Dlaczego jazda po torze jest zawsze czymś ekscytującym? Bo tor wyścigowy to miejsce, w którym samochód – i kierowca – mogą wreszcie być sobą. Na zwykłej drodze ograniczają nas przepisy, ruch, bezpieczeństwo innych. Na torze znikają te bariery – zostaje czysta mechanika, fizyka i emocje. Tych ostatnich na pewno mi nie zabraknie, bo wsiadam właśnie za kierownicę bardzo, bardzo wyjątkowego samochodu. Auta, które najpierw skakało nad dziurami w asfalcie, potem wykręciło rekordowy czas na torze Nurburgring, a na koniec pobiło rekord prędkości. Panie i panowie, oto Yangwang U9.
Yangwang U9
Ale wróćmy na tor, rozgrzanego asfaltu i do ciszy, która wcale nie jest ciszą. Bo wystarczyło wcisnąć pedał gazu, by zamiast ryku silnika usłyszeć świst mocy – futurystyczny dźwięk czterech elektrycznych silników. Tak właśnie zaczyna się spotkanie z Yangwang U9, drogową wersją samochodu, który rozsadził granice wyobraźni, gdy w wersji Xtreme – osiągnął prędkość niemal 500 km/h, a dokładnie 496,22 km/h. Wynik, który fascynuje i nieco przeraża.
Yangwang U9
Yangwang to obok Denzy nowa, luksusowa marka koncernu BYD, którą Chińczycy chcą pokazać, że potrafią stworzyć nie tylko auta elektryczne, lecz także emocje. I to emocje na poziomie Ferrari czy McLarena. Debiut marki był jednym z najgłośniejszych wydarzeń motoryzacyjnych ostatnich lat w Chinach, a U9 jej pierwszym prawdziwym superautem. W jego konstrukcji skupiono wszystko, co BYD ma najlepszego: platformę e4 z czterema niezależnymi silnikami elektrycznymi i zawieszenie DiSus-X, które potrafi kontrolować ruch nadwozia z precyzją robota chirurgicznego. To właśnie ten system umożliwia U9 „taniec” – wznoszenie się, podskakiwanie, a na torze brak przechyłów nadwozia w zakrętach, nawet przy absurdalnych przeciążeniach.