Reklama

NASA pomagała Ferrari ujarzmić przyspieszenie w elektrycznym Luce

Według Ferrari niektóre elektryki przyspieszają tak brutalnie, że potrafią „zakłócić pracę mózgu”. Dlatego Włosi wezwali do pomocy agencję kosmiczną.
Ferrari Luce

Ferrari Luce

Foto: Materiały prasowe

Ferrari obiecuje, że najnowszy elektryczny model zaserwuje wrażenia, jakich nie oferowały do tej pory samochody elektryczne. Wiele marek starało się w samochodach na prąd wiernie oddać emocje, jakie cenią właściciele sportowych samochodów spalinowych. Przodował w tej dziedzinie Hyundai, który nie tylko wprowadził w autach EV sztucznie generowany dźwięk, ale nawet symulowaną zmianę biegów.

Ferrari Luce

Ferrari Luce

Foto: Materiały prasowe

NASA pomaga Ferrari zrozumieć ograniczenia organizmu

Ferrari sięga po wiedzę NASA, by okiełznać ekstremalne przyspieszenie w swoim pierwszym elektrycznym modelu Luce. Włoska marka chce nie tylko bić rekordy, ale przede wszystkim dostarczyć kierowcom emocji, które nie zaburzają percepcji i pozwalają zachować pełną kontrolę nad autem. Jak zaznacza szef Ferrari, Benedetto Vigna, w wywiadzie dla renomowanego brytyjskiego magazynu Autocar, najnowsze elektryczne Ferrari poza osiągami mierzonymi w liczbach dostarczy porcję emocji nieznaną do tej pory w samochodach elektrycznych.

Benedetto Vigna - szef Ferrari

Benedetto Vigna - szef Ferrari

Foto: Materiały prasowe

Ferrari znane jest z tego, że wypuszczając nowy model, łamie bariery, oferując np. największą moc lub najlepsze przyspieszenie w klasie. Ferrari lubi sięgać szczytów, ale dziś w przypadku mocy i osiągów samochodu elektrycznego trudno łamać bariery. Lotus Evija oferuje 2040 KM, a Rimac Nevera 2107 KM. Najwyraźniej Ferrari znalazło właściwy pomysł na wyjście z impasu. Zajęło się największym problemem elektrycznych samochodów sportowych, czyli emocjami. Przecież nikt nie narzeka na osiągi samochodów elektrycznych.

Reklama
Reklama

Wracając do mocy, łamanie barier w samochodach elektrycznych wiąże się z sięganiem do granic percepcji człowieka. Jednym z problemów jest przyspieszenie wzdłużne. Benedetto Vigna przyznał, że w wielu EV jest ono zbyt liniowe i… po prostu zbyt intensywne. „Czasami zakłóca pracę naszego mózgu” – stwierdził bez ogródek. To wrażenia znane z przyspieszania najszybszymi motocyklami, kiedy człowiek ma wrażenie, że traci kontrolę. Trzeba być wyćwiczonym kierowcą, najlepiej sportowym, by przyzwyczaić organizm do dużych przyspieszeń i przesunąć nieco granicę percepcji. Skoro zbliżamy się do granic percepcji człowieka i tu nie da się wiele zrobić, Ferrari postanowiło podejść do tematu z drugiej strony, czyli ze strony samochodu. Dlatego Ferrari posiłkowało się wiedzą NASA, by określić poziom przyspieszenia, który zaczyna być dla człowieka niekomfortowy. Okazało się, że więcej nie zawsze znaczy lepiej.

Czytaj więcej

Mercedes 500E z garażu Seinfelda bije rekord. To więcej niż zwykły youngtimer

Liczy się także przyspieszenie poprzeczne (czyli to, co czujemy w zakrętach), charakterystyka hamowania, sposób zmiany przełożeń oraz dźwięk. Tak – zmiany przełożeń w elektryku. Jak pokazały zdjęcia wnętrza Luce, auto dostanie łopatki przy kierownicy, ale nie do regulacji rekuperacji. Będą zarządzać sposobem oddawania momentu obrotowego. Vigna nie potwierdził wprost, że system będzie symulował klasyczne zmiany biegów – jak robi to np. Hyundai Ioniq 5 N – ale wszystko wskazuje na to, że Ferrari zmierza właśnie w tym kierunku.

Ferrari Luce

Ferrari Luce

Foto: Materiały prasowe

Dźwięk elektryka w nowym wydaniu

Wiadomo też, że Ferrari nie zamierza symulować dźwięku silnika spalinowego. Zamiast tego chce podbić naturalne brzmienie silnika elektrycznego. „On nie jest cichy” – podkreśla Vigna. Problem w tym, że dziś często kojarzy się z wysokimi, drażniącymi częstotliwościami. Ferrari chce to zmienić, eksponując również niższe tony i tworząc brzmienie bardziej autentyczne.

Luce ma oferować ponad 500 km zasięgu. Jak zaznacza Vigna – ten samochód nie powstał z myślą o biciu rekordów na torze. Dzisiejsza technologia baterii nie jest jeszcze gotowa na takie kompromisy bez strat gdzie indziej. Chodzi oczywiście o masę. Większy zasięg oznacza większą masę, co zabija zwinność samochodów sportowych.

Reklama
Reklama
Ferrari Luce

Ferrari Luce

Foto: Materiały prasowe

Ferrari kontra konkurencja – inna droga do elektryfikacji

Wiele sportowych marek, jak choćby Bentley, drastycznie spowolniło program wprowadzania samochodów elektrycznych, a Lamborghini zawiesiło prace nad modelem na prąd. W tym samym czasie Ferrari wprowadza Luce. Różnica polega na tym, że Ferrari od lat mistrzowsko zarządza popytem poprzez swój program „warunkowania” klientów. Dostęp do najbardziej pożądanych kąsków bywa uzależniony od wcześniejszych zakupów mniej ekskluzywnych modeli. W tak skonstruowanym ekosystemie łatwiej przeforsować nawet najbardziej radykalną nowość.

Czytaj więcej

Bentley nabrał wiatru w skrzydła, a wraz z nim polscy klienci tej marki

Ferrari próbuje zbudować elektryczny samochód, który będzie emocjonalny jak żadne inne auto konkurentów. W przypadku pierwszego SUV-a, Purosangue, udało się Ferrari zbudować auto, które jeździ jak żaden inny konkurent. Można się zatem spodziewać przełomu również w przypadku Luce, pierwszego Ferrari na prąd. Wszystkie te starania nie zmieniają faktu, że Purosangue (bez względu na to, co komunikuje Ferrari) jest SUV-em, a Luce, bez względu na to, jaki Ferrari znajdzie pomysł na komunikację, będzie autem elektrycznym.


Na prąd
Nowe Alpine będzie elektryczne, ale marka nie zamyka drzwi dla silników spalinowych
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Bank Pekao przyjął Plan Dekarbonizacji
Na prąd
Globalna sprzedaż aut elektrycznych hamuje. Europa rośnie, USA i Chiny zwalniają
Na prąd
Denza Z9GT – 5 minut ładowania i możesz ruszać w drogę
Na prąd
Jeden z najważniejszych samochodów elektrycznych może zniknąć z rynku
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama