Volvo Cars wypracowało zysk operacyjny 10,8 mld koron (1,03 mld euro) po 4,8 mld rok wcześniej dzięki zaliczeniu w księgowości skutków notowań akcji firmy Polestar. Obroty wzrosły o 8 proc. do 74,3 mld koron. Sprzedaż samochodów zmalała o 20 proc. do 148 300 ze 185 700 rok temu, a marża operacyjna do 8,1 proc. z 12,3 proc. Problemy w łańcuchu dostaw, zwłaszcza brak mikroprocesorów zmniejszyły produkcję i sprzedaż aut, ale grupa stwierdziła wyraźną poprawę w stabilizowaniu się dostaw niezbędnych podzespołów. - Jeśli ta normalizacja będzie trwać nadal, to spodziewamy się stopniowego zwiększania produkcji w najbliższych miesiącach. Volvo Cars oczekuje więc większej niż przed rokiem sprzedaży hurtowej. Różnice w czasie w produkcji i w dostawach detalicznych spowodują jednak, że nie dojdzie w całym roku do zwiększenia sprzedaży detalicznej - uprzedził Jim Rowan, prezes Volvo Cars. W najlepszym razie powtórzy wielkość sprzedaży z 2021 r. „Volvo podało solidne wyniki II kwartału w związku z licznymi przeszkodami, w tym brakiem półprzewodników i wpływem ograniczeń w Chinach na popyt” - stwierdzili w nocie analitycy z banku JP Morgan.

Czytaj więcej

Trzecia fabryka Volvo w Europie powstanie w Koszycach na Słowacji

Mające niewiele wspólnego z osobowym działem Volvo AB, drugi na świecie producent ciężarówek, autobusów, maszyn budowlanych i silników okrętowych zaksięgował w II kwartale zysk operacyjny 13,75 mld koron (1,28 mld euro) wobec 9,93 mln rok wcześniej. Zysk netto wyniósł 10,5 mld koron, a obroty 118,9 mld koron, specjaliści liczyli na 107 mld. - W kwartale mieliśmy dodatkowe koszty związane z zakłóceniami w łańcuchu dostaw i z wyższymi cenami materiałów. Udało nam się lepiej zarządzać cenami i złagodzić skutki tego. Sytuacja w światowym łańcuchu dostaw półprzewodników i innych komponentów jest niestabilna, z perturbacjami, brakuje możliwości przewidywania i zdolności przewozowych morzem. Będziemy w dalszym ciągu odczuwać zakłócenia i jednocześnie ogłaszać przerwy w produkcji ciężarówek i w innych działach firmy - stwierdził Martin Lundstedt, prezes Volvo AB.

mat. prasowe

Zamówienia ciężkich pojazdów Volvo, także należących do Volvo AB marek Mack i Renault, zmalały w kwartale o 8 proc., ale grupa nie zmieniła prognozy rynku w Europie i Ameryce Płn. Przyczyna jest ta sama: brak na świecie mikroprocesorów, a dodatkowo brak mocy przewozowych w transporcie morskim. Popyt na pojazdy zaczął poprawiać się po pandemii, ale nie było możliwości wysyłania ich do klientów. Grupa zawiesiła w lutym sprzedaż i produkcję pojazdów w fabryce w Kałudze w reakcji na agresję Rosji na Ukrainę. W lipcu zmniejszyła zatrudnienie w Rosji, ale nie zdecydowała się na całkowite wyjście z tego kraju.

Czytaj więcej

Kolejna fala Covid-19 może wpłynąć na obniżenie cen ropy