Odcinkowe pomiary prędkości w Polsce instalowane są na najszybszych, ale zarazem najbezpieczniejszych drogach, bo to pozwala ściągać jak najwięcej mandatów. A te ostatnie – w porównaniu do średnich zarobków – należą do najdroższych w Europie. Najnowszy raport Warsaw Enterprise Institute (WEI) krytykuje organizację ruchu drogowego w Polsce, pokazując liczne absurdy, np. w liczbie stawianych znaków pionowych: na 20-kilometrowej trasie z Wesołej do Alei Jerozolimskich w Warszawie jest ich 483. Przy czym samych organów odpowiedzialnych za ich stawianie jest aż 331.

Dokąd zmierza organizacja ruchu drogowego w Polsce

Organizacja ruchu drogowego w Polsce mocno szwankuje, co wykazała już ubiegłoroczna kontrola NIK. Na niemal dwóch trzecich odcinków dróg, jakie inspektorzy wzięli pod lupę, stwierdzono przypadki niezgodności wprowadzonych projektów organizacji ruchu z przepisami prawa. Teraz WEI ocenił m.in. działania związane z bezpieczeństwem i zapobieganiem wypadkom, w tym dotyczące kontroli i kar za nieprzestrzeganie przepisów. W raporcie „Radary, mandaty i dżungla znaków – dokąd zmierza organizacja ruchu drogowego w Polsce” pokazuje, że mnożenie znaków, radarów i kar nie zastąpi uporządkowania systemu ani inwestycji poprawiających przepustowość i bezpieczeństwo.

Odcinkowy pomiar prędkości

Odcinkowy pomiar prędkości

Foto: AdobeStock

41 z 43 nowych OPP na najbezpieczniejszych drogach

Przykładem są odcinkowe pomiary prędkości (OPP): w 2026 r. aż 41 z 43 nowych OPP uruchomiono na autostradach i drogach ekspresowych, które należą do najbezpieczniejszych kategorii dróg. W rezultacie obecnie ponad połowa wszystkich takich urządzeń działa na autostradach i drogach szybkiego ruchu. Jednocześnie co czwarte zdarzenie na autostradzie wynika z niezachowania bezpiecznej odległości – wykroczenia, którego fotoradar wciąż nie kontroluje, a które jest przyczyną największej liczby wypadków na tych trasach. W 2024 r. urządzenia zarejestrowały ponad milion przekroczeń prędkości, z czego ponad połowa nie przekraczała 20 km/h powyżej limitu.

– Bezpieczeństwo na drodze wymaga kierowania kontroli tam, gdzie rzeczywiście dochodzi do najpoważniejszych zdarzeń. Jeżeli 41 z 43 nowych odcinkowych pomiarów trafia na autostrady i drogi ekspresowe, na których odnotowuje się zaledwie 3,5 proc. wypadków, trudno nie pytać, czy priorytetem nadal jest bezpieczeństwo, czy już łatwość wystawiania mandatów – komentuje Wojciech Wyszomierski, analityk WEI i autor raportu.

Czytaj więcej

Fotoradary po nowemu. Właściciel auta może zapłacić nawet 7500 zł

Na Zachodzie mandat droższy, ale mniej bolesny

Same mandaty mają stanowić kolejny problem. O ile po spektakularnych wypadkach drogowych podnoszą się głosy za podwyższeniem kar, o tyle ich wysokość w porównaniu z zarobkami okazuje się na tle innych państw bardzo dotkliwa. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w Polsce wystarcza na zapłatę 35 mandatów za przekroczenie prędkości o 20 km/h, podczas gdy w Niemczech można nim opłacić 75 mandatów, a na Litwie – 162. W przypadku używania telefonu podczas jazdy relacja wynosi odpowiednio 15 mandatów w Polsce, 45 w Niemczech i 74 na Łotwie. Przeciętne wynagrodzenie brutto w Polsce stanowi równowartość 15 mandatów karnych za niezastosowanie się do sygnalizacji świetlnej, w Niemczech – 50, a w Austrii – 70.

Nominalnie stawki w krajach zachodnich są wyższe, ale nie zawsze: według wyliczeń WEI przekroczenie prędkości o 20 km/h kosztuje w Szwecji 215 euro, we Francji 135 euro, w Belgii 115 euro, a w Polsce 50 euro. Za przejechanie na czerwonym świetle płaci się w Szwecji 220 euro, we Francji 135 euro, w Polsce 120 euro, ale w Niemczech już tylko 90 euro, a w Austrii 70 euro. Surowo jesteśmy traktowani za jazdę z komórką: 120 euro, gdy policja w Belgii inkasuje za to przewinienie 115 euro, a w Austrii, Niemczech i Czechach – 100 euro. – Kolejne podwyżki nie usuną źródeł niebezpiecznych zachowań. Mieszkańcy krajów zachodnich nominalnie płacą więcej, lecz jest to dla nich zdecydowanie mniej dotkliwe – stwierdza raport, informując, że w 2025 r. polskie służby porządkowe wystawiły ponad 4 miliony mandatów, a kierowcy zasilili budżet państwa kwotą miliarda zł.

Czytaj więcej

Polsce brakuje 150 km autostrad. Potem zacznie się wielkie poszerzanie

Polska tonie w znakach drogowych

Problemem jest nadmiar znaków drogowych, których znaczenie ginie, bo kierujący nie są w stanie odczytać coraz to nowych wskazówek. Przeciętny Polak, który dojeżdża do pracy samochodem, zalewany jest setkami znaków drogowych, których dokładna analiza często w ogóle nie jest możliwa. – Skontrolowane odcinki dróg w większości zostały oznakowane nieprawidłowo, w sposób niezapewniający czytelności funkcjonującego na tych drogach oznakowania – stwierdziła kontrola NIK. Potwierdziła to przeprowadzona wśród kierowców ankieta, która wykazała, że oznakowanie dróg publicznych w Polsce nie jest czytelne i przekazuje niezrozumiałe komunikaty uczestnikom ruchu. Na pytanie o ocenę liczby znaków drogowych na polskich drogach 60 proc. badanych stwierdziło, że ich liczba jest zdecydowanie za duża, a 30 proc. – że raczej za duża. – Na wielu odcinkach dróg publicznych w Polsce panuje chaos informacyjny związany z ich oznakowaniem – twierdzi NIK.

Jedna piąta podróży na czytanie znaków

Z badań wynika, że średni czas skupienia wzroku na znaku, konieczny do jego analizy, wynosi 0,6 sekundy w terenie zabudowanym. WEI wylicza, że samo zapoznanie się z niemal pół tysiącem znaków na wspomnianej trasie z Wesołej do Al. Jerozolimskich w Warszawie zajmuje około 5 minut, co stanowi blisko 20 proc. całego czasu przejazdu w warunkach niskiego natężenia ruchu, gdy jazda ma charakter płynny. Kierowca chcący zapoznać się z każdym pionowym oznaczeniem powinien jedną piątą czasu rozglądać się na boki zamiast na samochód przed nim.

147 znaków na jednym rondzie. Bezpieczeństwa nie przybyło

Przykładem przeregulowania ruchu ma być także warszawskie rondo Zgrupowania AK „Radosław” w sąsiedztwie centrum handlowego Arkadia. W obrębie ronda znajduje się 147 znaków drogowych. Tymczasem w latach 2022-2023 tylko w promieniu 200 m od środka ronda doszło do 198 wypadków i kolizji.