Biznes samochodowy w Chinach nie jest już tak intratny jak w przeszłości. Obserwując decyzje koncernów samochodowych widać, że najwięksi już nie stawiają tak mocno na Chiny, a nawet odwracają się od tego rynku. Jednak tylko Carlos Tavares mówi o tym procesie otwarcie. W zeszłym roku należąca do koncernu Stellantis marka Jeep poinformowała o wycofaniu się ze spółki z chińskim państwowym koncernem Guangzhou Automobile Group (GAC) i zamknięciu działającej od 12 lat fabryki produkującej Jeepy. Jak donosi niemiecki tygodnik „auto-motor-und-sport” Tavares podkreśla, że chiński rząd coraz mocniej ingeruje w proces zarządzania spółką, a jednocześnie GAC nie wywiązuje się ze zobowiązań. Prezes koncernu Stellantis podkreśla też, że nie chce stać się ofiarą sankcji związanych z atakiem Rosji na Ukrainę. Jak donosi „Reuters” Tavares podczas spotkania w Indiach zaznaczył, że „Między Chinami a światem zachodnim narasta napięcie, które będzie miało wpływ na biznes”.

Carlos Tavares, szef koncernu Stellantis

Carlos Tavares, szef koncernu Stellantis

mat. prasowe

Jednocześnie, jak pokazują zeszłoroczne targi motoryzacyjne w Paryżu chińscy producenci coraz odważniej wkraczają na rynek europejski. Podczas targów w Paryżu Tavares podkreślił potrzebę zmiany strategii celnej w Europie, która pozwoliłaby chronić lokalnych producentów samochodów przez nierówną konkurencją z Chin. „Europa rozkłada przed producentami z Chin czerwony dywan. To się źle skończy” ostrzega Carlos Tavares i proponuje nałożenie zaporowego cła. Mechanizmy legislacyjne uniezależniające od Chin oraz stawiające na rozwój lokalnych inwestycji wprowadziły już Stany Zjednoczone, co zaowocowało zainwestowaniem w ostatnich dwóch latach 70 mld dolarów w produkcję samochodów elektrycznych oraz akumulatorów na terenie USA.

Czytaj więcej

Premiera Seres 5: Chiński elektryk z ambicjami na segment premium

Carlos Tavares jeden z najlepiej opłacanych menedżerów branży motoryzacyjnej i kierujący jednym z największych koncernów samochodowych na świecie bez dwóch zdań ma wpływ na trendy inwestycyjne całej branży. Można się zatem spodziewać, że deklaracje Tavaresa to początek lawiny decyzyjnej, która oznacza przeobrażenie się branży samochodowej. Na zmianie strategii mogłyby skorzystać głównie Indie, ale też kraje Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie koszty produkcji wciąż są niższe niż w zachodniej Europie, a transport samochodów do dealerów znacznie tańszy niż z Chin. To szansa dla Polski i dobry moment na rozpoczęcie produkcji samochodu elektrycznego. Szkody tylko, że Izera postawiła na chiński koncern Geely, jako dostawcę platformy dla swoich modeli. Niemniej jednak jak podkreślają m.in. niemieccy dziennikarze, taka firma jak Izera ma szansę trafić w atrakcyjną niszę na rynku ponieważ jej produkty mają szansę być tańsze od tych renomowanych europejskich koncernów, a jednocześnie nie będą nosiły na masce chińskich oznaczeń, co do których w najbliższych latach może pojawić się pewna niechęć ze strony klientów.

Stellantis nie zamierza jednak całkowicie wycofać się z Chińskiego rynku. Przynajmniej do tej pory nie pojawiły się takie deklaracje. Niemniej jednak w ostatnich latach wyraźnie stopniały udziały nie tylko Stellantisa, ale również Volkswagena i General Motors w chińskim rynku samochodowym. Nie bez powodu Tesla zainwestowała w pierwszy zakład produkcyjny w Europie i jednocześnie najbardziej ekologiczną i zaawansowaną technologicznie fabrykę tej marki. Volkswagen planuje ulokować w Polsce lub w Czechach 2 mld euro w produkcję akumulatorów do samochodów, a Stellantis już zainwestował ponad 100 mln euro w fabrykę w Sochaux, gdzie będą produkowane również akumulatory. Jak podkreślił Carlos Tavares koncern chce szybko wyrównać przewagę technologiczną jaką do tej pory udało się osiągnąć firmom z Chin w zakresie elektromobilności.

Czytaj więcej

Szykuje się rewolucja u dealerów. Stellantis zamyka część salonów we Francji