Od kilku dni w sieci pojawiały się wpisy kierowców, którzy otrzymali wezwania dotyczące przekroczenia prędkości z odcinkowego pomiaru prędkości na autostradzie A6 na trasie Szczecin–Rzęśnica. Problem polegał na tym, że dane z samych wezwań nie zgadzały się z wyliczeniami.

Kierowcy zauważyli niezgodności w wyliczeniach

Na dokumentach wysyłanych przez CANARD podawana jest długość kontrolowanego odcinka oraz dokładny czas przejazdu. To wystarczy, by samodzielnie obliczyć średnią prędkość pojazdu. W jednym z opublikowanych przypadków odcinek miał długość 3409 metrów, a czas przejazdu wynosił 137 sekund. Oznacza to średnią prędkość 24,88 m/s, czyli około 89,6 km/h. Tymczasem system wskazał 97 km/h.

Podobnych przypadków zaczęło pojawiać się więcej. Wątpliwości zgłaszali zarówno kierowcy samochodów osobowych, jak i przewoźnicy. Jeden z kierowców ciężarówki zwracał uwagę, że jego pojazd ma ogranicznik prędkości, więc osiągnięcie wskazanej przez system wartości było po prostu niemożliwe.

Sprawą zainteresowały się media i politycy, a pytania trafiły do CANARD-u, czyli Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym działającego w strukturach GITD. Po sprawdzeniu urządzenia okazało się, że rzeczywiście dochodziło do błędnych pomiarów.

CANARD potwierdził błędną konfigurację urządzenia

CANARD opublikował oficjalny komunikat, w którym potwierdził, że problem dotyczył odcinkowego pomiaru prędkości działającego na autostradzie A6 „Szczecin–Rzęśnica”. Wstrzymano procedowanie wszystkich spraw dotyczących wykroczeń zarejestrowanych od 29 kwietnia 2026 r. od godziny 12:00 do 4 maja 2026 r. do godziny 9:27.

Jak podano w komunikacie, problem miał charakter incydentalny i wynikał z błędnej konfiguracji urządzenia przez dostawcę systemu. CANARD zaznaczył jednocześnie, że nie mógł wcześniej zapobiec tej sytuacji. Instytucja zapewnia, że problem miał charakter jednostkowy i dotyczył konkretnego urządzenia oraz określonego przedziału czasu.

Czytaj więcej

Wrocław patrzy na Kraków i odkłada utworzenie strefy czystego transportu

Kierowcy nie dostaną mandatów za wadliwe pomiary

Najważniejsza informacja dla kierowców jest taka, że osoby objęte błędnymi pomiarami nie zostaną ukarane. CANARD poinformował, że wszczęte postępowania zostaną zakończone, a kierowcy oraz firmy, do których wysłano już wezwania, otrzymają odpowiednią informację.

Instytucja podkreśla również, że żadna osoba, której dotyczył wadliwy pomiar, nie została ukarana mandatem karnym. To istotne, bo problem mógł dotyczyć dużej liczby kierowców. Awaria wystąpiła bowiem w okresie obejmującym majówkę, gdy ruch na drogach był wyraźnie większy niż zwykle.

Czytaj więcej

Concorso d’Eleganza Villa d’Este. Nad Como zaparkują motoryzacyjne dzieła sztuki

Awaria wywołała dyskusję o skuteczności systemów OPP

Sprawa z A6 ponownie uruchomiła dyskusję o działaniu systemów odcinkowego pomiaru prędkości. OPP obejmuje dziś coraz dłuższe odcinki dróg ekspresowych i autostrad w Polsce, a liczba urządzeń stale rośnie. Systemy te są uznawane za skuteczniejsze od klasycznych fotoradarów, ponieważ kontrolują średnią prędkość na dłuższym dystansie, a nie tylko w jednym punkcie.

Ale przypadek spod Szczecina pokazuje, że nawet certyfikowane i oficjalnie używane systemy mogą generować błędne wyniki. W tym przypadku problem udało się wykryć głównie dlatego, że kierowcy zaczęli samodzielnie analizować dane z otrzymanych wezwań. To podpowiedź dla tych, którzy otrzymali mandat z OPP — nie zaszkodzi usiąść na chwilę z kalkulatorem i zweryfikować, czy wszystko się zgadza.