Oba zakłady miały być kluczowe dla sukcesu Tesli zdominowania globalnych rynków. Powodem obecnej trudnej sytuacji jest brak baterii montowanych w autach z napędem elektrycznym i zatory w chińskich portach. Jest to zresztą problem wszystkich producentów samochodów w tej chwili. Może poza markami koreańskimi i japońską Mazdą, które poradziły sobie z tymi kłopotami. Fabryka Tesli w Gruenheide pod Berlinem miała być wielkim sukcesem. Elon Musk rzucił wyzwanie niemieckim producentom samochodów, zwłaszcza Volkswagenowi bo Tesle spod Berlina miały „wymiatać” nie tylko na niemieckim, ale i na europejskim rynku. Kiedy wreszcie, po wielu opóźnieniach spowodowane najróżniejszymi czynnikami, produkcja rzeczywiście ruszyła zaczęły narastać kolejne problemy.

Ostatnio z siłą roboczą, której nie jest w stanie pozyskać, bo płaci o 300-400 euro mniej, niż niemiecka konkurencja. Dodatkowo jeszcze zadarł ze związkami zawodowymi, bo postawił przed pracownikami warunek: jeśli wstąpisz do związku zawodowego, tracisz prawo do opcji na akcje, które są częścią wynagrodzenia. Nikogo też nie ucieszyła zapowiedź Muska, że w związku z kłopotami w produkcji wszyscy pracownicy będą musieli liczyć się z 10 procentowym cięciem zarobków, a zatrudnieni poza samą produkcją ze zmniejszeniem miejsc pracy również o 10 proc. Ostatnia decyzja dotyczy 3,5 proc. wszystkich pracujących w Tesli, ale z wyłączeniem Niemiec. - To co możemy w takim razie zrobić, żeby nie zbankrutować to musimy ciąć koszty. Innego wyjścia nie ma - tłumaczył Musk swoje ostatnie decyzje oszczędnościowe. Na razie Musk podniósł ceny swoich aut na rynku amerykańskim o 5 proc.

Czytaj więcej

Ceny elektryków w USA i Chinach pną się w górę. Drożeją Tesle i Hummery

W ciągu ostatnich lat Elon Musk postawił na zwiększenie mocy produkcyjnych, tak aby zdobyć dominację na rynku aut z napędem elektrycznym. Nie przewidział jednak i nie zareagował odpowiednio wcześniej na pierwsze sygnały o kłopotach z dostawami półprzewodników i baterii. Teraz Elon Musk przyznaje, że sytuacja wywołana kolejną falą zakażeń koronawirusem w Szanghaju doprowadziła do „niesłychanie trudnej” sytuacji i to nie tylko w chińskiej fabryce Tesli, ale i w zakładach w USA i w Niemczech. A informacje napływające z Chin nie są optymistyczne, bo władza obstaje przy polityce „Zero Covid”, która zaczyna powoli paraliżować gospodarkę w tym kraju. Restrykcje obowiązują nie tylko w produkcji, ale także w sektorze bankowym i transporcie morskim. Według ostatnich dostępnych informacji fabryka Tesli w Szanghaju stanie w lipcu na 2 tygodnie, ponieważ niezbędne są tam prace modernizacyjne. Jest to niezbędne, aby po zniesieniu obostrzeń koronawirusowych możliwe było zwiększenie produkcji do 22 tys. aut tygodniowo.

Tesla Model Y

Tesla Model Y

mat. prasowe

Tesla zresztą nie ma ma w Chinach swojego najlepszego okresu. W ostatni poniedziałek chińskie władze poinformowały zarządzających marką w tym kraju, że auta Tesli nie będą miały prawa wjazdu do nadmorskiego kurortu Baidaihe, ponieważ kamery zamontowane w nich mogą być szpiegowskim wyposażeniem. Oficjalnie, jako powód podano „sprawy narodowe”. Takich kłopotów, jak Tesla nie ma niemiecki BMW , który właśnie poinformował o rozpoczęciu produkcji w nowej fabryce w Szeniangu na północnym-wschodzie Chin. Zakład wybudowany kosztem 2,2 mld euro jest już trzecim w Państwie Środka i pozwoli zwiększyć produkcję z obecnych 700 tysięcy do 830 tysięcy aut rocznie.

Czytaj więcej

Aston Martin DBX707: Pełna moc naprzód