Włosi wiedzą, że wykwintna kolacja, odpowiednie towarzystwo i strój, w którym człowiek nie wygląda, jakby właśnie przegrał negocjacje z własną szafą, to przepis na przyjemny wieczór. Do takiego scenariusza idealnie pasuje Maserati. Nie tak obsceniczne jak Lamborghini, nie tak nachalne jak Ferrari, nie tak drogie jak Aston Martin i nie tak pospolite jak Mercedes czy Porsche. Najnowsze Maserati GranTurismo to GT z klasą, którym możesz pojechać na kolację na koniec świata. A jeśli kolacja jest w tej samej strefie czasowej, możesz wybrać się na nią w dwie pary, bo na tylnych fotelach zmieszczą się nawet dorosłe osoby. W Maserati GT z tyłu jest zdecydowanie więcej miejsca niż w Porsche 911 czy Astonie Martinie DBS Superleggera. Maserati GranTurismo jest wytworne, komfortowe, dostarcza wysublimowanych emocji podczas prowadzenia i nadaje się świetnie do wyszukiwania najciekawszych miejsc na Ziemi. Potrafi połączyć te cechy w proporcjach, które czynią z niego jedno z najlepszych GT na świecie. A dodatkowo możesz sobie sprawić wersję cabrio, która poszerza możliwości czerpania przyjemności z jazdy.

Włoska kuracja zaczyna działać, zanim jeszcze ruszę. Wciskam przycisk i odzywa się 3-litrowe, sześciocylindrowe Nettuno, wyraźnie donośniejsze niż przed liftingiem. To jeden z tych dźwięków, po których dzwoniący telefon schodzi na drugi plan. Ruszam wąskimi uliczkami Triestu. Wokół uśmiechnięte twarze, spojrzenia muskające obrys długiej maski i muskularnych błotników i zachodzące słońce, którego ciepłe promienie tylko podkreślają arystokratyczną sylwetkę. We Włoszech efektowny samochód wciąż potrafi być wydarzeniem towarzyskim. Maserati świetnie odnajduje się w tej roli. Przyciąga uwagę, ale nie budzi negatywnych skojarzeń.

Czytaj więcej

Miejskie Renault 5 za 725 tys. zł? Chętnych nie brakuje.

Współczesna motoryzacja miewa z elegancją kłopot. Zdarza jej się pomylić prestiż z wielkością osłony chłodnicy, a nowoczesność z liczbą ekranów. GranTurismo przypomina, że można inaczej. Wystarczą proporcje, odpowiednio poprowadzona linia nadwozia i odrobina powściągliwości. Długa maska, cofnięta kabina i muskularny tył tworzą sylwetkę, której nie trzeba tłumaczyć opowieścią o rewolucyjnym języku projektowania. Rzucasz okiem i chcesz znaleźć się za jego kierownicą.

Nie oznacza to, że marka odkryła niezawodny sposób na sukces. Piękne samochody także muszą się sprzedawać, a bilans finansowy pozostaje odporny na urok włoskiej wymowy. Jednak z perspektywy kierowcy GranTurismo ma coś znacznie ciekawszego niż ambicję podobania się wszystkim. Ma europejski charakter. To ważne, bo od pewnego poziomu cenowego samochód zaczyna mówić o tym, co w życiu cenimy. Maserati sugeruje, że można lubić emocje za kierownicą i niekoniecznie traktować każdego wyjazdu jak kwalifikacje do wyścigu.

Maserati GranTurismo Trofeo

Maserati GranTurismo Trofeo

Foto: Materiały prasowe

Tenor po dobrych negocjacjach

W GranTurismo dźwięk zawsze grał pierwsze skrzypce. Dawne wolnossące V8 miało gang, dla którego opuszczało się szybę nawet przy niezbyt sprzyjającej pogodzie. Zastąpienie go trzylitrowym V6 z dwiema turbosprężarkami u niektórych wywołało grymas na twarzy. A z takim grymasem lepiej nie wsiadać za kierownicę Maserati. Nie pomogły również ograniczenia, z którymi mierzy się cała branża. Turbosprężarki i filtry cząstek stałych skutecznie zakneblowały nawet te najbardziej rasowe silniki.

Czytaj więcej

Ford vs. Ferrari. Amerykanie znowu szturchają włoską markę

Odświeżone Trofeo odzyskało część swobody. Jego Nettuno rozwija teraz 590 KM (650 Nm), o 40 KM więcej niż wcześniej. To wystarczy, by przyspieszyć do setki w 3,5 s i popędzić 320 km/h. Dzięki podrasowanemu układowi wydechowemu przy niskich obrotach silnik brzmi głęboko i basowo. Trochę nawet przypomina słynne V8. Włosi podkreślali na prezentacji, że wiele starań włożyli w nowe brzmienie silnika i obecnie osiągają dopuszczalne przez prawo limity.

Wystarczyło wjechać w uliczkę z zabytkowymi kamienicami po bokach, by przypomnieć sobie o wielkiej zalecie Maserati. Wcale nie trzeba mocno wciskać pedału gazu, by silnik generował przyjemne, rasowe brzmienie. Tym Maserati odróżnia się od Ferrari, które zawsze prosi o więcej. Dźwięk GranTurismo idealnie pasuje do dostojnego charakteru tego auta. To jedno z niewielu GT, w których nawet spokojna jazda sprawia wiele przyjemności.

Maserati GranTurismo Trofeo

Maserati GranTurismo Trofeo

Foto: Materiały prasowe

Guzik, który psuje nastrój

Zanim jednak Maserati pokaże swój charakter, trzeba wybrać bieg. I właśnie wtedy pojawia się pierwszy zgrzyt. Przełączniki skrzyni wyglądają jak osobne metalowe elementy. W rzeczywistości tworzą plastikowy panel, który porusza się w całości. W samochodzie tej klasy przypomina to podanie znakomitego espresso z plastikowym mieszadełkiem. Kawy nie zepsuje, ale ktoś powinien był zauważyć.

Na szczęście reszta kabiny szybko odbudowuje nastrój. Nowa kierownica dobrze leży w dłoniach, a za nią czekają duże aluminiowe łopatki solidnie przymocowane do kolumny. Ich obsługa daje dokładnie taką satysfakcję, jakiej oczekuję: wyraźny opór, zdecydowane kliknięcie, poczucie kontaktu z porządnym mechanizmem. Skóra, metal i włókno węglowe budują wnętrze odpowiednie do charakteru samochodu. Błyszczące przyciski na kierownicy mogłyby wyglądać szlachetniej, choć w dzisiejszym cyfrowym świecie sam fakt, że rzeczywiście się je naciska, zasługuje na uznanie.

Maserati GranTurismo Trofeo

Maserati GranTurismo Trofeo

Foto: Materiały prasowe

Ergonomia ma zresztą kilka mocnych punktów. Tryby jazdy wybieram pokrętłem na kierownicy, a umieszczony pośrodku przycisk pozwala zmieniać tłumienie amortyzatorów. Nie trzeba przedzierać się przez menu, żeby połączyć żywsze reakcje silnika z łagodniejszą pracą zawieszenia. Takie zestawienie świetnie sprawdza się na co dzień.

Łatwo też ograniczyć elektroniczny szum w przestrzeni. Dwukrotne naciśnięcie końcówki manetki kierunkowskazu wyłącza asystenta utrzymania pasa, a ostrzeżenia o przekroczeniu prędkości można uciszyć dedykowanym przyciskiem na ekranie. Wreszcie nic nie zakłóca koncertu dętego czterech rur wydechowych.

Maserati GranTurismo Trofeo

Maserati GranTurismo Trofeo

Foto: Materiały prasowe

Moc bez przedstawienia

Nettuno ma duży zapas momentu obrotowego już w dolnym zakresie obrotów. Nie trzeba go stale poganiać, żeby Trofeo nabierało prędkości z lekkością. Ośmiobiegowy automat ZF pracuje płynnie i sprawnie, dobrze wyczuwając różnicę między spokojnym przejazdem przez miasto a chwilą, w której droga zaczyna robić się interesująca.

Przy łagodnej jeździe układ napędowy nie domaga się uwagi. Kiedy przyspieszam mocniej, reakcje nabierają zdecydowania, ale nie stają się nerwowe. Ten samochód ma dość mocy, żeby nie musieć co chwilę o niej przypominać.

V6 nie ma potęgi większych ósemek. Ma za to lekkość, elastyczność i świetnie pasuje do GranTurismo: potrafi podnieść tętno, ale nie wymaga, żeby przez resztę dnia utrzymywać je na tym samym poziomie.

Maserati GranTurismo Trofeo

Maserati GranTurismo Trofeo

Foto: Materiały prasowe

Szybko, ale bez zaciskania zębów

Zmiany w podwoziu dotyczą przede wszystkim oprogramowania sterującego pneumatycznym zawieszeniem i ustawień trybów jazdy. Samochód już wcześniej był zwinny, więc zadanie polegało na dopracowaniu reakcji. W podstawowym trybie GT wyczuwam odrobinę nerwowości, jakby domyślne ustawienie amortyzatorów stało się twardsze. Nie zmienia to jednak ogólnego wrażenia: na drogach północno-wschodnich Włoch Trofeo bardzo dobrze radzi sobie z nierównościami.

Także w trybie Sport zawieszenie zachowuje dość swobody, żeby jazda nie zamieniła się w inwentaryzację ubytków asfaltu. To jedna z jego najprzyjemniejszych cech. Maserati płynnie przechodzi przez kolejne zakręty, skutecznie tłumi nierówności i pozwala utrzymywać tempo bez poczucia ciągłego napięcia. Na wymagającej drodze daje pewność, a na gorszej nawierzchni nie traci dobrych manier.

Czytaj więcej

Teraz Bentley ma nie tylko cenę astronomiczną

W trybie Corsa pokazuje bardziej zaczepną stronę. Tylny mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu pracuje płynnie i przewidywalnie, a reakcje samochodu pozostają czytelne. Czuć, że pod eleganckim nadwoziem kryje się podwozie przygotowane do czegoś więcej niż reprezentacyjnego przejazdu pod hotel. Ale natura Maserati GranTurismo raczej uspokaja.

Układ kierowniczy dobrze wpisuje się w ten charakter. Jest szybki i komunikatywny, lecz nie tak bezpośredni jak w Ferrari Amalfi. Nie wymaga więc nieustannej koncentracji na każdym ruchu nadgarstka.

Maserati GranTurismo Trofeo

Maserati GranTurismo Trofeo

Foto: Materiały prasowe

Walizka też ma tu swoje miejsce

GranTurismo waży około 1,8 tony. To oczywiście nie jest lekkość w rozumieniu małego roadstera, ale w tej klasie, przy takich wymiarach i osiągach, wynik pozostaje rozsądny. Brak napędu hybrydowego pozwala uniknąć dodatkowej masy jego podzespołów. Ważniejsze jest jednak to, jak Maserati obchodzi się z własnymi kilogramami. Z fotela kierowcy odbieram je przede wszystkim jako dojrzałe GT: szybkie, wygodne, gotowe na długą trasę. Sportowe możliwości są tu częścią większej całości. Najbardziej pasuje do niego podróż, w której droga ma podobne znaczenie jak miejsce na końcu.

Maserati GranTurismo Trofeo

Maserati GranTurismo Trofeo

Foto: Materiały prasowe

Przyjemność, której nie ma w tabeli

GranTurismo ma wady. Niektóre elementy wnętrza nie dorastają do oczekiwań, a cyfrowa część kabiny raczej nie odbierze snu specjalistom Mercedesa czy BMW. Kto chce rozliczać samochód z każdego przycisku, funkcji i wyświetlacza, znajdzie powody do narzekania.

Ja po tej jeździe myślę jednak przede wszystkim o tym, jak dobrze poszczególne elementy składają się w całość. O dźwięku przy przyspieszaniu, płynności prowadzenia i komforcie, dzięki któremu po ciekawej trasie nadal ma się ochotę jechać dalej.

Maserati GranTurismo Trofeo

Maserati GranTurismo Trofeo

Foto: Szczepan Mroczek

Maserati nie musi być najlepsze w każdej kategorii, żeby okazać się samochodem, do którego najchętniej wraca się po kluczyki. Odświeżone Trofeo ma więcej temperamentu, lecz zachowało tę szczególną umiejętność poprawiania atmosfery. Ten samochód powoduje, że zaczynasz inwestować w przyjemne chwile w życiu, bardziej eleganckie stroje, czujesz się lepiej i masz ochotę podnieść standard swojego życia. A nowy cyfrowy zegarek na desce rozdzielczej przypomina, że czasem czas ma duże znaczenie, a czasem trzeba zapomnieć o zerkaniu pod mankiet. Są kraje, w których wszystko działa sprawniej niż we Włoszech. Tylko jakoś przy planowaniu wakacji znów sprawdzamy loty do Mediolanu.

Maserati jest przy tym wyborem ekskluzywnym – rocznie na drogi wyjeżdża mniej aut z trójzębem na masce niż z wierzgającym koniem. Wygląda na to, że w najbliższym czasie się to zmieni, bo marka zapowiada nowe, emocjonujące modele. Choć nie ma jeszcze oficjalnych komunikatów, należy się spodziewać w najbliższych miesiącach nowego sedana z trójzębem na masce. Gdyby tylko Włosi byli nieco bardziej łaskawi przy konfigurowaniu cennika, bo za Maserati GranTurismo w wersji Trofeo trzeba zapłacić 1 mln 112 tys. zł.

Maserati GranTurismo Trofeo

Maserati GranTurismo Trofeo

Foto: Materiały prasowe