Mazda wykorzystała salon samochodowy w Brukseli na zaprezentowanie w Europie po raz pierwszy nowego elektrycznego modelu. MX-30 to przemyślany i oryginalny elektryk.

Mazda to taka firma, która idzie trochę pod prąd i robi większość rzeczy po swojemu. Często też czuje trendy lepiej od innych. Tak było w 1989 roku kiedy Japończycy pokazali niewielkiego, taniego roadstera MX-5. Konkurencja pukała się w czoło, bo większość stawiała w tym czasie na drogie, luksusowe modele: BMW zaprezentowało wystawne coupe serii 8, Audi swoją pierwszą limuzynę V8, a Honda supersportowego NSX. Przy tych autach Mazda wyglądała jak pół porcji. Jednak to ten model wskrzesił erę roadsterów na wiele, wiele lat i stał się najczęściej kupowanym kabrioletem na świecie. Żadne inne auto z tamtych czasów nie odbiło się tak mocno w historii motoryzacji jak MX-5. To Mazda jako jedyna opanowała i przez wiele lat trwała przy silnikach Wankla. Zresztą wirujący tłok za niedługo znowu powróci. Kiedy wszyscy dookoła zmniejszają pojemność silników do jednego litra, montują turbosprężarki, trzy cylindry z najczęściej żenującymi efektami średniego spalania i tragicznego dźwięku Mazda dalej buduje klasyczne, czterocylindrowe silniki o dwóch litrach pojemności, które nie dość, że spełniają wszystkie normy to jeszcze mają przyzwoite średnie zużycie paliwa. Teraz Mazda zbudowała swój pierwszy samochód elektryczny. I jak myślicie, zrobili go tak jak wszyscy inni? No jasne, że nie.

Inżynierowie w Hiroszimie usiedli i zaczęli się zastanawiać czy każde auto elektryczne jest tak naprawdę ekologiczne. Policzyli wszystko, porównywali kompletny ślad węglowy począwszy od produkcji do utylizacji samochodów spalinowych i elektrycznych. I co wyszło? Okazuje się, że produkcja i eksploatacja auta kompaktowego z akumulatorami o pojemności większej niż 35 kWh jest bardziej obciążająca dla środowiska niż porównywalnej Mazdy 3 z silnikiem diesla. Patrząc na historyczne dokonania tej marki jakoś im wierzę bardziej niż tym wszystkim innym budującym na szybko i ślepo elektryczne modele z byle większą baterią i zasięgiem.

Tak więc nie przez przypadek Mazda w MX-30 ograniczyła pojemność baterii do 35,5 kWh. Faktem jest, że w porównaniu z wieloma innymi dostępnymi aktualnie na rynku modelami elektrycznymi nie jest to zbyt duża pojemność na energię elektryczną. Audi e-tron potrafi zmagazynować 95 kWh, Mercedes EQC 80 kWh, mocniejsza wersja Nissana Leaf 62 kWh, a Tesla Model 3 od 50 kWh. Tyle, że większość z tych firm próbuje wam wmówić, że od teraz będziecie jeździć elektrykiem w trasę bądź ładować go raz na tydzień. Mazda szczerze przyznaje, że na tym etapie rozwoju elektryków MX-30 będzie służył jako drugi samochód w rodzinie i przemieszczał się głównie w rejonach miejskich i podmiejskich. Według zleconych przez Mazdę badań jasno wynika, że średnio kierowcy przejeżdżają dziennie 48 km. Oznacza to, że zasięg 200 km w przypadku auta służącego do dojeżdżania do pracy jest wystarczający. Dodatkowo mniejsze baterie równa się lżejszy samochód, a to oznacza mniejsze zużycie energii.

MX-30 została zbudowana całkowicie od podstaw jako auto elektryczne. Karoseria celowo ma przednie drzwi otwierane normalnie, natomiast tylne – „pod wiatr”. Zapewnia to szeroki dostęp do wnętrza auta poza tym wyróżnia się. A ten elektryk ma się wyróżniać spośród całej gamy modeli Mazdy. Dodatkowo to nawiązanie do modelu RX-8, w którym drzwi otwierały się dokładnie w ten sam sposób. Nie opiszę żadnych wrażeń zza kierownicy. Nawet tego jak się w MX-30 siedzi. Na tę chwilę Mazda strzeże swojego jedynego egzemplarza jak oka w głowie i niechętnie pozwala usiąść za kierownicą. Nic dziwnego, ten egzemplarz jeździ po wystawach na całym świecie. Musi dojechać jeszcze do Genewy, a później na Moto Show w Poznaniu. Panowie w czarnych garniturach zrobili jednak mały wyjątek. Dosłownie na chwilę wpuścili do wnętrza znajomego dziennikarza, który ma dwa metry wzrostu. Słynny test dwumetrowca Zachara Zawadzkiego udało się przeprowadzić przedpremierowo na stoisku Mazdy w Brukseli. I zmieścił się. Z przodu bez najmniejszych problemów, a z tyłu po odsunięciu fotela miał sporo miejsca na nogi, nieco mniej było nad głową. Do wykończenia wnętrza użyto m.in. ekologicznej skóry, oczki drzwi wykonane zostały z przetwarzanych butelek PET i korka. To też ukłon w stronę historii. 100 lat temu japońska firma zaczynała właśnie od produkcji korka.

 

W MX-30 widać, że Japończycy przeanalizowali i przemyśleli budowę tego modelu. Ważne też, że nie jest to elektryk zbudowany na bazie istniejącego już modelu, a wykonane od podstaw auto elektryczne. To, że klienci niemal ślepo ufają marce widać było już Brukseli. Na pierwszą europejską odsłonę przyjechało z Polski trzech przyszłych właścicieli MX-30, którzy już to auto zamówili. Jak zdradza Mazda zamówień jest już znacznie więcej.

CZYTAJ TAKŻE: Mazda MX-30: Jeździmy prototypem pierwszej elektrycznej Mazdy

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Fabryka BMW w Spartanburgu w Południowej Karolinie

Ceny aut mogą pójść ostro w górę

Przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean Claude Juncker leci do Waszyngtonu z ofertą ostatniej szansy. Chce ...

Mazda 6 podczas procedury testowej RDE

WLTP: Cichy zabójca silników

WLTP to hasło, które w ostatnim czasie przeraziło rynek motoryzacyjny. Wprowadzone w zeszłym roku ...

Bentley Continental GT: Doskonałość swojego gatunku

To miał być materiał drogi. Podróży z A do B. Nowym Bentleyem Continental GT ...

Pentagon kupuje Dacie

Prawie 3 mln dolarów wydali Amerykanie na kupno samochodów marki Dacia. Wybrali Sandero Stepway ...

Mitsubishi ASX 2020: W końcu się doczekaliśmy

Popularny crossover japońskiej marki przez lata całkiem dobrze radził sobie na europejskim rynku. Teraz ...

BMW G310 R: Miejski wariat na każdą kieszeń

Bawarscy inżynierowie czują, że boom na mniejsze pojemności trwa i trwać będzie. Dlatego trzy ...