Ferrari GTC4 Lusso: 24/7/356

W życiu codziennym samochody z napędem na cztery koła nie jeżdżą w terenie, a supersamochody zimą stoją w garażu. Kiedy więc nadchodzi okazja, żeby pojeździć Ferrari po śniegu, grzechem byłoby nie skorzystać.

Publikacja: 25.04.2019 12:21

Ferrari GTC4 Lusso: 24/7/356

Foto: moto.rp.pl

Jedynym sensownym modelem aut z Maranello, którym można pośmigać po białym puchu, jest model GTC4 Lusso. To jedyne Ferrari z napędem na cztery koła i jedyne, które jest czteromiejscowe. Z boku wygląda trochę jak stopa. Piękna, prawie pięciometrowa stopa. Ferrari to legenda, jedna z najsłynniejszych marek na świecie i najstarszy odnoszący sukcesy zespół wyścigowy w Formule 1. W ubiegłym roku model 250 GTO z 1963 roku znalazł nabywcę za 70 milionów dolarów. Na większość aut są chętni zanim jeszcze zostaną wyprodukowane. Enzo Ferrari budował samochody, aby sfinansować swoją pasję, jaką były wyścigi samochodowe i sprzedawał je tylko ludziom, których lubił. Coś z tego zostało do dzisiaj. Pojawiają się limitowane modele, których nie da się ot tak po prostu kupić. To Ferrari dobiera sobie klientów.

""

Ferrari GTC4 Lusso / fot. Martin Śliwa

moto.rp.pl

GTC4 Lusso to jeden z tych samochodów, który nigdy ci nie spowszednieje. Jest jak obraz czy rzeźba. Coś, przed czym można stanąć i się gapić myśląc o różnych rzeczach. O pięknie, doskonałości, przemijaniu życia, liście na zakupy czy po prostu o tym, że Włosi potrafią robić wspaniałe auta. Nie żeby Lusso było najpiękniejsze z gamy Ferrari, ale na pewno jest najbardziej oryginalne. Z horyzontalnym, szerokim grillem i tyłem z mocno wystawionymi nadkolami, które mają przywodzić na myśl historyczne modele 355, 512 czy 456. Do tego to jedyne Ferrari, które pomieści 450 litrów bagażu, a po złożeniu foteli nawet 800 litrów no i – jeśli trzeba – zmieści nawet narty. Prawdziwy, rodzinny samochód z Maranello.

""

moto.rp.pl

Ferrari to religia, to fani, którzy nie czują zazdrości, tylko zachwyt i radość. To nawet coś więcej niż miłość, bo ta przeważnie jest ulotna i z czasem słabnie i powszechnieje. Ferrari łączy ponad granicami, bo nieważne, gdzie się nim pojawisz, ludzie zareagują podobnie entuzjastycznie. Nawet w sztywnej Szwajcarii czy snobistycznej Francji. Włochy to zupełnie inna historia. Kiedy będziesz przejeżdżał przez małe wioski, siedzące na ławeczkach babcie zaczną cię dopingować i pozdrawiać. Za kierownicą żadnej innej marki coś podobnego ci się raczej nie przytrafi.

""

moto.rp.pl

Zimowy tor zorganizowano u podnóży Mont Blanc. Nawet Lusso z napędem na cztery koła i zimowymi oponami nie jest autem stworzonym do jazdy w takich warunkach. Na torze jest śnieg, puchaty biały śnieg, a pod nim lód. 12 cylindrowy silnik jest teoretycznie zabudowany z przodu jednak przesunięto go tak bardzo do tyłu, że jego pozycja jest niemal centralna, za przednią osią. Skrzynia biegów powędrowała do tyłu. Dzięki temu udało się uzyskać niemal idealny rozkład masy – 47 procent przypada na przód, 53 procent na tył. Jednostka napędowa nie ma turbodoładowania, za to posiada aż 690 KM mocy i kręci się do 8250 obrotów/min. W idealnych warunkach drogowych ten model Ferrari przyspiesza do setki w czasie 3,4 sekundy, od 0 do 200 km/h w 10,5 sekundy i osiąga prędkość maksymalną 335 km/h. Na torze, na którym jesteśmy, osiągnięcie 80 km/h będzie graniczyło z cudem.

""

moto.rp.pl

""

fot. Martin Śliwa

moto.rp.pl

Jednak tym razem nie o prędkość i przyspieszenie chodzi, a o precyzję i sam fakt, że można i się da. Kiedy siadasz za kierownicą, a obok ciebie jest Piero Liatti, który zaliczył 53 występy w Rajdowych Mistrzostwach Świata i wygrał rajd Monte Carlo, poziom stresu nie maleje. Wręcz odwrotnie. Geniusz takich ludzi jak Piero polega na tym, że jeśli ich słuchasz i wykonujesz dokładnie to, co do ciebie mówią, jedziesz jak po sznurku. Nawet prawie 700-konnym Ferrari po śniegu. Po kilku okrążeniach toru śliska nawierzchnia wydaje się niemal naturalnym podłożem dla włoskiego bolidu. Znakomicie można wyczuć ten samochód. Sygnalizuje z wyprzedzeniem wszystkie poślizgi, uślizgi, nad- i podsterowność. Moc automatycznie przenoszona jest pomiędzy tylną i przednią osią, jednak GTC4 Lusso zawsze pozostaje z charakterystyką auta tylnonapędowego. Co ciekawe, napęd na cztery koła jest tak skonstruowany, że waży o 50 procent mniej niż u konkurencji. Kiedy Piero wyczuwa, że to ty masz władze nad Ferrari, a nie odwrotnie, pozwala na przejście z bardzo zachowawczego programu „snow” na „sport” i w końcu na „esc off”. I tak naprawdę dopiero wtedy widać, że tym autem znakomicie jeździ się w każdych warunkach. Oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku, bo z jazdą Ferrari po śniegu i lodzie jest jak z chodzeniem po linie. Trzeba być cały czas skupionym. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo nigdy nie chodziłem po linie.

""

fot. Martin Śliwa

moto.rp.pl

Po zabawie na śniegu i lodzie przyszedł czas na jazdę po zwykłych drogach. W kolumnie kilkunastu GTC4 Lusso przejeżdżamy przez niewielkie górskie miasteczka. Dopiero teraz mam czas i ochotę nieco przejrzeć się wnętrzu. Obszernie tu i nowocześnie. Jest 10,5 calowy dotykowy ekran zamontowany centralnie, jest Apple Car Play, automatyczny system hamulcowy (Predictiver Emergency Braking System), system wykrywania auta w martwym polu i ostrzeganiu o ruchu poprzecznym (np. podczas wyjazdu z luki parkingowej) i opcjonalnie system utrzymywania auta w pasie ruchu. Niemal wszystko, co znajduje się w kabinie, jest obszyte skórą, a inne elementy wykonane są z aluminium. Ciekawy widok ma też siedzący obok kierowcy pasażer. Na desce rozdzielczej ma wyświetlacz, z którego może podglądnąć różne dane i sterować niezależnie 10,5 calowym ekranem, na którym mogą być wyświetlane dwa różne obrazy. Oddzielny dla kierowcy i pasażera.

""

moto.rp.pl

""

fot. Martin Śliwa

moto.rp.pl

Na suchym Lusso mimo swych rozmiarów zachowuje się jak bolid. Nie jest to najmniejszy samochód, więc na górskich, wąskich drogach trzeba nieco przywyknąć do jego rozmiarów. Jednak auto odpłaca się znakomitą trakcją i rewelacyjną przyczepnością w zakrętach. To po części zasługa skrętnej tylnej osi, która w szybkim łuku potrafi zmienić swój kąt skrętu kilkakrotnie. To jeden najbardziej zaawansowanych systemów tego typu na rynku. No i jeszcze ten dźwięk silnika. Przejechać się raz tunelem przy akompaniamencie 6,2 litrowego, 12-cylindrowego silnika i umrzeć. Polecam. Szczególnie jeśli przed tobą jedzie dwóch niesfornych, młodych Włochów innym Lusso, którzy mają w nosie przepisy i dokręcają silnik do czerwonych obrotów. Myślę, że nawet Beethoven usłyszałby tą klasyczną, niestety umierającą melodię motoryzacji.

""

moto.rp.pl

""

fot. Martin Śliwa

moto.rp.pl

Ferrari to obiekt pożądania i marzeń. Supersamochód to nie tylko oznaka statusu i szpan. To też coś, co poprawi ci humor, pozwoli „przewietrzyć” głowę, sprawi, że nabierzesz nowych sił, pozytywnych emocji. Lusso to inne Ferrari. Takie, którego eksploatacja niesie najmniej wyrzeczeń. Możesz pojechać gdzieś z kumplami, możesz zapakować bagaże i nie musisz go chować na zimę w garażu. To auto na każdą porę dnia i roku.

ZOBACZ TAKŻE: Ferrari 250 GTO: Najdroższy samochód na świecie. Padł nowy rekord

""

moto.rp.pl

""

moto.rp.pl

Za Kierownicą
Porsche 911 Dakar RED58 Special: Uszanowanie, panie Sobiesławie
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Za Kierownicą
Ford Transit Trail: Dostawczak z twarzą Raptora
Za Kierownicą
Volkswagen ID. Buzz: Wyjątkowość całości
Za Kierownicą
Ford Kuga vs. Toyota Rav4: Podobne, ale nie takie same
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Za Kierownicą
Tesla Model S Plaid: Elektryczna bestia