeczkach i potokach. Dlatego potrzebny jest cięższy sprzęt z napędem 4×4 / fot. VW Polska

Po drugie – nie próbujemy off-roadu tam, gdzie nie jest to formalnie dopuszczalne (informują o tym stosowne tablice). Na Islandii jazda terenowa jest nielegalna ze względu na wrażliwość subarktycznego środowiska. Niedawno islandzka prasa opisywała przypadek czwórki francuskich turystów, którzy przejechali niespełna półtora kilometra na motocyklach wzdłuż drogi biegnącej przez Park Narodowy Vatnajökull. Każdy z nich skończył tę przygodę z mandatem w wysokości 100 tys. ISK (ok. 3,2 tys. zł). Miesiąc wcześniej grupa 25 zagranicznych turystów została ukarana łączną grzywną w wysokości 1,4 mln ISK (ok. 45 tys. zł) za jazdę off-road w regionie rzeki Jökulsá, chronionym obszarze przy Grafalönd. Jak widać, żartów nie ma. Trzeba też pamiętać, że w miesiącach zimowych wiele dróg, zwłaszcza w środku wyspy, może być zamkniętych dla ruchu. Zresztą w tym okresie nawet na „jedynce” mogą przydarzyć się uniemożliwiające podróż zaspy.

Droga numer 1 nieopodal miejscowości Vik / fot. Wojciech Romański

Na drogach górskich oznaczonych literą”F” (np. F128) mogą poruszać się wyłącznie pojazdy z napędem na cztery koła (lub ewentualnie na oponach zimowych). Niektóre z nich są otwarte bardzo krótko – zdarza się, że wybrane odcinki są czynne od połowy czerwca czy nawet początku lipca, zależnie od warunków, za zamykane pod koniec sierpnia czy we wrześniu. Wszystkie niezbędne informacje można znaleźć na stronie www.road.is.

Księżycowy krajobraz przy drodze nr 435, niedaleko Parku Narodowego Þingvellir / fot. VW Polska

Po trzecie, parkujemy wyłącznie na wyznaczonych parkingach, a jeśli chcemy zatrzymać się na drodze, to tylko w miejscach z szerokim poboczem, żeby nie blokować przejazdu innym. Islandczycy są szczególnie uczuleni na niesfornych turystów i nie zawahają się wezwać policję.

CZYTAJ TAKŻE: Emiracka jazda

Po czwarte, trzeba szczególnie uważać na szutrowych, wąskich trasach biegnących przez środek wyspy. Często są one wąskie, biegną przez górzystą okolicę, stąd nie można ignorować specjalnego znaku „Blind hills” informującego, że kierowca nie widzi tego, co dzieje się po drugiej stronie wzniesienia. Inne ważne znaki-tabliczki to malbik endar” – ostrzeżenie, że ​​droga zmienia się z utwardzonej na żwirową, oraz einbreið brú”, co oznacza, że ​​zbliżamy się do mostu z jednym pasem ruchu.

fot. VW Polska

Po piąte, trzeba pamiętać o bardzo nieraz szybko zmieniających się warunkach atmosferycznych. Zawsze przed wyruszeniem w trasę warto sprawdzić prognozy pogody i sytuację na drodze, np. na wspomnianej już stronie www.road.is.

CZYTAJ TAKŻE: Gruzińska jazda

I po ostatnie wreszcie – poza offroadem najbardziej może uderzyć po kieszeni jazda pod wpływem alkoholu. Jeśli komuś przyszedłby do głowy tak idiotyczny pomysł niech wie, że najwyższy mandat za prowadzenie pod wpływem wynosi obecnie 320 tys. ISK, czyli ponad 10 tys. zł. Plusem jest to, że na islandzkich drogach nie ma opłat, wyjątkiem jest tunel Hvalfjardargong, położony około 30 km na północ od Reykjaviku, oczywiście na trasie numer 1. W przypadku pojazdów o długości do 6 metrów cena przejazdu wynosi 1000 koron islandzkich, czyli ok. 32 zł.

Czarna plaża, lodowiec, wodospady i Golden Circle

Na islandzkie drogi wyruszyliśmy SUV-ami i crossoverami spod znaku Volkswagena. Tuareg, Tiguan i T-Roc na polskich blachach – mimo bardzo licznej na wyspie Polonii – to widok tu niecodzienny. Dla kogoś, kto nie ma w planach jazdy po bardzo nieraz trudnych technicznie, górskich drogach, a jednocześnie nie chce się kurczowo trzymać asfaltu, takie samochody to propozycja w sam raz na zwiedzanie okolic Reykjaviku. W promieniu dwustu kilometrów od stolicy można bowiem znaleźć wiele niezwykłych miejsc – stąd startuje Circular Highway, tu także zaczyna się i kończy najpopularniejsza wśród kilkudniowych turystów trasa Golden Circle.

Wodospad Gullfoss / fot. Wojciech Romański

Złoty Krąg to trzy niezwykłe miejsca w południowo-zachodniej Islandii: Park Narodowy Þingvellir, obszar geotermalny Geysir (tak, tak, to właśnie stąd wzięła się używana powszechnie nazwa gejzer) i wodospad Gullfoss. I choć są to żelazne punkty nieomal każdej wycieczki co sprawia, że – jak na Islandię – jest tam tłoczno, to grzechem byłoby ich nie odwiedzić. Co ważne, są one tak położone, że da się je objechać w ciągu jednego dnia, co w przypadku wielu innych atrakcji jest mało realne. Można do nich dotrzeć asfaltem, ale też da się część trasy pokonać mniej wymagającymi drogami szutrowymi, by dotknąć prawdziwego klimatu wnętrza wyspy.

Park Narodowy Þingvellir / fot. Wojciech Romański

Park, znajdujący się na Liście UNESCO, do którego ze stolicy da się dojechać w ok. 40 minut, obejmuje obszar, na którym stykają się płyty tektoniczne Ameryki Północnej i Eurazji, rozszczepiające się właśnie w dolinie Þingvellir. To jedyne miejsce na świecie, w którym pęknięcie jest tak bardzo widoczne – płyty odsuwają się od siebie w tempie dwóch centymetrów rocznie. Na górze klifu (płyta amerykańska wypycha się do góry) znajduje się duży, płatny parking i nowo wybudowane centrum turystyczne, na dole także jest gdzie zaparkować samochód. Obszar jest aktywny sejsmicznie, a konsekwencją niewielkich trzęsień ziemi w Þingvellir są pęknięcia, wypełniające się wodą spływającą z lodowca Langjökull. Najbardziej znana jest szczelina Silfra – jedno z najlepszych miejsc do nurkowania na świecie.

fot. VW Polska

Dolinę, a właściwie kieszeń magmową między płytami, częściowo wypełnia jezioro Þingvallavatn (Thingvallavatn), największy naturalny akwen wodny Islandii, który zresztą można objechać krętą, wąską drogą numer 360, gwarantującą fenomenalne widoki. Jeśli w połowie tej trasy skręcimy w prowadzącą w stronę Reykjaviku drogę 435, przez moment znajdziemy się na księżycu. Skały, doliny bez jakiejkolwiek roślinności i wąska wstęga asfaltu, przełamująca się przez pustkowie – wrażenia są niesamowite.

Strokkur, najbardziej aktywny gejzer Islandii / fot. Wojciech Romański

Niecałą godzinę zajmie nam dotarcie z Þingvellir do obszaru geotermalnego Geysir w dolinie Haukadalur. Pełno tu gorących źródeł czy parujących glinianek, ale sławę zapewniły mu dwa gejzery – Geysir, najwcześniej udokumentowany w literaturze europejskiej, obecnie praktycznie nieaktywny, i wybuchający co kilka minut strumieniem wrzącej wody Strokkur. Obok znajduje się rozbudowujące się Centrum Geysir (większość turystycznych obiektów na Islandii jest nowa) z restauracjami, hotelem, sklepami i dużym, bezpłatnym parkingiem.

fot. VW Polska

Niespełna dziesięć minut drogi dzieli nas już od potężnego wodospadu Gullfoss, jednego z najbardziej spektakularnych na Islandii. Woda opada tu dwoma strumieniami z wysokości 32 metrów i ląduje w głębokim, wąskim jarze, wokół którego można zobaczyć różnej wielkości tęcze. Tworząca ten cud natury rzeka Hvíta to najlepsze miejsce raftingu na południowym zachodzie Islandii. Wypływa z lodowca Langjökull, na który ruszają wyprawy z parkingu obok centrum turystycznego znajdującego się tuż obok wodospadu. Nie trzeba dodawać, że także ten obiekt jest nowy. Dlaczego? Masowa turystyka na wyspie to zjawisko ostatnich kilku lat.

CZYTAJ TAKŻE: Hinduska jazda

Równie fascynujące miejsca można znaleźć wyjeżdżając z Reykjaviku drogą numer 1, kierując się w stronę miejscowości Vik. Niecałe 200 km pozwoli zobaczyć m.in. (oczywiście otwarte niedawno, bo w 2017 r.) Islandzkie Centrum Wulkanów i Trzęsień Ziemi LAVA – interaktywne centrum nauki poświęcone naturze wulkanicznych zjawisk, zbudowane niedaleko miasteczka Hvolsvollur, u podnóża wulkanów Katla, Hekla i Eyjafjallajokull (ten ostatni odpowiadał za kilkudniowy paraliż lotniczy w 2010 r.), czy wodospady Seljalandsfoss i Skógarfoss. Warto zboczyć na chwilę z głównej drogi, by podejść pod lodowiec Sólheimajökull lub zobaczyć wrak amerykańskiego samolotu Dakota na czarnej, wulkanicznej równinie Sólheimasandur (trzeba się przygotować na ok. ośmiokilometrowy spacer z położonego tuż przy drodze parkingu).

Widok z plaży Reynisfjara na półwysep Dyrhólaey / fot. Wojciech Romański

Odchodząca od „jedynki” przed miejscowością Vik wąska droga doprowadzi nas do niezwykłej plaży Reynisfjara – jednej z najsłynniejszych czarnych plaż na świecie, z bazaltowymi, przypominającymi organy kolumnami Gardar. Ocean rozbija się tu o wystające z wody skały Reynisdrangar – według podań są to zaklęte trolle, a dali z mgieł wyłania się półwysep Dyrhólaey z latarnią morską. Auto z napędem na cztery koła pozwala wjechać serpentynami na szczyt skalnego półwyspu, z którego roztacza się nieprawdopodobny, panoramiczny widok na ocean, czarne plaże, wulkany i lodowce. To kwintesencja Islandii.

W podróży przez Islandię towarzyszyły nam:

Volkswagen Touareg

Flagowy SUV Volkswagena: debiutująca w tym roku trzecia generacja Touarega została zbudowana na tej samej platformie MLB, którą wykorzystuje Audi Q7 czy Porsche Cayenne. W stosunku do poprzednika jest dłuższy o 77 mm (4878 mm), o 44 mm szerszy (1984 mm), za to o 7 mm niższy (1702 mm). Rozstaw osi pozostał taki, jak poprzednio – 2894 mm, za to w znaczący sposób spadła masa pojazdu, zależnie od wersji jest lżejszy nawet o 106 kg (to m.in. zasługa użycia aluminium do konstrukcji części zawieszenia oraz zastąpienia nim stali przy konstrukcji niektórych elementów nadwozia). Wyróżnikiem auta jest innowacyjność ma być właśnie wyróżnikiem Touarega, stąd wiele nowych rozwiązań, które znalazły się na pokładzie największego SUV-a spod znaku VW. Przydatną opcją są np. cztery skrętne koła. Dzięki nim samochód jest dużo bardziej zwrotny (średnica zawracania zmniejsza się z 12,19 do 11,11 metra, czyli potężny SUV łamie się lepiej niż mniejszy Tiguan, potrzebujący 11,5 m). Skrętne tylne koła mogą być elementem Pakietu Zawieszenia Professional z pneumatycznym zawieszeniem 4-Corner i aktywnymi stabilizatorami regulowanymi elektromechanicznie, które praktycznie eliminują przechyły nadwozia np. na zakrętach. 4-Corner w trybie Teren pozwala podnieść auto o 25 mm, a jeśli mamy do czynienia z Terenem Szczególnym, nawet o 70 mm, co przydaje się w takich warunkach, jakie kierowca może spotkać na Islandii. Touareg wszedł do sprzedaży w Europie, w tym także w Polsce, z trzylitrowym turbodieslem V6 o mocy 286 KM (maks. moment obrotowy 600 Nm, przyspieszenie 0-100 km/h 6,1 s.), a niebawem ta jednostka ma się pojawić w wersji słabszej (231 KM). Ofertę uzupełni trzylitrowe, benzynowe V6 o mocy 340 KM i turbodiesel V8 o mocy 421 KM i więcej niż potężnym, maksymalnym momencie obrotowym 900 Nm. Silniki współpracują z seryjnym, ośmiobiegowym automatem.

CZYTAJ TAKŻE: Volkswagen Touareg: Szyby niebieskie od telewizorów

Volkswagen Tiguan

To pierwszy Sports Utility Vehicle z gamy VW skonstruowany na platformie MQB – debiutująca w 2016 r. druga generacja kompaktowego Tiguana rozpoczęła ofensywę firmy z Wolfsburga w segmencie SUV-ów. Wyposażony w system 4MOTION Active Control, sterujący napędem na cztery koła, pozwala na bezpieczną jazdę na każdej nawierzchni. Dzięki opcjonalnemu systemowi adaptacyjnej regulacji zawieszenia (DCC) oraz – również opcjonalnemu – progresywnemu układowi kierowniczemu, Tiguan jest nie tylko autem na co dzień, ale pozwala także wypuścić się w lżejszy teren. O jego podróżniczych talentach świadczy 20-centymetrowy prześwit (w wersjach z napędem na cztery koła), a także możliwość zamówienia auta z tak ukształtowanym przodem nadwozia (opcja), że kąt natarcia wynosi 25 stopni. Do tego dochodzi zdolność do ciągnięcia przyczepy o masie własnej do 2500 kg. Do wyboru silniki benzynowe i diesla o mocach od 125 KM do 240 KM.

CZYTAJ TAKŻE: W polskich salonach kolejny nowy SUV Volkswagena

Volkswagen T-Roc

Najmniejszy dotąd crossover Volkswagena (lada moment zobaczymy najmniejszego brata z tej rodziny, T-Crossa) pojawił się w salonach na przełomie 2017 i 2018 r. W wersji z napędem na cztery koła jest seryjnie wyposażony w system 4MOTION Active Control. Pod maską silniki benzynowe i diesla o mocy od 115 do 190 KM.

CZYTAJ TAKŻE: Volkswagen już sprzedaje w Polsce T-Roca

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Kuba: Ostatnie chwile motoryzacyjnego skansenu

Na Kubie nie wyrzuca się niczego, ale zużyte przedmioty odnawia i naprawia. Dotyczy to ...

Mazda CX-3: Pierwsza modernizacja, cena (prawie) bez zmiany

Zaprezentowana w 2015 roku Mazda CX-3 doczekała się swojej pierwszej modernizacji. Japończycy podali ceny ...

Gruzińska jazda

Podróż samochodem po Gruzji to zawsze przygoda. Szczęśliwe raczej z gatunku ciekawych, zaskakujących i ...

Cupra Terramar: SUV-Coupe w 2020 roku

Seat rozbudowuje portfolio nowej marki Cupra. W 2020 roku pojawi się nowy, mocny SUV ...

Nowy szef FCA nie będzie miał z górki

Sergio Marchionne nie był szefem Fiat Chrysler Automobiles. On był FCA. Na ile Mike ...

Odświeżone Suzuki Vitara wjeżdża do salonów

Suzuki rozpoczyna sprzedaż nowej Vitary na polskim rynku. W 30. rocznicę wprowadzenia modelu na ...