Hybrydowy wóz konny nie zdał egzaminu na drodze do Morskiego Oka

Widok umęczonych koni na drodze do Morskiego Oka od wielu lat budzi kontrowersje. Rozwiązaniem miał być hybrydowy wóz konny. Jednak po zakończonych testach okazało się, że problemów jest więcej niż korzyści.

Publikacja: 01.09.2023 10:32

Hybrydowy wóz konny nie zdał egzaminu na drodze do Morskiego Oka

Foto: AdobeStock

Hybrydowy wóz konny miał być remedium na kontrowersje wokół tradycyjnych wozów wożących turystów do Morskiego Oka. Zasada jego działania jest prosta. Silnik elektryczny wspomaga konie podczas jazdy pod górę. W czasie jazdy w dół akumulatory są ładowane i można odzyskać nawet 95 proc. energii. Taki wóz jest też cięższy od klasycznego o około 500 kg i jest też dłuższy z uwagi na akumulatory i system przekładni.

Po testach tego innowacyjnego wozu na jednej z popularniejszych górskich tras (do Morskiego Oka), okazało się, że problemem są akumulatory i skomplikowana obsługa wspomagania elektrycznego, która wymaga stałego monitoringu i ustawiania napędu. - Woźnica nie może się zajmować powożeniem i nastawianiem tego sprzętu jednocześnie - wskazał Zbigniew Kowalski z Tatrzańskiego Parku Narodowego w rozmowie z PAP. Dodał również, że rozpoznany został problem, natomiast nie ma decyzji co do dalszych działań. - Czekamy na odpowiedź producenta wozu, co do dalszych propozycji udoskonalenia tego prototypu – dodał pracownik Tatrzańskiego parku.

Czytaj więcej

Zrobili test realnego zasięgu elektryków. Hyundai zmiażdżył Teslę

Okazało się, że dla sprawnej obsługi całego osprzętu, na wozie powinna być dodatkowa osoba, dedykowana temu zadaniu. Musiałaby na bieżąco kontrolować pracę wspomagania i monitorować parametry tak, aby nie dochodziło do szybkiego rozładowania akumulatora. - Nie da się raz ustawić parametrów wspomagania i jechać, ponieważ trasa ma odcinki wypłaszczone i bardziej strome, gdzie wspomaganie powinno być większe – wyjaśnia Kowalski. Kolejną bolączką wozu hybrydowego są żelowe akumulatory. W pełni naładowane baterie zaczęły się szybko rozładowywać przy dużym obciążeniu. Testujący musieli zredukować do minimum wspomaganie, aby udało się dojechać do końca trasy. Nie było natomiast problemu z ładowaniem, podczas jazdy w dół.

- Na razie wstrzymujemy dalsze testy i musimy się zastanowić, co dalej. Czy trzeba będzie wymyślać zupełnie nowe rozwiązanie. Być może będziemy zastanawiali się nad dalszą modyfikacją. Na pewno nie będziemy zamawiali nowych wozów – dodał Zbigniew Kowalski. Jest to już drugie fiasko Tatrzańskiego Parku Narodowego dotyczące wozu hybrydowego. Pierwszy został skonstruowany na zlecenie TPN w 2016 r. Nowy w stosunku do pierwszego, ma inne rozwiązania, część podzespołów została sprowadzona z Wielkiej Brytanii oraz Włoch. Zmienił się system przekazywania energii, który w tym wozie jest bardziej płynny. Cały układ został umieszczony pod pojazdem. Jego koszt wynosił 120 tys. zł. TPN postanowił testować takie rozwiązania po protestach obrońców zwierząt w 2015 roku, którzy domagali się całkowitego usunięcia transportu konnego ze szlaku do Morskiego Oka, gdzie w sezonie pracuje około 300 koni.

Czytaj więcej

Nowy Hyundai Santa Fe oficjalnie. Kanciasta rewolucja w designie modelu
Na prąd
Volvo doczeka się vana. Skonstruuje go wspólnie z Renault
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Na prąd
AFIR - to może być jedno z większych motoryzacyjnych wyzwań dla Polski
Na prąd
Chiny dotują 99 proc. swoich spółek giełdowych. Marki motoryzacyjne na czele
Na prąd
Xiaomi SU7 stał się hitem, ale na każdym egzemplarzu firma traci ok. 40 tys. zł
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Na prąd
Taniej Tesli nie będzie. Elon Musk chce skupić się na Robotaxi