Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image

Niby Afryka, ale jakaś taka… europejska. Dość nowoczesna infrastruktura, porządek i spokój. A wszystko w kraju położonym tak blisko równika, że nie ma tam pór roku. Codziennie jest tak samo – około 30 stopni i słońce. Podobno co roku trafia się sześć dni, w których pada deszcz. To Republika Zielonego Przylądka.

Wyspiarskie państwo leży nieco ponad 500 km na zachód od wybrzeża Afryki. Składa się z 15 wysp – 10 większych i 5 małych. Zamieszkuje je ledwie 500 tys. osób, a najeżdża drugie tyle turystów. Można powiedzieć, że te wyspy to dobry, łagodny wstęp do Afryki. Lepiej jeździć tu, niż od razu rzucać się na pełnowymiarowe safari czy przejażdżkę chaotycznymi ulicami Nairobi. To bezpieczne miejsce. Jednocześnie jednak ma kilka cech, które są charakterystyczne dla kontynentu.

Przekrój marek na postoju taxi / fot. Krzysztof Galimski

Ruch w skali mikro

Pomiędzy największymi miastami są całkiem niezłe drogi, wyasfaltowane, czasem nawet dwupasmowe i przedzielone pasem zieleni. Ilość dziur nie przekracza naszych norm. Jeżeli przemieszczamy się wyłącznie na trasie Lotnisko – Miasto A – Miasto B, to możemy to robić w całkowitym komforcie. Oznakowania są czytelne, a wszechobecne ronda też przecież nie powinny sprawiać problemów. Zgubić się właściwie nie sposób. Jazda „po trasie” na Zielonym Przylądku to jedno z bardziej relaksujących doświadczeń dla kierowcy. Ruch jest mały, ale trudno się dziwić – tu „duże miasto” ma nieco ponad tysiąc mieszkańców.

Drogi pomiędzy miastami są w niezłym stanie. A przede wszystkim są puste / fot. Krzysztof Galimski

Co innego w samych miastach. Te dzielą się na dwa rodzaje – „dla turystów” i „dla autochtonów”. Pierwsze to tak właściwie tylko ciągi hoteli zgromadzonych w jednym miejscu i dla przyzwoitości nazwanych miastem. Wszystko nowe, uporządkowane i nudne. O podróżowaniu przez takie miejscowości nie ma nawet co pisać. Proste, dobre i nowe drogi o niewielkim ruchu i normalnie działającym w nocy oświetleniu. Nuda.

CZYTAJ TAKŻE: Emiracka jazda

Za to prawdziwe miasta – to już zupełnie co innego. Plątanina wąskich, jednokierunkowych uliczek, to najlepsze, co się może przytrafić. Tak wygląda centrum. Przedmieścia to rozwalające się rudery, szałasy i inne tymczasowe konstrukcje. O stanie dróg lepiej nie mówić. Są miejsca, z którymi żadna terenówka nie ma szansy sobie poradzić. Ulice nie mają żadnych oznaczeń i bardzo łatwo się zgubić. W takiej sytuacji najlepiej obrać po prostu dowolny kierunek i stale jechać przed siebie. Wkrótce zabudowania powinny się skończyć i można swobodnie wyjechać i okrążyć całą miejscowość. W końcu – zwykle nie jest zbyt duża. Trzeba też brać pod uwagę, że nikomu się nigdzie nie spieszy. Nieoficjalnym mottem Wysp jest hasło: „no stress”. Jeżeli kierowca zobaczy na chodniku przechodzącego kolegę, bez namysłu zatrzyma się, żeby zamienić z nim parę słów. Blokując oczywiście całą ulicę. To normalne i nikomu nie przeszkadza.

Tam, gdzie nie ma turystów, obyczaje na drogach są dość swobodne / fot. Krzysztof Galimski

Halo? Assistance?

Na Wyspach nie ma pomocy drogowej. Jeśli samochód rozkraczy na środku drogi, to myśl człowieku i kombinuj, jak masz go dotaszczyć do najbliższego warsztatu. Tak naprawdę jedyną metodą jest liczenie na dobrą wolę i litość miejscowego kierowcy, który cię weźmie na hol. Na autoryzowane serwisy też nie ma co liczyć. Jeśli ktoś chce sobie tu kupić nowy samochód z wyższej półki, może w ogóle nie mieć go jak naprawić.

fot. Krzysztof Galimski

Do niedawna Republika Zielonego Przylądka była ekstremalnie biednym krajem. Dziś mieści się w gronie państw rozwijających się. Choć w porównaniu do nas Capoverdańczycy wciąż nie są specjalnie zamożnymi ludźmi, to ich poziom życia wzrósł bardzo zauważalnie. Co widać też na ulicach. Starych samochodów na drogach praktycznie nie ma. To kolejna rzecz, która odróżnia Wyspy od innych krajów regionu. Nic w tym nic dziwnego – do niedawna prawie nikogo nie było stać na zakup i sprowadzenie sobie jakiejkolwiek maszyny jeżdżącej. Pojazd z lat 80., a nawet 90. to prawdziwa rzadkość. Przeważają co prawda pojazdy używane, ale nie starsze niż 10 – 15 lat. Jeżeli już trafiają się nowe, to często są to Dacie (choć ze znaczkiem Renault) lub rozmaite chińskie wynalazki. To nie tylko kwestia ceny zakupu, ale też prostoty w obsłudze i naprawie.

fot. Krzysztof Galimski

CZYTAJ TAKŻE: Gruzińska jazda

Olbrzymim powodzeniem cieszą się wszelkiej maści pickupy. Stanowią tu chyba połowę wszystkich prywatnych samochodów. Trudno się dziwić – to najbardziej praktyczna konstrukcja w lokalnych warunkach. Przewiezie towar, ludzi i bez trudu zjedzie z asfaltu. Tutejsze wozy mają jedną rzecz, która je wyróżnia – często na pace mają zamontowane dwie ławki, służące do przewozu pasażerów. Większość ludzi jednak wciąż nie ma własnego auta, stąd niezwykła popularność autostopu. Widok miejscowych stojących karnie w grupach obok drogi jest czymś zupełnie normalnym. Można ich kawałek podwieźć – nie ma żadnego ryzyka.

fot. Krzysztof Galimski

Nie drażnić policjanta

Do lat 70. wyspy były kolonią Portugalii i właśnie z tego kraju wzięli swoje przepisy i zasady poruszania się. Ruch jest więc prawostronny, a zapinanie pasów bezpieczeństwa jest obowiązkowe. W miastach prędkość jest ograniczona do 30 km/h, a poza nimi do 80 km/h. Asfaltowe drogi są nowym wynalazkiem na wyspach i czasem jazda po nich jest pierwszą w życiu okazją dla miejscowych, by przekroczyć dopuszczalny limit prędkości. Korzystają z tego przywileju, ale nie w takim stopniu, by mogło to zaskoczyć człowieka przyzwyczajonego do poruszania się po naszym kraju. Ci, którzy się naprawdę spieszą, jadą jakieś 20 – 30 km/h ponad limit. Więcej też nie ma specjalnie sensu – drogi nie są aż tak długie, by dało się jakoś mocno rozpędzić. Prawdziwych piratów drogowych nie widziałem ani razu. Co nie znaczy, że jest całkowicie bezpiecznie. Podobno jazda po alkoholu staje się na wyspach sporym problemem. Szczególnie w sobotnie wieczory i w święta warto bardziej uważać na wyczyny innych kierowców. Sam tego nie zauważyłem, ale też nie mam powodów, by nie wierzyć moim lokalnym rozmówcom.

Na ulicach można spotkać i takie perełki / fot. Krzysztof Galimski

Policji na drogach jest całkiem sporo. Jeżeli ktoś ma już doświadczenia z afrykańskimi stróżami prawa, to tu niech lepiej o nich zapomni. Caporverdańscy chłopcy w niebieskim nie reagują najlepiej na propozycje „podarków”. Poza tym są mili i uczynni wobec turystów i nie należy się ich obawiać. Nie warto jednak też ich prowokować. Turysta czy nie – w lokalnym sądzie to policjant będzie miał rację.

Czym jeździć?

Tak naprawdę są tylko trzy opcje. Pierwsza to pojazd, który dojedzie absolutnie wszędzie, czyli ma prawdziwe możliwości terenowe. To koszt ok 70 euro za dzień. Druga, to samochód, który dotrze w 95 proc. miejsc na wyspach, czyli zwyczajny SUV lub nawet crosssover. Wystarczy, że będzie miał nieco wyższe zawieszenie. Taka przyjemność kosztuje ok. 50 euro za dzień. I jest jeszcze trzecia opcja, czy samochód, którym będziemy mogli się poruszać wyłącznie między głównymi miastami, za ok. 35 euro dziennie.

CZYTAJ TAKŻE: Hinduska jazda

Trzecią opcję zdecydowanie odradzam. Nie ma ona najmniejszego sensu. Tu odległości są na tyle małe, że taniej i wygodniej będzie po prostu skorzystać z taksówek. Wynajem auta jest dobrym wyjściem tylko wtedy, gdy chcemy rzeczywiście zwiedzać wyspy. A to oznacza konieczność zjechania z asfaltu i pojechania tam, gdzie zwykła osobówka nie przejedzie.

fot. Krzysztof Galimski

Sam wybrałem opcję maksymalną, czyli Fiata Fulbacka (czyli tak naprawdę Mitsubishi LC200) I szczerze mówiąc trochę przesadziłem, bo nigdzie nie było aż tak źle, żebym nie mógł bez trudu przejechać autem o mniejszych możliwościach off-roadowych. Nie żebym marudził – włoski pickup świetnie się sprawował i jazda nim była prawdziwą przyjemnością. Po prostu równie dobrze można było wszystkie tereny spokojnie zwiedzić np. Dacią Duster (tu sprzedawane jako Renault Duster). Też by dała radę.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Motoryzacja: cyfrowa transformacja oznacza miliardowe inwestycje

Do 2020 roku wartość inwestycji w cyfryzację usług motoryzacyjno-transportowych, w tym metod ich oferowania ...

Marzenia o elektrycznych autach

Polacy na na samochód z silnikiem elektrycznym chcieliby wydać nie więcej niż 80-90 tys. ...

Wypożyczenie kampera czy kupno własnego pojazdu – co wybrać?

Podróżowanie kamperem daje niemalże nieograniczone możliwości zwiedzania świata i wyjeżdżania na spontaniczne wakacje. Samochód ...

Nissan Juke: Popatrz dwa razy

Nissan zmodernizował swojego crossovera. Nowy Juke został zaprezentowany już w marcu na salonie w ...

Seat testuje technologię 5G i zaprezentuje nowy pojazd koncepcyjny

Podczas Światowego Kongresu Technologii Mobilnych (Mobile World Congress) Seat zaprezentuje swój najnowszy pojazd koncepcyjny. ...

Lexus ES: Zamiana z konieczności

Na rynek wjeżdża nowa limuzyna Lexusa. Model ES zastępuje oferowanego do pory GSa. Lubiłem ...