Powodem ma być brak przekroczenia norm tlenków azotu. Ale nie brak opinii, że decyzja zapewnia przede wszystkim święty spokój władzom miasta, które mają już wizerunkowy problem z dyplomem Collegium Humanum prezydenta Jacka Sutryka i nie chcą otwierać kolejnych frontów społecznych napięć. A te, co pokazuje przykład Krakowa, byłyby nieuchronne.

Czytaj więcej

Rowerzysta nie ma pierwszeństwa przy przekraczaniu ścieżką rowerową ulicy

Wrocław odkłada strefę czystego transportu co najmniej do 2028 r.

Wrocław szykował się do utworzenia strefy od czterech lat: w grudniu 2022 r. miasto zaprezentowało trzy warianty przyszłej strefy, w kolejnym roku uruchomiono konsultacje społeczne, a w końcu zaproponowano objęcie strefą centrum i śródmieścia, m.in. Starego Miasta, Nadodrza, Ołbina i placu Grunwaldzkiego. W sumie nieco ponad 17 kilometrów kwadratowych. W porównaniu z Krakowem, gdzie strefą objęto ponad połowę powierzchni miasta, to bardzo mało.

Mimo to perspektywa strefy wzbudziła we Wrocławiu duży opór mieszkańców, obawiających się nie tylko ograniczenia dostępu do centrum, ale także chaosu komunikacyjnego na obrzeżach. Tymczasem w 2024 r. stacje pomiarowe pokazały, że nie doszło do przekroczenia rocznej normy zawartości tlenków azotu w powietrzu, co sprawiło, że wrocławianie odetchnęli z ulgą. A że późniejsze pomiary również się nie pogorszyły, strefa ma odejść na dalszy plan.

Prace nad projektem ustanowienia strefy zostały wstrzymane – zapowiedziała Renata Granowska, wiceprezydent Wrocławia.

Nie znaczy to jednak, że sytuacja z jakością powietrza nie ulegnie zmianie na gorsze. Przykładowo 19 lutego 2026 r. ranking IQAir, platformy informacyjnej o jakości powietrza w czasie rzeczywistym, mierzonej w 80 tys. stacji monitoringu na całym świecie, ulokował Wrocław na 6. miejscu najbardziej zanieczyszczonych miast świata. Stolica Dolnego Śląska znalazła się tuż za Kalkutą i Hanoi, a wyprzedziła m.in. Dakar, Wuhan i Karaczi.

Z kolei według serwisu SmogLab.pl badania przeprowadzone przez Uniwersytet Wrocławski w 2024 r. pokazują, że jakość powietrza nie jest dobra. Choć miasto mieści się w obecnej normie 40 µg/m³ dwutlenku azotu, to nowa unijna dyrektywa AAQD, która wejdzie w życie w 2030 r., obniża ten limit do 20 µg/m³. Przy takim progu przekroczenia odnotowano by aż na 40 z 48 wrocławskich osiedli.

– Trudno nie odnieść wrażenia, że na ten moment Wrocław pozostaje miastem, w którym polityczna kalkulacja wzięła górę nad profilaktyką zdrowotną – komentuje serwis Elektromobilni.pl.

Ale władze miasta nie ukrywają, że projekt wprowadzenia strefy budzi tak głębokie kontrowersje, że bez wsparcia z poziomu krajowego i szerokich kampanii informacyjnych nie ma obecnie szans na uzyskanie społecznej akceptacji.

Czytaj więcej

Nowe drogi na majówkę: szybciej nad morze i na wschód Polski

Kraków jako ostrzeżenie dla samorządów

Pokazuje to przykład Krakowa, gdzie objęcie strefą niemal całego miasta doprowadziło do wybuchu społecznego niezadowolenia i aktów wandalizmu w postaci niszczenia oznakowania strefy, a także inicjatywy referendum w sprawie odwołania władz miasta. W odpowiedzi na sytuację prezydent Aleksander Miszalski zapowiedział korekty w funkcjonowaniu strefy, a także zmiany personalne w strukturach odpowiedzialnych za transport.

Jak podaje Puls Krakowa, działania te miały złagodzić napięcia, które pojawiły się po wejściu przepisów w życie. Ale protesty nie ustały.

Krytycy strefy twierdzą, że przepisy nie narzucają tak szerokiego obszaru strefy, a postulaty ograniczenia jej do ścisłego centrum zostały pominięte. Ratusz natomiast broni strefy, a budżet miasta na niej zarabia. Już w pierwszym miesiącu funkcjonowania strefy wpływy z opłat za wjazd przekroczyły 4 mln zł, co jest efektem szerokiego zasięgu strefy.

Katowice wprowadzają minimalną strefę w centrum miasta

Tymczasem emocje, choć już nieporównywalnie mniejsze, budzi rychła perspektywa strefy czystego transportu w Katowicach. Rada Miasta właśnie podjęła uchwałę o wprowadzeniu jej od 29 czerwca 2026 r. w ścisłym centrum, ograniczonym ulicami: Skargi, Moniuszki, Pańki, Dudy-Gracza, Warszawską, Francuską, Mariacką Tylną, Dworcową oraz Słowackiego.

Do obszaru strefy nie zalicza się jednak dróg i skrzyżowań wyznaczających jej granice. Oznacza to, że same ulice, o których mowa wyżej, w skład strefy nie wchodzą, oprócz pozostającego w strefie odcinka ulicy Dworcowej objętego zakazem ruchu – informuje katowicki magistrat.

Najważniejszą zasadą funkcjonowania katowickiej strefy ma być wyłączenie z ograniczeń aut zarówno mieszkańców Katowic, jak i osób mieszkających w pozostałych gminach GZM, które posiadały auto przed dniem ustanowienia strefy. Dopóki ich samochód będzie przechodził badania techniczne, dalej będzie można nim poruszać się w katowickiej SCT.

To uspokaja mieszkańców regionu, ale budzi zrozumiałą krytykę ekspertów i ekologów, którzy określili przedsięwzięcie jako „fasadowe”.

Strefę w Katowicach o powierzchni pół kilometra kwadratowego traktujemy w kategoriach biurokratycznego żartu: niby jest, a jakby jej nie było – komentuje Filip Jarmakowski z Polskiego Alarmu Smogowego.

Mimo to władze miasta popierają tak mocno ograniczoną strefę, argumentując to występowaniem przekroczeń emisji wyłącznie w jednym miejscu – na stacji pomiarowej przy przecinającej miasto autostradzie A4.

Czytaj więcej

Chińska marka liderem hybryd plug-in w Polsce

Katowicki Urząd Miejski nie palił się do wprowadzania obostrzeń. Jeszcze w 2024 r. wnioskował o przeniesienie stacji pomiarowej przy A4 w spokojniejsze miejsce, argumentując, że zanieczyszczenie powietrza w mieście jest mniejsze niż przy tranzytowej trasie o bardzo dużym natężeniu ruchu. W tym roku znalazł się jednak pod ścianą, bo Ministerstwo Klimatu już po raz kolejny zażądało od samorządowców natychmiastowych działań na rzecz utworzenia SCT. Argumentem były unijne wytyczne i obawa przed utratą dotacji z Krajowego Planu Odbudowy. Magistrat nie miał już wyjścia.

Wprowadzenie Strefy Czystego Transportu zostało na nas nałożone. Obligują nas do tego ustawodawstwo europejskie i stanowisko rządu – tłumaczył Bogumił Sobula, wiceprezydent Katowic.

Natomiast jak podaje SmogLab, jakość powietrza w stolicy województwa śląskiego ma być gorsza, niż może się wydawać. Z największych w historii pomiarów zanieczyszczeń powietrza na Śląsku, przeprowadzonych przez Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię (GZM) w 2025 r., wynika, że na 122 punkty pomiarowe w Katowicach aż 119 nie spełniało zaktualizowanych norm dla tlenków azotu (20 μg/m³). Przy czym Polska jest na etapie ich wdrażania i wprowadzi je najpóźniej w 2030 r..

W dodatku żaden z katowickich punktów nie spełnia wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia (10 μg/m³), a dopiero ten poziom uznawany jest za bezpieczny dla zdrowia i życia mieszkańców.

Badania GZM potwierdzają też raporty Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Według „dodatkowej oceny jakości powietrza za 2024 r. dla województwa śląskiego” na terenie wszystkich stref województwa śląskiego zanotowano przekroczenie dopuszczalnego średniorocznego poziomu NO2 określonego w nowej dyrektywie w sprawie jakości powietrza. Z kolei w samej aglomeracji górnośląskiej przekroczono także dopuszczalne poziomy średniodobowe.

W 2025 r. powietrze stało się czystsze – trend jest wyraźny

Jednak najnowsze dane pozwalają spoglądać z optymizmem w przyszłość. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska opublikował już roczny raport dotyczący jakości powietrza za 2025 r., z którego wynika, że żadne miasto, w tym również Kraków, nie przekroczyło dopuszczalnej normy dla dwutlenku azotu, która wynosi 40 mikrogramów na metr sześcienny. A to właśnie dane GIOŚ są podstawą do wprowadzenia SCT.