Ferrari Luce zdążyło już wywołać sporo emocji. Pierwszy seryjny samochód elektryczny marki z Maranello podzielił fanów wyglądem, a jego cena – 640 tys. dol., czyli około 2,39 mln zł – sama w sobie ustawia go na górze rynkowej hierarchii.
Tyle że pierwszy produkcyjny egzemplarz okazał się wart dla jednego z kolekcjonerów znacznie więcej. Przed aukcją podczas Monterey Car Week zakładano wynik w okolicach 1,1 mln dol., czyli około 4,1 mln zł. Młotek zatrzymał się jednak dopiero na… 40 mln dol. (ponad 149 mln zł). To 62,5 raza więcej niż katalogowa cena samochodu.
Ferrari Luce
Za kierownicą: 87-letni wynalazca
Nabywcą okazał się Herbert Wertheim, znany również jako „Dr Herbie”. 87-letni Amerykanin jest optometrystą, wynalazcą i miliarderem, który fortunę zbudował nie tylko na własnym biznesie, ale przede wszystkim na wieloletnich inwestycjach giełdowych. Wertheim dorastał w niezamożnej rodzinie, a później zajął się optyką. Pod koniec lat 60. badał wpływ promieniowania UV na oczy i opracował barwnik pochłaniający ultrafiolet stosowany w plastikowych soczewkach. Założona przez niego Brain Power Inc. rozwinęła się w dużego producenta materiałów dla branży optycznej, a sam Wertheim ma na koncie ponad 100 patentów. Zarobione pieniądze przez dekady inwestował na giełdzie, m.in. bardzo wcześnie w Apple i Microsoft.
Ferrari Luce
To nie jest zwykłe Luce
Samochód nie jest egzemplarzem, który będzie można po prostu zamówić z konfiguratora. To pierwsze produkcyjne Ferrari Luce, przygotowane specjalnie na aukcję. Nadwozie polakierowano w specjalnym kolorze Madreperla Semi-Gloss. Biała perłowa powłoka w zależności od światła ma wpadać w odcienie zieleni i fioletu, a do niej dobrano również białe koła. Dział Tailor Made zajął się także kabiną. Wykorzystano specjalną metalizowaną skórę Le Mans ze starannie wybranych szwajcarskich skór, również wykończoną na biało. Nie mamy więc do czynienia ze standardowym Luce, choć nawet wyjątkowa konfiguracja nie tłumaczy różnicy między 640 tys. a 40 mln dol.. Tę tłumaczy coś innego. Herbert Wertheim ma zatem w swojej kolekcji Daytonę SP3, jeden z najbardziej ekscytujących w prowadzeniu modeli Ferrari w historii oraz Luce, z pewnością jeden z najmniej emocjonujących modeli Ferrari w historii.
Ferrari Luce
Chodzi o cele charytatywne
Cały dochód z aukcji trafia do The Ferrari Foundation, amerykańskiej organizacji charytatywnej. Rekordowa cena jest więc po części gigantyczną darowizną, do której Ferrari dorzuciło bardzo atrakcyjny bonus w postaci pierwszego Luce. W amerykańskim systemie podatkowym część kwoty przekraczająca wartość rynkową przedmiotu kupionego na aukcji charytatywnej może kwalifikować się do odliczenia.
Daytona SP3, jej nowy właściciel Herbert Wertheim wraz z szefem marketingu Ferrari Enrico Gallierą
Rok wcześniej zapłacił 97 mln zł za Daytonę SP3
Wertheim zna ten schemat bardzo dobrze. W 2025 r. Ferrari przeprowadziło podczas Monterey podobną aukcję wyjątkowej Daytony SP3. Tam również zwyciężył „Dr Herbie”. Zapłacił 26 mln dol., czyli około 97 mln zł. W przypadku Daytony wynik wygląda dziś nieco mniej szaleńczo, bo ceny tego modelu na rynku kolekcjonerskim mocno wzrosły. Podczas tegorocznego Monterey Car Week inny egzemplarz został sprzedany za 17,8 mln dol., czyli około 66,4 mln zł.
Kontrowersyjny model
Luce od premiery wzbudza kontrowersje, szczególnie przez stylistykę i sam fakt, że Ferrari weszło w świat samochodów całkowicie elektrycznych. Ferrari ogłosiło, że cała produkcja Luce na przyszły rok została wyprzedana w Chinach. Warto jednak podchodzić do tej informacji ostrożnie. Według nieoficjalnych informacji mowa o 88 sztukach, a dealerzy wciąż gotowi są przyjmować zamówienia. Trudno oczekiwać, że ten model odniesie duży sukces, skoro niemal wszystkie komentarze po debiucie tego modelu były, delikatnie mówiąc, nieprzychylne. Klienci sceptycznie podchodzili również do pierwszego SUV-a Ferrari. Ale po tym, jak Ferrari pokazało Purosangue, okazało się, że są zachwyceni. Więc Luce to całkiem inny przypadek. Ferrari w genialny sposób prowadzi swój marketing, ale nawet warunkowanie dostępu do unikalnych modeli zakupem Luce ma swoje granice.
Nie zmienia to faktu, że dla Ferrari trudno wyobrazić sobie lepszy początek historii pierwszego produkcyjnego Luce. Sam samochód może dzielić fanów, ale na aukcji nie było żadnych wątpliwości – ktoś bardzo chciał mieć egzemplarz numer jeden i był gotowy zapłacić za ten przywilej fortunę. Czy później sprzeda go jeszcze drożej? Tego wykluczyć nie można.
Czytaj więcej
Podczas Monterey Car Week Lamborghini pokazało Revuelto SV. Jest najmocniejszym i najszybszym seryjnie produkowanym Lamborghini, jakie kiedykolwiek...